Gen przemocy

Bp Heiner Wilmer: Dawniej mawiano, że w Kościele są pojedynczy grzeszni ludzie, ale Kościół jako taki jest czysty i bez skazy. Musimy pożegnać się z takim przekonaniem i przyjąć do wiadomości, że w...

Reklama

Gen przemocy

Gen przemocy

07.01.2019
Czyta się kilka minut
Bp Heiner Wilmer: Dawniej mawiano, że w Kościele są pojedynczy grzeszni ludzie, ale Kościół jako taki jest czysty i bez skazy. Musimy pożegnać się z takim przekonaniem i przyjąć do wiadomości, że w Kościele jako wspólnocie istnieją „struktury zła”.
Heiner Wilmer obejmuje urząd biskupa w diecezji Hildesheim. 1 września 2018 r. PETER STEFFEN / DPA / EAST NEWS
J

JOACHIM FRANK: Ksiądz Biskup stoi na czele diecezji Hildesheim od stu dni. Akurat w chwili, gdy obejmował Ksiądz urząd, opublikowano raport o nadużyciach seksualnych w niemieckim Kościele. Czym Ksiądz Biskup obecnie najwięcej się zajmuje?

BP HEINER WILMER: Istotnie, dopiero co objąłem funkcję biskupa, gdy zostało opublikowane studium w sprawie skandali nadużyć seksualnych. Od tego czasu w niemieckim Kościele katolickim stale krążymy wokół ważnych kwestii organizacyjnych, takich jak miejsca, do których mogłyby zgłaszać się ofiary nadużyć, standardy prewencji i wiele innych. Wydaje mi się jednak, że nadal nie dość poważnie traktujemy problem przemocy seksualnej oraz problem nadużywania władzy w Kościele.

Jak zatem należałoby poważnie potraktować ten problem?

Myślę, że nadużywanie władzy tkwi w DNA Kościoła. Nie możemy już dłużej zbywać tego problemu stwierdzeniem, że jest to zjawisko rzekomo peryferyjne, lecz musimy dokonać radykalnej rewizji naszego sposobu myślenia o tym problemie. Jak dotąd brakuje nam jednak jakiegokolwiek pomysłu, jakie skutki powinno to mieć dla teologii.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


Jaki Ksiądz Biskup ma tu pomysł?

Dla samoświadomości Kościoła skandale dotyczące nadużyć seksualnych są wstrząsem, którego doniosłość porównałbym do podboju i splądrowania Rzymu przez Wizygotów pod wodzą Alaryka w V stuleciu. Po tamtych wydarzeniach teologia wczesnochrześcijańska popadła w poważny kryzys tożsamościowy: zaczęto się zastanawiać, jak Bóg mógł dopuścić do tego, aby centrum chrześcijaństwa zostało nawiedzone i spustoszone przez pogańskich barbarzyńców. 1300 lat później, w epoce oświecenia, po wielkim trzęsieniu ziemi, które w 1755 r. zniszczyło Lizbonę [była to jedna z najtragiczniejszych katastrof naturalnych w dziejach ludzkości; szacuje się, że zginąć mogło do 100 tys. ludzi – red.], problem z zakresu teodycei – dotyczący kwestii boskiej wszechmocy i ludzkiego cierpienia – objawił się w jeszcze ostrzejszy sposób. Myślę, że dziś Kościół znajduje się w podobnej, a może nawet jeszcze bardziej dramatycznej sytuacji, gdyż w tym przypadku zło wyszło z samego wnętrza Kościoła.

Jaką konkluzję wyciąga Ksiądz Biskup z tej sytuacji?

Że w przyszłości wiarę w nasz „święty Kościół” będziemy mogli wyznawać uczciwie i rzetelnie tylko wówczas, jeśli równocześnie wyznamy, iż ten Kościół jest także Kościołem grzesznym.

Już Ojcowie Kościoła nazywali Kościół „casta meretrix”, cnotliwą nierządnicą.

Tak, ale w późniejszym okresie to paradoksalne pojęcie stało się dla dominującej doktryny czymś niesłychanie oburzającym i nieznośnym. Dlatego koncepcja ta zaginęła. Zamiast tego mawiano, że owszem, w Kościele są pojedynczy grzeszni ludzie, ale Kościół jako taki jest czysty i bez skazy. Musimy pożegnać się z takim przekonaniem i przyjąć do wiadomości, że w Kościele jako wspólnocie istnieją „struktury zła”.

