Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Czemu nie w chórze

Niedawno pisałem o sprzecznościach, w które wikła się ktoś pragnący wierzyć indywidualnie. Teraz, gdy czuję się przez instytucję Kościoła osierocony – myślę inaczej.

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Czemu nie w chórze

Czemu nie w chórze

04.02.2019
Czyta się kilka minut
Niedawno pisałem o sprzecznościach, w które wikła się ktoś pragnący wierzyć indywidualnie. Teraz, gdy czuję się przez instytucję Kościoła osierocony – myślę inaczej.
KRZYSZTOF DUBIEL
P

Pół tamtej soboty przesiedziałem przed telewizorem. Z rozmaitych powodów nie dałem rady pojechać do Gdańska na uroczystości pogrzebowe prezydenta Pawła Adamowicza. Źle się z tym czułem, więc chociaż w ten sposób chciałem tam być.

Oglądanie transmisji mszy, odkąd to się w ogóle w Polsce zaczęło zdarzać (wydaje mi się, że pierwszy raz w 1980 r.), mam za czynność dość dziwną. Nie mówię o ludziach chorych i sędziwych, mówię o takich jak ja: jest to niby uczestniczenie, a przecież nieuczestniczenie. Wzrok i słuch podpowiadają, że się przynależy, a jednak pozostaje się poza zgromadzeniem wiernych. Nie ma się pokusy, żeby wykonywać przepisane w liturgii gesty; klękanie, żegnanie się, odmawianie z tamtymi modlitw byłoby przed odbiornikiem, w przestrzeni własnego mieszkania, budowaniem złudzenia, niczym więcej.

Ostatecznie znajduję się gdzie indziej: w pozycji obserwatora, może...

13151

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Proszę nie tracić ducha, jest nas wielu. Można być wspólnotą niekoniecznie ocierając się ramię w ramię.Poza tym napisano „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich”- nie dwa lub trzy miliony.

.

Przykro to mówić, ale jestem już "na pustyni",o której pisze autor. Kiedyś mocno zaangażowany w grupy odnowy, grupy modlitewne, od paru już lat pod wpływem opinii, ale przede wszystkim osobistych doświadczeń, przestałem uczestniczyć w życiu Kościoła. Większość osób, z którymi kiedyś w w/w grupach uczestniczyłem, nadal nie potrafi oddzielić swojego katolickiego światopoglądu (często wartościowego) z przekonaniem o "katolickich wartościach" rządzącej partii. Choć są i tacy, którzy już się na partii srogo poznali i niedawny entuzjazm wyparował. Nie rozumiem wielu rzeczy. Nie rozumiem tego, jak np. mogą tolerować w swoich szeregach jawnego nacjonalistę? Nie pojmuję dlaczego oburzają się na moją krytykę ojca Rydzyka, a gdy przywołuję Tyg. Powszechny, krzywią się z niesmakiem. Itd., itd. Nie czuję, że jestem temu Kościołowi potrzebny - ja, kiedyś zaangażowany członek wspólnoty. A nie chodzi tylko o politykę rzecz jasna. Pierwszą rzeczą, która spowodowała "przelanie piwa" były osobiste doświadczenia, m.in. z tzw. "dobrym księdzem". Zupełnie przestały mnie przekonywać argumenty o tym, że i w Kościele człowiek jest grzeszny gdy w wiejskiej parafii moich rodziców proboszcz zdefraudował pieniądze i rozwiązał radę parafialną. Moja nadzieja rozbiła się nie o proboszcza i tym co zrobił, ale o reakcję biskupa, po rozpaczliwych interwencjach parafian. Biskup obronił proboszcza oszusta, parafianie odeszli z kwitkiem. I tak można dłużej wymieniać. Nie jestem temu Kościołowi potrzebny, ale i nie widzę w nim dla siebie miejsca.

