Reklama

A teraz najtrudniejsze

A teraz najtrudniejsze

18.01.2019
Czyta się kilka minut
Co można zrobić, by tragiczna śmierć prezydenta Pawła Adamowicza była zakrętem, za którym pojedziemy w nieco inną stronę, a nie emocjonalnym rondem, na którym pokręcimy się chwilę, by wrócić w stare koleiny?
Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk, 17 stycznia 2019 r. / FOT. Karolina Misztal/REPORTER
Europejskie Centrum Solidarności, Gdańsk, 17 stycznia 2019 r. / FOT. Karolina Misztal/REPORTER
W

W ciągu ostatniego tygodnia, praktycznie nie odchodząc od komputera, zwerbalizowałem już chyba wszystkie myśli i emocje, których lawina ruszyła po koszmarnym wieczorze, gdy zabity został Paweł Adamowicz. Napisałem trzy teksty, przeczytałem tysiące komentarzy, odpowiedziałem na setki. Mam wrażenie, że tak, jak bywało przy poprzednich wielkich narodowych wstrząsach: po śmierci Jana Pawła II i po katastrofie smoleńskiej – tak i teraz wraz z moimi rodakami pokazujemy sobie nawzajem lepsze oblicze. Na co dzień schowane w naftalinie, czekające w szafach na moment totalnej bezradności. Na okazje tak trudne, że nie jesteśmy już w stanie obsłużyć ich narzędziami do prowadzenia naszych rytualnych, powszednich wojen.

Ten stan oczywiście minie. Niezręcznie mi tutaj powtarzać to, co już napisałem w internecie: co – w mojej ocenie – można by było zrobić, by tragiczna śmierć prezydenta Adamowicza była zakrętem, za którym pojedziemy w nieco inną stronę, a nie emocjonalnym rondem, na którym pokręcimy się chwilę, by wrócić w stare koleiny. Mam nadzieję, że – z szacunku dla Niego – będziemy umieli zrezygnować z narzucającej się pokusy rozkręcenia teraz wojny na pomniki. Że odkleimy na chwilę wzrok od klasy politycznej testującej coraz to nowe poziomy żenady (patrz: spóźnienie na minutę ciszy) i dostrzeżemy olbrzymi potencjał, który mamy w polskich samorządowcach. Że skoro wyraźnie nie wychodzi nam państwo, może uda nam się uzdrowić je przez myślenie o nim jak o mieście. W którym przeciwnik nie jest na Wiejskiej, ale na tym samym osiedlu, i trzeba z nim razem budować drogę, sprzątać park, walczyć z hałasem, spotykać się w sklepie. A gdy wysmaruje mu się szajsem drzwi, to samemu trzeba będzie żyć później ze smrodem na klatce.

Gdańsk to miasto pełną gębą nadmorskie, od wieków przyjmujące szukających portu przybyszów z różnych stron, kultur, wrażliwości. Miasto, które w herbowej dewizie ma frazę (którą, gdybym – na nieszczęście Kościoła – był biskupem, zaraz umieściłbym w swojej tarczy) „Nec temere, nec timide” – „Bez zuchwałości, ale i bez lęku”. To miasto znakomicie nadaje się na wzór, do którego mogłaby teraz równać Polska (i nie można by chyba było wyobrazić sobie większego hołdu dla Pawła Adamowicza). Żeby jednak w ogóle można było zacząć mówić o jakościowej zmianie, trzeba by wprzódy porwać się na akt sprzątania. Ważna nowość: nie w sposobach myślenia innych, ale najpierw w swoich. Jak słusznie zauważył ostatnio w katowickiej „Gazecie Wyborczej” o. Tomasz Golonka: choć nadal żyjemy w warunkach wspólnoty języka, kompletnie rozjechała nam się sfera znaczeń. Litery wciąż wyglądają tak samo, ale tkwiący za nimi sens objaśnia trzydzieści parę milionów słowników.