Niemiecki teolog Eugen Drewermann już 40 lat temu napisał na ten temat trylogię pod takim właśnie tytułem.

Przeczytałem to wszystko. Dzisiaj trzeba powiedzieć, że było to profetyczne. Podobnie jak książka tego autora „Duchowni. Psychogram pewnego ideału”. Eugen Drewermann jest prorokiem naszych czasów, zapoznanym przez Kościół.

Prorokiem?

Już w Biblii prorocy to byli ludzie, którzy mówili prawdę prosto w oczy – i dlatego byli marginalizowani albo nawet zamykano im usta. Również dzisiaj potrzebujemy takich mężczyzn i kobiet, którzy nam, biskupom, będą naciskać na odcisk, nawet jeśli będzie to boleć. Osobiście zaliczam do nich np. księdza Klausa Mertesa, który w 2010 r. upublicznił skandal związany z nadużyciami seksualnymi w Niemczech i z tego powodu zainkasował niezłe cięgi. Niesprawiedliwie! Do dziś Mertes przypomina nam nieustannie, że powinniśmy przyjąć perspektywę ofiar. Jean Vanier, założyciel ruchu Arka [na rzecz osób z upośledzeniem umysłowym – red.], nazwał to kiedyś „opcją na rzecz cierpiących”. Krzyk ofiar zmusza Kościół do nawrócenia – w ścisłym znaczeniu słowa Kehre [radykalny zwrot – red.]. Potrzebujemy radykalnej zmiany, nowego i autentycznego, a nie udawanego spojrzenia na nasze korzenie, na nasze początki: życie i przesłanie Jezusa. I nie możemy postępować tak jak do tej pory.

Bardzo proszę o skonkretyzowanie, co Ksiądz Biskup ma na myśli mówiąc o radykalnej zmianie.

Musimy skończyć z wszelkimi przejawami samowoli, z wszelkimi przejawami myślenia roszczeniowego. W moim odczuciu my, biskupi, ciągle jeszcze jesteśmy zbyt aroganccy, zbyt nadęci. Musimy zejść na ziemię: nie możemy już traktować ludzi z góry, przemawiać do nich z piedestału, musimy traktować ich jak równych sobie. A nawet i to jest dla mnie za mało. Face to face, twarzą w twarz – to za mało. Potrzebna jest postawa side by side, ramię przy ramieniu. Dietrich Bonhoeffer [niemiecki teolog ewangelicki i uczestnik ruchu oporu przeciw Hitlerowi, zamordowany w obozie koncentracyjnym w 1945 r. – red.] powiedział kiedyś, że Kościół jest sobą, jest Kościołem tylko wtedy, gdy istnieje dla innych. W istocie, jesteśmy Kościołem tylko wtedy, gdy stoimy u boku ludzi, gdy ramię w ramię idziemy wraz z nimi. W Biblii jest napisane, jak powinno to wyglądać. Wystarczy tylko, abyśmy to czytali i brali sobie do serca.

A potem?

Czasem myślę sobie tak: kto właściwie określa, co jest katolickie? My zachowujemy się ciągle tak, jakby tym kimś miała być hierarchia; jak gdybyśmy to my, biskupi, mieli mieć prawo do nadawania etykietki, że coś jest albo nie jest katolickie. To nieprawda! Nie jesteśmy katolicką organizacją konsumencką, która zajmuje się weryfikacją tego, czy dany produkt odpowiada jakimś wymogom. Musimy być odbiorcami, słuchaczami, musimy uczyć się w rozmowie z katolickimi kobietami i mężczyznami, ale także z chrześcijanami innych wyznań oraz z niewierzącymi. Gdyby spojrzeć na sprawę nadużyć seksualnych z klarownego teologicznego punktu widzenia, to jej konsekwencje są oczywiste: aby powstrzymać zło w Kościele, potrzebujemy skutecznej kontroli władzy w Kościele. Potrzebujemy podziału władzy, potrzebujemy systemu checks and balances [koncepcja ustrojowa rozdzielania władzy między wzajemnie kontrolujące się organy – red.].