I właśnie co? Co dalej? Może rację mają, przedstawiciele antykatolickiej loży, którzy powiadają, to już koniec, rozpada się ten KK. I cieszą się z tego wielce........Moim skromnym zdaniem, niech się cieszą, głupi, przecież też ma prawo do szczęścia. Jeżeli oni maja rację, to znaczy że daremna jest nasza wiara, bowiem Jezus Chrystus musiał kłamać, gdy mówił do apostołów ( i ich następców)" Ja jestem z wami, przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". Teraz pytanie? Komu wierzysz? Im czy Jezusowi? Swój post, otworzyłem Broniewskim z jedną małą zmianą.Owszem w naszym polskim Kościele, są rachunki krzywd i głównymi ich sprawcami są, ci co kiedyś, leżeli na posadzce kościelnej a wierni śpiewali hymn do Ducha Świętego. A właściwie tylko część z nich, lecz ta część, zaszkodziła wszystkim. Pedofilia, pogoń za pieniądzem, niemoralne życie, brak zaangażowania, miernota intelektualna,pycha, to tylko niektóre z owych grzechów. Owszem, owe grzechy, to nie tylko grzechy duchowieństwa, lecz pozostałych części społeczeństwa, to każdy w miarę rozsądny człowiek wie. Jednak komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie.Komu więcej dano, niż wam, co przemieniacie chleb w Ciało a wino w Krew, Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Pismo powiada, co dzieje się z tymi, których sól, utraciła swój smak, powiada też, co dzieje się z królestwem wewnętrznie rozdartym. Jakże to prawdziwe i znamienne słowa. Pytam się ciebie, kapłanie Jezusa Chrystusa? Nie chcesz podać świętej Komunii, na ręce wiernego, bo mogą być brudne a jak wygląda twoja dusza? Czy jest czysta i nieskalana, czy owa czystość, to tylko farba z pobielanego grobowca? Jeżeli to drugie, to czas, najwyższy czas na nawrócenie. Chrystus czeka........ Dobrze, jednak co my, zwykli, szarzy katolicy mamy dalej czynić? Uciekać na pustynię, samego siebie, jak autor artykułu? A może wzorem Rcina ( serdecznie pozdrawiam)rozbijać się o rafy, własnych marzeń, myśli, pragnień? Na pustynię to katolik udaję się by podładować swój akumulator wiary, pustyń może być dużo naokoło nas. Wszystkim moim braciom i siostrom w wierze, proponuję przeczytanie oczyma głowy, ale i duszy, 6 rozdział Janowej Ewangelii. 66 werset brzmi "Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło." Widzisz to, uczniów a nie przypadkowych gapiów.A co to takiego się stało że z Nim przestali chodzić? Odpowiedź jest w tekście rozdziału, jednak można ja podsumować, że owi uczniowie stracili wiarę, ponieważ ich własne wyobrażenia, nie obejmowały tego co im Jezus powiedział o sobie samym. Czy czasem dzisiaj, nasze własne wyobrażenia o KK, nie są podobne, tamtym co odeszli? Bo co? Zgorszyliśmy się? Obrazili? Na kogo i na co? To dla księdza, chodzisz co niedzielę do Kościoła, to dla proboszcza albo biskupa a nawet papieża, klękasz na stopniach konfesjonału a potem przyjmujesz Jego Ciało? Nie, to czynisz dla Jezusa Chrystusa, a On ma słowa żywota wiecznego. On i tylko On. Parę wersetów za owym 66, Jezus pyta apostołów A wy też chcecie odejść? Co odpowiada Piotr w imieniu swoim i innych apostołów? A przecież apostołowie tez niewątpliwie mieli problemy ze zrozumieniem tego co powiedział Jezus o swoim Ciele na pokarm dla wielu. Drodzy moi bracia i siostry, wiara musi mieć wątpliwości, progi i bariery. Więcej, bez nich, byłaby nic nie warta. Tak myślę.

dorzucę krótkie od siebie - nie dla księdza ludziska do kościoła chodzą, w większości, ale niestety księża często uważają inaczej - i taka postawa jest, proszę księdza, jednym z paru obfitych źródeł antyklerykalizmu, który tak księdza uwiera, z Panem Bogiem

(podobno)Dlaczego zatem nazywasz, mnie księdzem a nie biskupem? To tak nie może być. Lecz w twoim poście, jest jedno ciekawe spostrzeżenie, które warto podkreślić. Swoim sposobem wszechwiedzącego, sam piszesz, tylko innymi słowy, że jednym z paru, obfitych źródeł antyklerykalizmu, jest zwykła, ludzka głupota. Dlaczego? Ponieważ nie będąc księdzem, ani katolikiem czy nawet osobą wierzącą, lepiej wiesz, co uważają księża. Wiara Eddie, jak widać na załączonym obrazku, odgrywa w twoim antyklerykalnym życiu, wielką rolę. Tak trzymać!!

i nie tylko głupota - ale nie bawmy się w słówka, problem jest poważny - dla firmy, oczywiście +++ p.s. ja już jakiemuś natchnionemu tutaj tłumaczyłem, nie da się nie być katolikiem, jeśli kogoś ta organizacja raz objęła w posiadanie, tak przynajmniej sama głosi - a żeby wiedzieć, co uważają księża, nie jest potrzebna wiara, a skąd - wystarczy ich poczytać, posłuchać, pogadać z nimi - ba, wystarczy nieraz jedna msza z dobrym kazaniem, proszę biskupa