Czy da się wcielić u nas w życie piękny bon mot de Saint-Exupéry’ego, chętnie umieszczany w memach dla młodzieży w wieku gimnazjalnym: „Kochać to patrzeć w tym samym kierunku”? Nie sądzę. Myślę, że warto jednak zacząć od tego, byśmy – patrząc w różnych kierunkach – się nie pozabijali. Warunkiem biologicznego przetrwania przeciwnika jest to, żebym umiał okazać mu szacunek. Żebym (takie kryterium sformułowałem sobie po śmierci Pawła Adamowicza i lekturze wyrzygu pomówień, które lano mu przed ostatnimi wyborami na głowę) tak pisał i tak mówił o czyichś poglądach, by mogło przeczytać to bez płaczu jego dziecko. „Szmato, aferzysto, ścierwo, raku na polskiej demokracji” – proszę wyobrazić sobie własną reakcję, gdyby podobne frazy ktoś sformułował pod adresem naszej matki lub ojca. „Nie zgadzam się z panem, uważam, że powinien pan wytłumaczyć się z tego i tamtego” – to komunikat, po którym możliwa jest dalsza rozmowa.

To zresztą dowód na skalę naszej paranoi, skoro ludziom nadal trzeba tłumaczyć, że wolno negować poglądy, ale nie wygłaszające je osoby. Ale pacjenta leczy się w stanie, w jakim jest. Biadolenie, że się do niego doprowadził, nie ma sensu.

Stan zaś pacjenta jest taki oto, że w ramach demonstrowania światu własnej mocy sprawczej najpierw wziął i zbił nocnik. A to, co dziś nazywamy debatą publiczną, to zawartość owego naczynia rozlana na podłodze. Załóżmy, że posprzątamy: na Facebooku czy Twitterze sami zastosujemy się do powyższego kryterium oraz – to bardzo ważne – zaczniemy gremialnie odcinać tlen hejterom (nawet tym ze statusem redaktorów, profesorów czy posłów), bezlitośnie blokując możliwość komentowania każdemu, kto atakuje ad personam, albo trollom wypisującym wciąż te same (i zawsze zaskakująco zgodne z partyjnym „przekazem dnia” mądrości).

Teraz najtrudniejsze. A gdyby tak rozważyć wprowadzenie dziś swoistej polityki grubej kreski, żeby wyswobodzić się z krępującego jakikolwiek ruch betonowego uścisku historycznego symetryzmu? Czytam to teraz przecież praktycznie non stop. „Płaczesz po Adamowiczu? A gdzie byłeś, jak zabili Rosiaka?”. „Krytykujesz odstrzał dzików za PiS? A gdzie byłeś, gdy strzelać kazała PO?”. „Obchodzisz teraz żałobę narodową? A gdzie byłeś, jak była żałoba po górnikach?”. „Ci są źli? A tamci byli lepsi?”. Nie da się zrobić nawet kroku w przód, gdy wzrok utkwiony jest za plecami.

A gdyby tak uczciwie stwierdzić: zachowujemy się jak nieudane małżeństwo z kilkudziesięcioletnim stażem, z żadnej naszej rozmowy nie wyniknie nic poza redystrybucją jadu. Przyznajmy więc po prostu: każdy z nas ma jakieś winy, każdy powiedział kiedyś o słowo za dużo, był nieuważny. Nie ulegamy chorej pokusie sterylności (iluż to moich internetowych adwersarzy pomstuje na mój brak bezstronności, czyniąc to w komentarzach tak stronniczych i politycznie zaangażowanych, że aż cierpną zęby), każdy z nas ma jakieś poglądy (to nie grzech), ale odtąd energię zużywamy wyłącznie na zastanawianie się, jak – nie niwelując tych różnic – zrobić coś razem.

A jeśli się okaże, że zamiast planowanego zbudowania za lat kilka czy kilkanaście pięknego narodowego zamku, co do którego każdy ma inną wizję, zgodzimy się tylko co do tego, że można by w sumie teraz pójść na wino? Wtedy, na wszystkie narodowe świętości, idźmy na nie czym prędzej! Oddam wszystkie inwestycje, nowe instytuty, wzniosłe rocznice, a także nadwyżkę VAT-owską za nadejście końca czasów celebracji wielkich różnic i świt ery kontemplacji nawet najbardziej mikrych części wspólnych. Podobieństw.              ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Polski dziennikarz, publicysta, pisarz, dwukrotny laureat nagrody Grand Press. Po raz pierwszy w 2006 roku w kategorii wywiad i w 2007 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Na koncie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

znalazł swojego emka

ino pieprzem ?