Planuje Ksiądz Biskup coś takiego?

To nieuniknione, nie ma tu innej drogi. Kiedy słyszę od kardynała Gerharda Müllera [w latach 2012-17 prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, zdymisjonowany przez papieża – red.], że według świętego porządku Kościoła osoby świeckie nie mogą osądzać osób wyświęconych, pełniących funkcje w Kościele, to mogę jedynie powiedzieć, że to nieprawda. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa diakoni i kapłani byli wybierani na urząd biskupa przez lud boży, przez aklamację. W średniowiecznej Kolonii obywatele miasta wielokrotnie buntowali się przeciwko władzy swoich arcybiskupów i w 1288 r. w bitwie pod Worringen wywalczyli sobie wolność spod ich feudalnej władzy. W Kościele na przestrzeni wieków istniało znacznie więcej form partycypacji, niż praktykujemy to dzisiaj. Musimy uważać, abyśmy nie stali się ofiarami własnej amnezji historycznej.

Porozmawiajmy o centralnym pojęciu w Kościele: o winie. Czy Ksiądz Biskup czuje się winnym z powodu nadużyć seksualnych?

Ja osobiście, Heiner Wilmer, nie ponoszę żadnej winy, ponieważ nie jestem sprawcą. Ale pomimo tego muszę powiedzieć: tak, ponoszę winę, gdyż przynależę do tej strony, z której wywodzą się sprawcy, winni przestępstw nadużyć seksualnych.

Nasze dzisiejsze spotkanie zacząłem od przeprosin: przeprosiłem Księdza Biskupa za to, że się spóźniłem. Tyle tylko, że w gruncie rzeczy winę za to ponosiła kolej, pociąg był spóźniony, nic nie mogłem na to poradzić. Jaki jest zatem sens takiej prośby o wybaczenie? Czy abstrahując jednak od czystej kurtuazji, problem ten nie dotyczy także nadużyć seksualnych w Kościele? Kto konkretnie jest tu winny, kto prosi kogo o wybaczenie?

Prośba o wybaczenie, odszkodowanie, przebaczenie – to tutaj kluczowe pojęcia. Mimo wszystko uważam je za problematyczne, i to wszystkie trzy. W ścisłym sensie nie ma tu bowiem możliwości „zdjęcia winy” czy „naprawienia wyrządzonych szkód” [gra słów w języku niemieckim, gdzie „prośba o wybaczenie” – Entschuldigung – zawiera w sobie słowo „wina” i w znaczeniu pierwotnym oznacza „zdjęcie winy”, zaś „odszkodowanie” – Entschädigung – zawiera słowo „szkoda” i może być tłumaczone także jako „wynagrodzenie szkód” – red.]. Wina oraz wyrządzone szkody – one pozostaną na zawsze w życiu ofiar. W USA niektóre z ofiar określają się pojęciem survivors – ocaleni, ci, którzy przeżyli. Uważam, że jeśli w oczekiwaniu przebaczenia – być może zrozumiałym – miałby pobrzmiewać choćby ślad jakiegoś moralnego roszczenia (na zasadzie, że „jako chrześcijanie powinniśmy umieć sobie przebaczać”), byłby to fatalny brak szacunku i wrażliwości. Rozumiem ofiary, gdy mówią: „Nie, nie mogę wybaczyć tego, co mi zrobiono”. Zresztą chyba również i Biblia uznaje taką rzeczywistość, np. kiedy w Księdze Wyjścia mowa jest o tym, że grzech ojców ma trwać aż do trzeciego i czwartego pokolenia.

Także w Hildesheim, w diecezji Księdza Biskupa, przeszłość kładzie się długim cieniem, również na tutejszej kurii. Był Ksiądz pierwszym biskupem w Niemczech, który publicznie i konkretnie mówił o błędach swoich poprzedników. Można by powiedzieć, że Ksiądz Biskup ma łatwo, bo oni obaj już nie żyją...