Jest nas wielu, to prawda. Stojących w kościele i z rozpaczą słuchających miałkich intelektualnie, zacofanych, a często wręcz prymitywnych treści, na dodatek nasączonych bieżącą publicystyką w stylu radiomaryjnym. Z niedowierzaniem słuchających o "atakach na Kościół" w reakcji na kolejne doniesienia o księżowskiej pedofilii. Stoję tak i sam się sobie dziwię, że jeszcze tu jestem. Z przyzwyczajenia? Z jakiegoś wewnętrznego przymusu? Wychodząc z kościoła czuję niesmak. I bezradność. Wiary nie straciłem, ale w moim Kościele czuję się już jak obcy człowiek.

odwrócić się na pięcie, wyjść, poczuć, jak garb z grzbietu znika - PB się na sto procent nie obrazi na Pana, nie po to Syna swego dał ukrzyżować

„Wiara, która chciałaby zamykać oczy na ludzkie cierpienie, jest tylko iluzją” Ojciec Tadeusz z Torunia ostatnio gorąco zachęca do przekazywania 1% podatku na jego wielkie dzieło naprawy świata. Już ogłosił, że każdy kto to uczyni zostanie odnotowany w niebie i poczyta mu się to jako wielką zasługę. Kiepsko to jakoś formułuję, bo gdzie mi tam do kunsztu naszych duchowych pasterzy. Z tej perspektywy, w mojej ocenie wiara jest iluzją, nie wiem czy samą iluzją, czy z domieszką czegoś innego. Ja swój dystans do instytucji kościelnych zaznaczam nie wrzucając do tacy. Mamona psuje, bardzo psuje. Wszystkie grzechy jakie wytknął Pan kościołowi, to mały pikuś w porównaniu z tym z czym uporał się on w swej historii. Słowo uporał się jest złym słowem, bardziej pasuje tu - zamiótł pod dywan. To nieprawda, że najsłabszym ogniwem są nasi pasterze, to my jesteśmy tym ogniwem, a duchowni są tylko pasożytem korzystającym z naszych słabości. Za czasów Norwida, czytanie Pisma Świętego było zarezerwowane tylko dla wybranych.On nie był jednym z nich, czół i wierzył tak jak go nauczono, nie miał szans na weryfikację i konstatację swej wiary. W sumie chyba wtedy łatwiej było wierzyć. Mój proboszcz, w obliczu pustoszejącego kościoła, a co za tym idzie chudnącego portfela, po kolędzie rozdawał ankietę do wypełnienia. Co się nam nie podoba, co byśmy zmienili i jakie mamy propozycje aktywizacji społeczności parafialnej. Żona z zapałem wzięła się za pisanie. Napisz, mówię, że proboszcza trzeba wymienić i starczy. Ale ona swoje pisze, zabazgrała całą kartkę. On i tak tego czytać nie będzie, wszyscy o tym dobrze wiemy. Kto się wróblem urodził, skowronkiem nie zdechnie. Ta ankieta, co by tu nie kombinować, to jednak znak, jakiś sygnał, może polecenie z góry. Kasa ma ogromną moc sprawczą i dyscyplinującą. Iluzje też mają swoją wymierną wartość.

Najłatwiej wyjść ze złego układu mówią: to nie moje myślenie, albo jeszcze gorzej tego się nie da zmienić. Bardzo często żeby nie powiedzieć, że codziennie dyskutuję i próbuję wytłumaczyć, że każdy ksiądz jest takim samym człowiekiem jak ja, jak ten, którego być może skrzywdził. I próbuję wytłumaczyć również wierzącym tę właśnie prawdę. Myślę, że to co dzieje się z niektórymi kapłanami jest właśnie z powodów, że "zwykli" wierzący traktują ich prawie jak bogów (tych przez małe b). Od takiego traktowania słabsze osobowości mogą się skrzywić. Dlatego i my szarzy wierzący też niejednokrotnie musimy się uderzyć w piersi.

ale mi dzięki Bogu przeszło - jest nadzieja, to uleczalna przypadłość ㋡

Panie Jerzy, bardzo dziękuję Panu za ten tekst, ale i za te wszystkie lata, kiedy mogłem słuchać Pana mądrych i ciekawych audycji w Trójce. Bardzo mi zresztą teraz tej Trójki brakuje.