Ależ emek ma tutaj całkowitą rację! Nie mogłem znieść obłudy sejmowych pisowców w upamiętnianiu Piotra Szczęsnego, który popełnił samobójstwo w proteście przeciw łamaniu konstytucji przez ten reżim (pamiętajmy). Tym bardziej cieszą się moje oczy, że nie muszą oglądać dziś populistycznych prawicowców, jak wznoszą się na szczyty fałszu. Szkoda, że tylko niektórych stać było na uczciwe pokazanie swojego prawdziwego parszywego oblicza...

dzień miałem akurat bardzo zajęty, dopiero wieczorem oglądałem różne relacje z pogrzebu PA, teraz przeglądnąłem kilka portali w necie - z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że nie padło tam ani razu jedno znane nazwisko - zastanawiałem się dlaczego, i przyszło mi do głowy, że być może wszyscy komentujący zgodnie uznali, iż wymienianie go w tym dniu byłoby niestosowne wobec Zmarłego - i ja także tego się trzymam

Symetryzm to również "odmienny stan umysłu", daleki od obiektywizmu. Taktyka dwóch liberalnych kandydatów okazała się zwycięska. Nie można zwykłej nienawiści porównywać z taktyką wyborczą.

Nie zmieni się nic dopóki tvp, oglądana najczęściej na tzw prowincji, nie zmieni frontu. Robią ludziom sieczke z mózgu :(

W Acapulco jest piękna plaża, dużo słońca, internet ( będzie pani mogła czytać felietony pana Hołowni ) i - co najważniejsze - nie ma PiSu i TV PiS. Tamtejsi ludzie potrafią kochać a Polacy - jak wiadomo - specjalizują się w nienawiści. Proszę nie dać się zwieść statystyce, która mówi, że w roku 2017 w całej Polsce dokonano 519 zabójstw, natomiast w Acapulco - 953. Fakty są przecież po to aby je umiejętnie interpretować.

Szanownemu prawicowemu trollowi polecam przeprowadzkę na stałe na Księżyc, gdzie liczba zabójstw w 2017 roku wyniosła okrągłe 0, i gdzie będzie mógł się cieszyć tą liczbą bez żadnych umiejętnych interpretacji.

Zbytek łaski. To tylko 'moc' twoich własnych argumentów zawróciła jak bumerang. Następnym razem oszczędź nam proszę widoku twojego intelektualnego samookaleczenia.

aby pozdrowić sympatycznego pana Grzegorza ( przepraszam za spolszczenie, które niektórych może irytować )i przesłać pocztówkę dźwiękową. https://www.youtube.com/watch?v=Ve5Xr9Bb0z0

Bez poufałości "Damianie". Pocztówki przyjmuję od przyjaciół i rodziny, a podejrzanych plików nie otwieram.

:D, :D, :D

"Każdy z nas ma jakieś poglądy (to nie grzech), ale odtąd energię zużywamy wyłącznie na zastanawianie się, jak – nie niwelując tych różnic – zrobić coś razem." Panie Redaktorze kochany, proszę odpukać w niemalowane drewno. "Razem" w tych warunkach (czyli różnic fundamentalnych i nie do przezwyciężenia) możemy jedynie odpierać wroga, który najechał nasz kraj, i bronic się przed skutkami katastrof typu powódź, huragan i trzęsienie ziemi. Chyba nie zyczymy sobie takich przypadkow i takiego "pojednania". Przypominam, ze nawet w obliczu agresji hitlerowskiej na Polskę nie było "zmiłuj" dla sanatorów, którzy wcześniej przyczynili się do katastrofy, a którzy zostali zamknieci w obozie na szkockiej wysepce. Było to okrutne i niepotrzebne, niemniej było, bo uznano, ze kara musi być. Osobiscie ze względu na moje sympatie polityczne bynajmniej nie rozpaczałam po śmierci pana Lecha Kaczyńskiego i bynajmniej nie stalam w tych kilometrowych kolejkach do jego trumny przewidując słusznie, ze dopiero teraz zacznie się karuzela idiotyzmów, na które dadza się złapać naiwni ludzie spragnieni "piekna i dobra", a przede wszystkim narodowej zgody. Dziś zal mi i pana burmistrza, i jego rodziny, ale przecież nie rwe włosów z glowy, bo go nawet nie znałam. I nie zamierzam z tego powodu zmieniać swego przeświadczenia, ze rzadzi nami przestępczy syndykat bez czci i wiary, który należy zwalczać ze wszystkich sił niezależnie od tego, co się wydarzyło i co się jeszcze wydarzy. Inna sprawa jest poziom, na jakim odbywa się walka polityczna, a który zależy od osobistej kultury i nawyków uczestników zmagań. Do władzy (mam na myśli nie tylko parlament i rząd, ale także media) dorwała się kasta, która nawet nie umie mówić poprawnie po polsku, a co dopiero mówic o poziomie jej refleksji moralnej. To hałastra, od której trudno oczekiwać elementarnej kultury osobistej i politycznej. Moja babcia mawiała: co wymagać od wołu? Miesa i rosołu...