To prawda, nazwałem po imieniu fakt, że moi poprzednicy zawiedli, bo tak to oceniam. Nie jest to dla mnie sytuacja łatwa. Nie jestem sędzią nad ludźmi żyjącymi, a tym bardziej nie nad martwymi. Uważam jednak, że to kwestia uczciwości wobec prawdy. Z drugiej strony, nie pomoże nam teraz, gdy będziemy nieustannie podawać nazwiska i kolejne nazwiska. W wyznaniu winy podczas mszy świętej mowa jest: „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu, i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Nie ma tutaj mowy o oskarżaniu innych. Absolutnie najlepsze – przede wszystkim w sensie: najlepsze dla ofiar – byłoby, gdyby swoje winy wyznali sami przestępcy, podobnie jak i ci, którzy ich kryli albo którzy ignorowali głos ofiar. Ale to mówi się łatwiej, niż to czasem jest.

Co Ksiądz Biskup ma na myśli?

Weźmy przypadek przestępcy seksualnego Petera R. – nadal jeszcze brakuje mi zwyczajnie słów, gdy myślę o tym, że tutaj, w Hildesheim, można było zapobiec przynajmniej ostatnim jego zbrodniom. Osoba odpowiedzialna za kwestie personalne w kurii za czasów biskupa ­Homeyera najwyraźniej chciała odsunąć Petera R. od posługi kapłańskiej. Ale wygląda na to, że na koniec przeważyło zdanie kilku członków parafii, którzy przekonali biskupa twierdząc, że rzekomo nie można traktować tak bez serca tego tak zasłużonego kapłana.

Wracamy tu więc do kwestii winy. Ksiądz Biskup widzi na tym przykładzie, jak niesprawiedliwe byłoby twierdzenie, że winę ponosi tylko ta jedna osoba, jedynie sam sprawca. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Tymczasem z całego episkopatu, liczącego prawie 70 członków, jak dotąd ani jeden biskup nie przyznał się, że zawiódł – w taki sposób, jaki Ksiądz Biskup właśnie tu zasugerował. A już choćby statystycznie wydaje się nieprawdopodobne, aby wśród 70 biskupów nie było nikogo takiego.

Prawda jest pierwszym krokiem ku sprawiedliwości. I prawdę, i sprawiedliwość jesteśmy winni ofiarom. Mamy ­wobec nich dług do spłacenia. To musi być nasza perspektywa, nasz interes, a nie w pierwszym rzędzie wysiłki na rzecz odzyskania naszej wiarygodności jako Kościoła, albo wysiłki na rzecz zdobycia na nowo zaufania i posłuchu. To może być w najlepszym wypadku swego rodzaju korzyścią uboczną, ale to nie może być nasz pierwszy cel. Naszym pierwszym celem powinna być sprawiedliwość dla ofiar. Dlatego nie ustanę w domaganiu się, abyśmy ujawnili wszystkie fakty, wszystko to, co się wydarzyło, i abyśmy to wyjaśnili najlepiej, jak tylko jesteśmy w stanie. Ze mną nie będzie żadnego potajemnego zamiatania pod dywan. Potrzebujemy też pilnie czegoś w rodzaju komisji prawdy. Że taka komisja jest potrzebna, to widać właśnie na przykładzie spraw, o których dyskutujemy w diecezji Hildesheim.

Ma Ksiądz Biskup na myśli oskarżenie o nadużycia seksualne wobec swego poprzednika biskupa Janssena, zmarłego w 1988 r. Zmarły nie może się już bronić...

Dlatego aby wyjaśnić tę sprawę, grupa pracujących niezależnie biegłych lekarzy sądowych, kryminologów i historyków zbada ówczesne struktury diecezjalne oraz rolę biskupa Janssena.

Idąc z dworca kolejowego do kurii biskupiej minąłem ulicę noszącą imię biskupa Janssena. Co Ksiądz Biskup myśli, gdy idzie tą ulicą?

Nie tylko tutaj są takie ulice, także w innych miejscach, np. w Duderstadt [miasto w diecezji Hildesheim, gdzie biskup Janssen wspierał budowę kościoła – red.]. Pojawiły się tam już pierwsze żądania, aby zmienić nazwę ulicy. To sprawa władz samorządowych. Ja chcę poczekać na wyniki zewnętrznego dochodzenia. ©

Tłumaczenie: KASPER KAPROŃ OFM, WOJCIECH PIĘCIAK

Wywiad z bp. Heinerem Wilmerem – byłym przełożonym generalnym Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, a od 1 września 2018 r. ordynariuszem diecezji Hildesheim – ukazał się w grudniu 2018 r. w „Kölner Stadt-Anzeiger”. Przedrukowujemy go za zgodą redakcji.

