Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Złodziej, lokator, haker, szpieg

Złodziej, lokator, haker, szpieg

12.04.2019
Czyta się kilka minut
To nie było eleganckie wyjście. Julian Assange został wytaszczony przez siedmiu rosłych mężczyzn i siłą wpakowany do policyjnej furgonetki. Tak zakończyło się burzliwych 6 lat i 10 miesięcy jego pobytu w ambasadzie Ekwadoru przy Hans Crescent w ekskluzywnej londyńskiej dzielnicy Knightsbridge.
Założyciel WikiLeaks Julian Assange przewożony do brytyjskiego sądu, Londyn, 11 kwietnia 2019 r. / Fot. AFP / East News
Założyciel WikiLeaks Julian Assange przewożony do brytyjskiego sądu, Londyn, 11 kwietnia 2019 r. / Fot. AFP / East News
S

Sama ambasada, wcześniej cicha i ledwo widoczna, przez tych prawie siedem lat regularnie trafiała na czołówki światowych mediów za sprawą politycznych skandali, jakie wywoływał jej lokator. Agenci wywiadów co najmniej trzech państw monitorowali placówkę przez całą dobę, podobnie jak brytyjscy policjanci i pracownicy prywatnej firmy ochroniarskiej, sekretnie zatrudnionej przez rząd Ekwadoru. Regularnie bywali tam też demonstranci broniący Assange’a, a jego samego odwiedzali prawnicy, politycy i celebryci, z Pamelą Anderson włącznie.

Po mało dostojnym wyprowadzeniu założyciela Wikileaks z ambasady natychmiast pojawiło się pytanie: a co z jego kotem? Wiadomo, że nazywał się James i że zamiast obroży nosił kołnierzyk z krawatem, a Australijczyk przez jakiś czas regularnie zamieszczał jego zdjęcia na Instagramie, pisząc, że ma towarzysza niedoli. Wiadomo też, że kot nie był dobrze wychowany, co po pewnym czasie zaczęło przeszkadzać chyba wszystkim pracownikom ambasady.

Bardzo nieprzyjemny problem

To, że jego kot załatwiał się, gdzie chciał, było jedną z mniejszych przewin Juliana Assange’a. Przed parlamentem w Quito skrupulatnie wyliczył je wszystkie José Valencia, minister spraw zagranicznych Ekwadoru. Z całej litanii za „lżejsze” można uznać jazdę na deskorolce czy grę w piłkę w wąskich korytarzach niewielkiej placówki oraz kłopoty z higieną, w tym „bardzo nieprzyjemny problem związany z systemem trawiennym”. Znacznie uciążliwsze były bójki z ochroniarzami i wieczne oskarżenia pod adresem personelu ambasady o szpiegowanie. Jednocześnie – co podkreślił minister Valencia – rząd jego kraju na zapewnienie Assange’owi bezpieczeństwa wydał 5,8 mln dol., a na jego wikt, opierunek i leczenie – kolejnych 400 tys.

Cierpliwości ani gościnności Ekwadorczyków nie wyczerpało nawet zablokowanie przez ich gościa monitoringu ambasady, włamanie się do jej systemu komputerowego i kradzież poufnych danych. Assange’owi po prostu odcięto elektroniczną łączność ze światem i nawet odwiedzającym go zakazano wnoszenia na spotkania telefonów komórkowych. Tym, co przelało czarę goryczy, było dopiero „mieszanie się w sprawy innych państw”, co stanowi, wedle rządu w Quito, pogwałcenie międzynarodowych konwencji, a ostatni raz Assange tak „wmieszał się” w zeszłym tygodniu, angażując się – za pośrednictwem swoich współpracowników – w publikację tajnych dokumentów Watykanu.

Jednocześnie – o czym poinformowała minister spraw wewnętrznych María Paula Romo – do Ekwadoru przeprowadził się jeden z „kluczowych, bliskich Assange’owi pracowników WikiLeaks” i aktywnie próbował podminowywać tamtejszy rząd. Mało tego: ów współpracownik miał współdziałać z dwoma rosyjskimi hakerami, którzy odpowiadają za wyciek do mediów społecznościowych prywatnych zdjęć i nagrań rozmów prezydenta Lenína Moreno (na co Ekwador złożył formalną skargę specjalnemu sprawozdawcy ONZ ds. ochrony prywatności). Wspomnianego współpracownika, pochodzącego ze Szwecji Olę Biniego, aresztowano, gdy próbował odlecieć do Japonii.