Sympatycy działalności śp. Adamowicza mają dzisiaj niemal luksusowe warunki, by pouczać, moralizować i apelować. Nie mają w tle zakłóceń w postaci protestów obywatelskich czy petycji "elit" przeciwko pochówkowi w Bazylice Mariackiej. Jako katolik prezydent Gdańska niejednokrotnie dał wyraz bliższego sojuszu ze światem niż z Bogiem, nie obce mu było też gorliwe dbanie zarówno o skarby na ziemi, jak i w niebie, a więc pochówek w bazylice pod wezwaniem Maryi może się wydawać nieco na wyrost podobnie jak wydawało się złożenie szczątków śp. Kaczyńskiego obok królów. Ale dziś z prawej strony takich utrudnień nie ma, co lewej stronie daje komfort sumienia niezmąconego refleksją, pokorą czy wstydem w związku z postawą wobec pogrzebu na Wawelu. Trzeba by było przyznać się do głupiej nienawiści do tego co teraz znajduje w sercu uznanie. Mam nadzieję że Pan, Panie Hołownia dobrze rozumie ten komentarz. A Pan był po której stronie w dyskusji o Wawelu w 2010 r.?

Komentarz trafiony jak kulą w płot. Paweł Adamowicz - dokładnie tak samo jak Lech Kaczyński - nie zasługuje na pochówek na Wawelu bez względu na to, że zginął z ręki politycznie motywowanego zamachowca (tak jak ten drugi w tragicznej katastrofie). W obu przypadkach to nie jest ten format, nie ta wielkość człowieka mierzona jego/jej pozytywnym wpływem na przełomowe wydarzenia w historii Polski (niezależnie od wielkości osobistych cnót i... wad). Na Wawel zasługuje z Polaków przełomu wieków co najwyżej Lech Wałęsa i Karol Wojtyła. Dlatego protesty przeciwko pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu jako uzurpacji były i są jak najbardziej uzasadnione. Natomiast wszelkie inne honorowe miejsca pochówku - w tym w gdańskiej Bazylice Mariackiej - są dla obu tragicznie zmarłych prezydentów oczywiście otwarte (z uwzględnieniem proporcji tego, że jeden był "tylko" prezydentem miasta, a drugi całego kraju).

No właśnie. Proszę zatem zajrzeć przez świeżą dziurkę w płocie, może coś się da wreszcie zauważyć. Dziękuję za wykład o zasługach i o tym,co kogo godne, zawsze mi brakowało tego kierunku w Piśmie Świętym, che, che...

Nie ten kaliber i nie ta siła, żeby ta kula mogła coś przebić, a poza tym nad pańskim płotem widok mam dużo lepszy.

.