Tytuł pochodzi od redakcji „TP”.


Czytaj także: Abp Grzegorz Ryś: Wykorzenić niewykorzenialne


W Hildesheim i w Niemczech

Przestępstwa seksualne i ich skutki to dziś jeden z głównych problemów niemieckiego Kościoła katolickiego. Diecezja Hildesheim jest w szczególnej sytuacji: podejrzanym jest jej dawny biskup, już nieżyjący.

GDYBY WCZYTAĆ SIĘ W SŁOWA niemieckich biskupów w ostatnich dniach roku 2018 – w ich homiliach bożonarodzeniowych i noworocznych, a także w wypowiedziach medialnych – wyczuć można emocje, które kiepsko pasują do świątecznej atmosfery: przygnębienie i smutek. Równie powszechny był tu ton, który można by zdefiniować jako samokrytyczną pokorę, której towarzyszą pragnienie zadośćuczynienia i oczekiwanie przebaczenia.

Mało świąteczny charakter miał też temat, który przewijał się w ostatnich dniach grudnia przez liczne biskupie homilie: nadużyć seksualnych ze strony duchownych, cierpienia ich ofiar, tuszowania afer przez struktury kościelne. A także skutków, które z tego mają wynikać dziś dla Kościoła. W tym natury strukturalnej: dotyczące kwestii władzy i kontroli w Kościele. Mówił o tym także kard. Reinhard Marx, przewodniczący niemieckiego episkopatu: o potrzebie odnowy, widocznej „zwłaszcza w ostatnich latach i miesiącach, w obliczu porażki i niezdolności” Kościoła, który nie reagował adekwatnie „na wyzwania i nieprawidłowości”.

CHODZI O RAPORT przedstawiony we wrześniu 2018 r. To efekt kilkuletniej pracy – na zlecenie episkopatu – zespołu niezależnych ekspertów. Jego treść była jak trzęsienie ziemi, którego wstrząsy wtórne wciąż trwają: analizując archiwa z lat 1946–2014, udostępnione przez wszystkie 27 diecezji, eksperci natrafili na wskazówki, że ofiarami duchownych padło co najmniej 3677 dzieci i nastolatków (w proporcji: dwie trzecie chłopców i jedna trzecia dziewcząt). Zidentyfikowano 1670 przestępców: księży, zakonników i diakonów (stanowili 4,4 proc. duchowieństwa).

Choć debata o nadużyciach seksualnych trwa w niemieckim Kościele od 2010 r. (znaczącą rolę dla jej podjęcia odegrał jezuita Klaus Mertes), raport ten nadał jej nowej dynamiki. Po publikacji bp Peter Kohlgraf z Moguncji (rocznik 1967) mówił, że konkluzje raportu wstrząsnęły jego osobistą wiarą. Od tego czasu biskupi tłumaczą, przepraszają (choć sami – często metrykalnie z nowej już generacji – jako przełożeni nie ponoszą osobistej winy). I szukają rozmowy z ofiarami, współpracują z władzą świecką i wprowadzają reformy, które mają zapobiec podobnym sytuacjom. Wszystko przy podniesionej kurtynie.

TAKŻE DEBATA MIĘDZY BISKUPAMI na temat źródeł tego zła i koniecznych reform ma publiczny charakter. Czasem przybiera charakter otwartego sporu. Tak było ostatnio, gdy dużo emocji wywołał wywiad, którego bp Heiner Wilmer z Hildesheim udzielił dziennikowi „Kölner Stadt-Anzeiger” (przedrukowujemy go powyżej). Sprzeciw niektórych biskupów wywołały zwłaszcza słowa Wilmera, że „nadużycia władzy tkwią w DNA Kościoła”, w którym są „struktury zła”. Bp Rudolf Voderholzer z Ratyzbony mówił, że nie rozumie, jak Wilmer mógł coś takiego powiedzieć. Kardynał Rainer Maria Woelki z Kolonii stwierdził, że Wilmer „posunął się za daleko”; Kościół ponosi „poważną winę”, ale gdyby miało tak być, iż nadużycia władzy tkwią w jego DNA, „wtedy musiałbym z takiego Kościoła wystąpić”.