Brytyjczycy zapowiedzieli, że zrobią wszystko, by Assange jak najszybciej stanął przed sądem. Już po kilku godzinach po aresztowaniu Westminster Magistrates’ Court uznał go za winnego zlekceważenia wezwania do stawienia się w sądzie w czerwcu 2012 r. Wówczas przeciwko Australijczykowi toczyła się sprawa w związku z zarzutami o molestowanie seksualne i gwałt, jakich miał się dopuścić w Szwecji, i właśnie ten kraj domagał się jego ekstradycji. Assange’a zwolniono wtedy za kaucją, ale złamał jej warunki, bo zamiast stawić się na kolejną rozprawę, ukrył się w ambasadzie Ekwadoru. Twierdził, że obawia się, iż Szwecja wyda go Stanom Zjednoczonym.

Kłopotliwe przecieki

O ile przez lata nie było jasne, czy Waszyngton rzeczywiście tego zażąda, teraz już wiadomo, że Amerykanie chcą osądzić Assange’a u siebie. Portal WikiLeaks jest odpowiedzialny za największy w historii wyciek tajnych dokumentów USA. Assange’owi przekazał je szeregowy amerykańskiej armii, Bradley Manning (który przeszedł operację zmiany płci i dziś ma na imię Chelsea).

Manning pracował w Iraku jako analityk wywiadu. Assange dostał od niego ponad 90 tys. dokumentów dotyczących wojny w Afganistanie, 390 tys. raportów z wojny w Iraku i 250 tys. depesz dyplomatycznych. Wśród przekazanych materiałów było m.in. wstrząsające nagranie z Bagdadu, z 12 lipca 2007 r., na którym widać, jak amerykańscy żołnierze zabijają ze śmigłowca Apache 15 cywilów, wśród nich dwóch dziennikarzy Reutersa. WikiLeaks dzięki Manningowi upublicznił również wcześniej ukrywane przez rząd USA dane o przerażającej skali ofiar cywilnych wojen w Iraku i Afganistanie. Dokumenty zawierały m.in. raporty o walkach i incydentach z udziałem wojsk koalicji, wśród nich sprawozdanie z polskiego ostrzału wioski Nangar Khel. Były tam także procedury obowiązujące więźniów w Guantanamo (spośród 779 przetrzymywanych, tylko 172 uznawano za zagrażających bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych).


Czytaj także: Patrycja Bukalska: Snowden i inni


Początkowo przypuszczano, że jeśli Assange trafi w ręce amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, zostanie oskarżony o szpiegostwo, a za to teoretycznie mogłaby mu grozić kara śmierci. Rząd Ekwadoru poinformował jednak, że zawarł z Brytyjczykami umowę: nie wydadzą Assange’a do kraju, gdzie groziłby mu taki wymiar kary. Podobnie przedstawiciele rządu w Londynie zastrzegli, że nie praktykują ekstradycji do państw, gdzie wykonuje się wyroki śmierci. Wiele wskazuje, że właśnie z tego powodu Amerykanie o szpiegostwo Australijczyka nie oskarżyli. Z dokumentów już przez nich złożonych wynika, że chcą go sądzić za hakerstwo. Dowodem ma być rozmowa na czacie, jaką odbył 8 maja 2010 r. Assange, posługujący się pseudonimem Nathaniel Frank, zaoferował wówczas Manningowi pomoc w złamaniu hasła, które dałoby dostęp do należącej do Pentagonu sieci SIPRNet, w której przechowywane są informacje niejawne. Wprawdzie Assange po dwóch dniach zameldował, że na razie nie odniósł sukcesów, ale sama oferta wystarczy, by zgodnie z amerykańskim prawem postawić zarzut. Grozi za to kara pięciu lat więzienia.

Krótka pamięć prezydenta

Najciekawsze mogą się okazać jednak konsekwencje polityczne tej ekstradycji, jeśli w ogóle do niej dojdzie. Jednym z największych beneficjentów działalności WikiLeaks i samego Assange’a był bowiem Donald Trump. W szczytowym momencie jego prezydenckiej kampanii z 2016 r., portal opublikował dwa duże pakiety maili wykradzionych przez rosyjskich hakerów wysokim rangą przedstawicielom Partii Demokratycznej. Pierwsza partia skradzionej korespondencji została upubliczniona w lipcu 2016 r. i zawierała maile z kont przedstawicieli Demokratycznego Komitetu Narodowego. Druga trafiła do sieci 7 października i składała się z 20 tys. stron maili z prywatnej skrzynki szefa kampanii Clinton, Johna Podesty.