Proponuję mniej ideologii, więcej logiki

„Ale pacjenta leczy się w stanie, w jakim jest. Biadolenie, że się do niego doprowadził, nie ma sensu.” Wydaje mi się, że nie dopadła nas jakaś choroba, coś co można leczyć. Raczej jest to stan ducha, umysłu, zespół nawyków, przyzwyczajeń i stereotypów. Codziennie rano i wieczór, w drodze do pracy przechodzę obok wejścia głównego do Urzędu Miasta Gdańsk. Składanie kwiatów i zapalanie zniczy, to piękny gest, potem robi się sobie i osobom z którymi się przyszło pamiątkowe selfie, by pochwalić się na fejsie. Wejście jest przy ruchliwym skrzyżowaniu, ale to nic przy takiej okazji można się zatrzymać, wysiąść z samochodu, tamować ruch i tworzyć zagrożenie dla siebie i innych. Myślę, że takie zachowanie nie ma wiele wspólnego z empatią, oddawaniem hołdu, ono jest w danym momencie trendy, a głupawka jaka nas dopada, nic ozdrowieńczego nie niesie. Szuka Pan w nas podobieństw, ależ to bardo proste. Jesteśmy nieskazitelni, na wszystkim się znamy, a wszyscy dookoła to głupcy. Tak, ja też mam to w sobie, a i Pan od tego nie jest wolny. Moje słowa podeprę takim przykładam. Mój wujek czasami przyjeżdżał do nas z Essen, miał takiego 12 cylindrowego Forda, ja popylałem na WSK - taki motor. Zabierał nas na wycieczki, ale kiepsko się z nim jeździło. Taka bryka, a on jechał dokładnie jak znaki mówiły, wlókł się niemiłosiernie. Działo się to lat temu 40 i drogi były puste, a na pytanie dlaczego tak jeździ odpowiadał - te znaki postawiło państwo dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. Ja do dziś mam często wrażenie, że stawiają je nam na złość. Ja już swoje lata mam, ale w młodym pokoleniu, nie tylko na drogach, też widzę tę pogardę dla życia, zdrowia własnego i innych. Nic się nie zmienia pod tym względem i nie sądzę aby była na to szansa, przynajmniej jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Widzi Pan, do dzików nie strzela PiS ani PO, Państwo prowadzi pewną politykę, gospodarkę zasobami. Zatrudnia osoby do tego powołane, które co nieco się na temacie znają. Taką powinniśmy mieć nadzieję, powinniśmy im zaufać, że działają dla dobra wspólnego. Może i podjęli jakąś tam idiotyczną decyzję, mnie obywatelowi dano, raz na cztery lata szanse by wyrazić swoją opinię w głosowaniu. Może zacznijmy od przyjęcia do wiadomości tak prostej rzeczy.

A jednak to samo: bezsensowne przerzucanie się złośliwościami i komentarzami, z których nic nie wynika poza wnioskiem, że ronda nam bliższe (na drogach bezpieczniejsze, tu wygląda na to, że też- jako coś oswojonego, znanego? - jakby nie było za zakrętem zwykle jest niewiadoma). Smutno mi Boże...

Jak możemy szanować poglądy innych, jeśli tak naprawdę w prostej rozmowie z ludźmi okazuje się, że mało kto prezentuje własne przekonania i prawdziwe, poparte przemyśleniami, czasem ewoluujące tezy. Obecnie dominuje zjawisko powielania bez zastanowienia i refleksji czyichś poglądów i sami sobie jesteśmy winni, bo dzieci też uczymy i wpajamy w nie bezkrytycznie nasze przekonania. Podstawą wszystkiego musi być myślenie, musimy uczyć myślenia a modlić się o to żeby ludzie byli przyzwoici i dopiero z połączenia tych dwóch rzeczy może być coś dobrego, bo nie wystarczy przyzwoitość bez myslenia, ani myślenie bez przyzwoitości.

Jak możemy szanować poglądy innych, jeśli tak naprawdę w prostej rozmowie z ludźmi okazuje się, że mało kto prezentuje własne przekonania i prawdziwe, poparte przemyśleniami, czasem ewoluujące tezy. Obecnie dominuje zjawisko powielania bez zastanowienia i refleksji czyichś poglądów i sami sobie jesteśmy winni, bo dzieci też uczymy i wpajamy w nie bezkrytycznie nasze przekonania. Podstawą wszystkiego musi być myślenie, musimy uczyć myślenia a modlić się o to żeby ludzie byli przyzwoici i dopiero z połączenia tych dwóch rzeczy może być coś dobrego, bo nie wystarczy przyzwoitość bez myslenia, ani myślenie bez przyzwoitości.