WILMER JEST BISKUPEM od niedawna: urząd objął we wrześniu – w chwili, gdy pojawił się wspomniany raport. Jego diecezja zajmuje szczególne miejsce na „mapie” tej debaty: wśród oskarżonych o przestępstwa seksualne jest jeden z poprzedników Wilmera, nieżyjący już biskup Heinrich Maria Janssen, dwaj jego następcy zaś mają być winni tuszowania skandali.

Pierwsze oskarżenia wobec Janssena pojawiły się w 2015 r.; powołana komisja uznała, że z braku danych nie może ich potwierdzić ani im zaprzeczyć. Niedawno, w październiku 2018 r., do bp. Wilmera zgłosił się ponad 70-letni dziś mężczyzna, twierdząc, że jako nastoletni ministrant był molestowany przez Janssena i innych księży, oraz że wśród duchownych diecezji istniał wtedy system „wymieniania się” ofiarami.

Po rozmowie z nim bp Wilmer stwierdził: „Serce mi się kraje wobec tego, co ten człowiek mi opowiedział”. Zarzuty zbadają teraz zewnętrzni eksperci.

Dyskusja trwa: 2 lutego, na spotkaniu przedstawicieli wszystkich diecezji, mają być przyjęte wspólne wytyczne odnośnie do dalszego postępowania i prewencji. ©(P)

WOJCIECH PIĘCIAK / Źródło: KNA


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Od 25 maja 2019 r., godz. 0:00, do zakończenia głosowania do Parlamentu Europejskiego trwa CISZA WYBORCZA. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej. Dowiedz się więcej >> 

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Aby powstrzymać konkretne zło z Kościele, potrzebujemy skutecznej kontroli władzy w Kościele". Te słowa bpa niemieckiego - jako motto - powinni przyjąć kardynałowie, biskupi polscy. nasz Kościół przypomina feudalną, nieprzenikalną instytucję. Niestety, większość naszych biskupów to ludzie aroganccy, nadęci, pełni pychy; przypominają raczej faryzeuszy, a nie uczniów Chrystusa. Szczególnie Kościół nad Wisłą potrzebuje głębokiej przemiany. Potrzebuje też komisji prawdy, w której znajdą miejsce - na równych prawach - i duchowni, i świeccy katolicy. Tylko prawda może nas wyzwolić! Tylko prawda może wykorzenić zło ze samych struktur Kościoła.

W naszym polskim KK, jest ponad 100 biskupów. Domniemywam Janie G.że musisz mieć niesamowite kontakty osobiste. Dlaczego? Podejrzewam że musisz znać, przynajmniej z 80. Wtedy jest wszystko ok. Jest druga możliwość? Nie znasz nawet jednego. Co by to oznaczało Janie G? Lecz to już nie w temacie biskupim, tylko twoim.

biskupów jest ok. 150, wypowiadają się indywidualnie - tu jak już który palnie, to nie ma wątpliwości, o co mu chodzi i co o nim myśleć - albo zbiorowo, w postaci listów, komunikatów itede - i ta druga forma wypowiedzi pozwala nam sądzić o całości, a osąd ten jest jak Jan podsumował [nb ja się z tą opinią zgadzam]

Listy biskupów są czytane w kościołach dla wiernych, tak samo komunikaty KEP. A przecież Eddie swoją osobą czegoś takiego, jak kościół nie zaszczyca. Owszem czasem niektóre FRAGMENTY, biskupich listów, są publikowane w mass mediach. Często a nawet bardzo często, owe fragmenty, są wyrwane z kontekstu wypowiedzi, celem manipulacji. Ty Eddie, jesteś wielkim fachowcem od zewnętrznych murów kościoła a imputujesz sobie rolę, bycia jego żywą częścią. A to zwykła konfabulacja.