Szanowny Panie Redaktorze, z zapartym tchem przeczytałem Pańskie, moim zdaniem przydługie, hamletyzowanie ("być, czy nie być w KK") i spieszę z pomocą duchową. Otóż kilka miesięcy temu Jan Turnau na łamach Gazety Wyborczej zaproponował Małgorzacie Trzaskowskiej "całą archidiecezję łódzką, gdzie teraz rządy Rysie". Pomyślałem, że ten 'genialny' pomysł radzenia sobie z powszechnym poczuciem niskiej jakości usług klerykalnych (zapewne nie tylko w Warszawie) warto przekuć w stosowną praktykę. Proponuję wystąpić do PKP o zorganizowanie niedzielnych konfesyjnych połączeń kolejowych (początkowo na trasie Warszawa-Łódź-Warszawa, z czasem na coraz liczniejszych szlakach kolejowych w całej Polsce). Dzięki temu łatwo będzie zapewnić dwóch albo trzech zgromadzonych 'w imię', i nie ryzykować trudnego 'życia duchowego w pojedynkę'. A ileż nowych form wspólnotowego przeżywania i wyznawania wiary może się pojawić! Zapewniam, że zarząd spółki PKP Intercity poważnie pochyli się nad propozycją.

Przed moją pustynią ocaliło mnie przypadkowe (?!) odkrycie niedzielnych MSZY ŚWIĘTYCH w kościele św.Jana w Gdansku. Tu też Intercity kursuje. Problem w tym, że jedyne nabożeństwo w tym niezwykłym miejscu, w samo południe, już teraz zapełnia całkiem sporą świątynię "po korek". Panie Jerzy! Jestem pewna, że tu udałoby się Panu bez zniechęcenia i irytacji wysłuchać tego, co ma do powiedzenia "od siebie" ksiądz Krzysztof Niedałtowski. Zwłaszcza, że gdański św.Jan to kościół Duszpasterstwa Środowisk Twórczych.

Mam dokładnie takie same przemyślenia. Bardzo dziękuję Autorowi za ten tekst - nie napisałbym tego lepiej. Proponuję machnąć ręką na wszystkie komentarze, które żartują z troski o Kościół i rozterek duchowych wzniecanych personelem naziemnym :) Kto ich nie ma, niech pierwszy rzuci kamień. Czytam, że kilku rzuciło :) Przy okazji zwrócę uwagę na pewien aspekt probabilistyczny sprawy, który mocno mnie niepokoi. Otóż człowiek dojrzały ma dużo większą szansę na spotkanie dobrego kapłana niż młody. Na skutki nie będziemy długo czekać. Pozdrawiam serdecznie Autora.

jak wiele stracą wpychając, dla pieniędzy przecież i jak sądzili poszerzenia wpływów, religię do szkół - jeszcze moje pokolenie i może połowa następnego poddawane wieloletnie indoktrynacji gremialnie odnosiło się z szacunkiem do kapłanów, ci byli autorytetami, z powagą podchodziło do religii w salkach czy zakrystiach, kościół [oficjalnie przynajmniej] przeciwstawiający się władzom był instytucją zaufania publicznego, biskupi mediatorami i rozjemcami, nuciliśmy na jawie i przez sen kolędy i pieśniczki liturgiczne - no jak tatuaż na mózgu to w nas tkwiło - a teraz? religia w szkołach plus gołym okiem już widoczna pazerność i pycha kleru spowodowały, że wśród młodych ledwie może kilkanaście procent takie tatuaże nosi - a to one właśnie sprawiają, że gotowi są nimi naznaczeni bronić instytucji i jej funkcjonariuszy wbrew faktom czy zdrowemu rozsądkowi - żeby nie przeciągać, Panowie biskupia szlachta, daję wam nie więcej jak 10, no góra 15 lat, aż dorosną ci, co już waszej władzy i wpływom nie podlegają i nie będą podlegać - to oni was zmiotą ze sceny, choć już dzisiaj do pustych ławek w niejednym kościele kazania głosicie +++ p.s. ja się wcale nie dziwię, że postkomuna w wykonaniu PiS-u tak bardzo się biskupom podoba - wszak nigdy się tak dobrze nie mieli księża i kościół jak od Gierka w PRL-u

Tymczasem biskupi to również strażnicy organizacji nastawionej na długie trwanie i wpływy. Biskupi mają tabelki uczestnictwa w nabożeństwach i wiedzą, że w pokoleniu 50+ mają 65% wiernych, a w pokoleniu 30- tylko 15%. Przygotowują więc organizację na trudne czasy, bo z tabelki wynika, że za 30 lat będą mocno zmarginalizowani. Objawia się to na różne sposoby: gromadzeniam majątku, upychaniem po instytucjach własnych ludzi, kształtowaniem prawa i wojną podjazdową z konkurencją ideologiczną, czyli z liberalizmem.

tym negatywnym oczywiście, wymieniałem - gdyby byli racjonalni i przewidujący, nie kopali by sobie sami grobu, a ich łapczywe wydzieranie ile się da z budżetu to dla mnie raczej przejaw ekstazy nerwowej w obliczu nieuchronnej zapaści niż strategicznego planowania i przemyślanego działania

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]