Te przecieki były ciosem w Hillary Clinton. Umiejętnie wykorzystane przez rywali, stworzyły obraz kampanii grającej nieczysto, podminowującej demokratycznego rywala Berniego Sandersa i starającej się tuszować problematyczne elementy przeszłości kandydatki, jak choćby treść jej wystąpień na imprezach opłacanych przez banki z Wall Street. Wprowadziły chaos w Partii Demokratycznej i zmusiły do rezygnacji przewodniczącą Komitetu Narodowego, Debbie Wasserman Schultz. Jednocześnie zupełnie przykryły całą serię afer związanych z kampanią Donalda Trumpa. Październikowa publikacja nastąpiła zaledwie 30 minut po ujawnieniu taśmy, na której kandydat Republikanów przechwala się tym, że dzięki sławie może bezkarnie molestować kobiety.

Kontakty przedstawicieli kampanii Donalda Trumpa z WikiLeaks były jednym z ważnych wątków śledztwa specjalnego prokuratora Roberta Muellera. To dzięki niemu ustalono, że bliski współpracownik amerykańskiego prezydenta, Roger Stone, chwalił się współpracownikom, że nawiązał kontakt z WikiLeaks już wiosną 2016 r., na kilka miesięcy przed publikacją pierwszej partii skradzionych maili. Twierdził, że Assange powiedział mu, iż jest w posiadaniu wiadomości, które będą problematyczne dla Demokratów. Były prawnik amerykańskiego prezydenta, Michael Cohen, zeznał przed Kongresem, że Stone w jego obecności uprzedził Trumpa 18 lub 19 lipca o tym, że lada chwila WikiLeaks rozpocznie publikację niewygodnych dla jego konkurencji maili. Sam Trump podczas wyborczych wieców wielokrotnie wychwalał WikiLeaks. Mówił, że „kocha” to, co robi Assange.

Miłość polityka jest jednak ulotna. Tuż po aresztowaniu Australijczyka prezydent Trump udawał, że nie ma właściwie pojęcia, o kogo pytają go dziennikarze. „Nic nie wiem o WikiLeaks, to nie moja rzecz” – mówił w Gabinecie Owalnym. To dziwne. Według dziennikarzy Bloomberga, na ostatniej prostej kampanii w przyczepie, która stanowiła sztab kandydata Republikanów przed ostatnią debatą z Clinton, wisiał wielki plakat z Assange'em opatrzony podpisem „Droga Hillary, brakuje mi czytania twoich tajnych maili”.

Teraz romans polityka i hakera może znaleźć finał w sądzie albo podczas jednego ze śledztw toczących się w kongresie. Czy porzucony Assange wykorzysta tę szansę odegrania się na Trumpie, a może liczy na jego rewanż? Pewną wskazówką może być los jego kota. James, gdy z powodu roznoszonego smrodu stał się dla właściciela niewygodny, niepostrzeżenie trafił do schroniska. I tam ślad po nim się urywa.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter Polsat News, gdzie prowadzi autorski program popularnonaukowy „Horyzont zdarzeń”. Współautor książki "Strefy Cyberwojny", laureat Prix CIRCOM i Halabardy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Potraktowanie kota Jamesa - skandaliczne!!! Kto za to odpowiada? Personel ambasady, czy sam Assange, bo trudno zrozumieć? Drukarz, krawiec, zołnierz, szpieg...chyba nie zanosi się na tak ekscytujaca historię, aczkolwiek Assange powinien jak najbardziej dołączyć w Moskwie do innego pożytecznego idioty - Snowdena

Przegladajac media mozna zauwazyc, ze zaczyna sie skoordynowana nagonka na Assange'a. Nikt sie nawet nie kwapi z werifikacja puszczanych w przestrzen "faktow".

Skoordynowana, powiada Pan? A nie rozsądniej przyznać, ze trudno wspierać nawet mediom pajaca, pożytecznego idioty lub rosyjskiego agenta wpływu?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]