Jak możemy szanować poglądy innych, jeśli tak naprawdę w prostej rozmowie z ludźmi okazuje się, że mało kto prezentuje własne przekonania i prawdziwe, poparte przemyśleniami, czasem ewoluujące tezy. Obecnie dominuje zjawisko powielania bez zastanowienia i refleksji czyichś poglądów i sami sobie jesteśmy winni, bo dzieci też uczymy i wpajamy w nie bezkrytycznie nasze przekonania. Podstawą wszystkiego musi być myślenie, musimy uczyć myślenia a modlić się o to żeby ludzie byli przyzwoici i dopiero z połączenia tych dwóch rzeczy może być coś dobrego, bo nie wystarczy przyzwoitość bez myslenia, ani myślenie bez przyzwoitości.

Jak możemy szanować poglądy innych, jeśli tak naprawdę w prostej rozmowie z ludźmi okazuje się, że mało kto prezentuje własne przekonania i prawdziwe, poparte przemyśleniami, czasem ewoluujące tezy. Obecnie dominuje zjawisko powielania bez zastanowienia i refleksji czyichś poglądów i sami sobie jesteśmy winni, bo dzieci też uczymy i wpajamy w nie bezkrytycznie nasze przekonania. Podstawą wszystkiego musi być myślenie, musimy uczyć myślenia a modlić się o to żeby ludzie byli przyzwoici i dopiero z połączenia tych dwóch rzeczy może być coś dobrego, bo nie wystarczy przyzwoitość bez myslenia, ani myślenie bez przyzwoitości.

Jak możemy szanować poglądy innych, jeśli tak naprawdę w prostej rozmowie z ludźmi okazuje się, że mało kto prezentuje własne przekonania i prawdziwe, poparte przemyśleniami, czasem ewoluujące tezy. Obecnie dominuje zjawisko powielania bez zastanowienia i refleksji czyichś poglądów i sami sobie jesteśmy winni, bo dzieci też uczymy i wpajamy w nie bezkrytycznie nasze przekonania. Podstawą wszystkiego musi być myślenie, musimy uczyć myślenia a modlić się o to żeby ludzie byli przyzwoici i dopiero z połączenia tych dwóch rzeczy może być coś dobrego, bo nie wystarczy przyzwoitość bez myslenia, ani myślenie bez przyzwoitości.

łatwo wykoncypować czego spodziewać się za kolejnym zakrętem. Czegoś jeszcze gorszego niż to co było przed zakrętem.

Szanowny Pan Autor rozpatruje możliwość wprowadzenia swoistej polityki grubej kreski. Według mnie, sprawa nie do przeprowadzenia. Przede wszystkim kto miałby coś takiego zaproponować? Jaki autorytet. Autorytety powymierały , albo zostały wdeptane w ziemię przez ideologów, aparatczyków do spółki z upartyjnionym IPN. Śmierć Pana Adamowicza przełomem? Jakim? Dla kogo? Przecież sam Pan pisze o zachowaniu prezia w Sejmie w czasie minuty ciszy. To był sygnał, hasło dla reszty. Od tego momentu rozpoczęło się od nowa. Nie przełom, zakrętas to był. Wróciliśmy na stare tory.

po polsku, i to z dużą dozą nienawistnej jemu i jego środowisku poprawności politycznej, opisuje się je jako karygodne chamstwo - i ani kocia sierść na spodniach, ani łupież na kołnierzu tego nie ukryją

<<To zresztą dowód na skalę naszej paranoi, skoro ludziom nadal trzeba tłumaczyć, że wolno negować poglądy, ale nie wygłaszające je osoby.>> Jesteśmy Narodem (po)katolickim. Nieważne, czy dziś się z nim (katolicyzmem) identyfikujemy. Tak czy siak my/nasi rodzice/nasi dziadkowie "wyssaliśmy go z mlekiem matki". No i niestety główny nurt nauczania "katolickiego" NIE SZANUJE GRZESZNIKA oraz KOMPLETNIE NIE ROZDZIELA CZŁOWIEKA OD JEGO CZYNU. Trudno by po takim "nauczaniu moralnym" ludzie odnosili się do siebie z szacunkiem... Garstka ludzi to ogarnia - większość nie. Więc jeśli za Panem Redaktorem pragniemy/szukamy ZMIANY, POPRAWY musimy (na dowolnej drodze) ROZSTAĆ SIĘ Z UTOŻSAMIANIEM CZŁOWIEKA i JEGO CZYNU.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]