Dzisiaj Niedziela. Masz szansę iść do kościoła i posłuchać w czasie rzeczywistym.A drzwi kościołów nie są pozamykane, jak onegdaj w Wieczerniku.

a u nas na wsi to już kompletnie nie ma po co chodzić - wprawdzie bez trudu dziś miejsce siedzące w tej lodówce można znaleźć, ale propagandę pisizny proboszcz uprawia zupełnie podobną do tej w necie czy tvp

proszę Pana, sugestia, iż komunikaty EP są dostępne tylko dla uczestniczących we mszy jest infantylna, to po pierwsze - po drugie to prawda, że trudno się z nimi zapoznać nawet w ławce kościelnej siedząc, jako że usypiają swym dętym pustosłowiem - nie znaczy jednak, że nie ma do nich dostępu [żywą - nieżywą, według tegoż kościoła jestem jego częścią aż do śmierci, a nawet i po - raz chwycił za łeb i nie chce puścić...]

Zamiast opowiadania pierdoł, odnieś się do meritum i nie próbuj rozmydlania tematu. Tamte czasy minęły. I chociaż możesz się wzorem arcybiskupim z tym nie zgadzać, to już tym swoim kijkiem Wisły nie zawrócisz.

jakże przerażająco te słowa brzmią dziś, w świetle filmu braci Sekielskich [niecałe 7 godzin od premiery, 686 520 odsłon na YT]

ten film zobaczy cały świat, po USA, Irlandii, Australii biskupie szambo wybiło w Polsce - jakże żałośnie wygląda dziś Kaczyński próbujący w tym cuchnącym szlamie pływać

gówno zawsze wypłynie, niestety Obejrzałam, nie wiem czy jutro bede w kościele.. Po Klerze tez się zastawiałam, ale TO jednak ma inny ciężar gatunkowy.

b e z kościoła człowiek i życie stają się l e p s z e

nie zawsze..często jest odwrotnie chyba nawet najczęściej ;) Edi- jesteś wierzący? i niepraktykujący?

ale skąd - mnóstwo na świecie społeczeństw całych, co bez kościoła się obywają i niczego im nie brakuje - a co do mojej "wiary" - tresowano mnie od dziecka jak nas wszystkich i zaszczepiono kiedyś coś, co ludzie nazywają wiarą - ale dzięki Bogu pozbyłem się tego garba, zasłaniającego prawdziwy obraz świata filtra, religijnego piętna na mózgu - dziś nie odczuwam najmniejszej potrzeby wiary w cokolwiek, szczególnie jak chodzi o transcendencję czy metafizykę, dobry Bóg dał mi rozum, tata nauczył czytać i to są moje narzędzia do orientacji i poruszania się w świecie - oczywistą po odrzuceniu efektów tresury lukę wypełnia dziś logika, zdrowy rozsądek, trzeźwy umysł i studiowanie tradycji o wiele starszych i o niebo mądrzejszych niż chrześcijańskie - co do praktykowania, no to chyba oczywiste, że w tych wymuszonych pod karą jak za grzech ciężki szopkach i capstrzykach kościelnych nie uczestniczę...;) +++ uprzedzam: kto raz spojrzy z boku i chłodnym okiem na swój kościół, wiarę czy religię, i dostrzeże ich fałsz, pretensjonalność, cynizm i obłudę- już nigdy nie poczuje "potrzeby wiary", to jest 'one way ticket'

dzięki za odpowiedź; przypomina mi się trochę sytuacja gdy miałam studentkę/ praktykantkę, która, z niewiadomych dla mnie przyczyn, już pierwszego dnia zdeklarowała się że jest niewierząca, tak jak rodzice. Następnie zaczęła mówić o dziadku, i dokładnie za każdym razem powtarzała "mój śp. dziadek". Po 5 razie nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem - jestem wierząca, praktykująca (kto wie, od wczoraj może już nie), ale jeszcze nigdy o nieżyjącym nie powiedziałam "świętej pamięci".

kiedy PiS utożsamia Polskę z kościołem katolickim, a kościelni funkcjonariusze, wysokiego szczebla i nie tylko, chętnie temu przyklaskują, to efekt może być tylko jeden - upadek PiS-u będzie także upadkiem polskiego kościoła - o tym dziś zaślepieni pychą i spływającymi na nich darami od rządzących biskupi i księża nie myślą, a dzień ten jest już bliski - nie zauważyli w swej pysze i głupocie, że wokół Kaczyńskiego skupia się ledwie nieco ponad 30% tego katolickiego społeczeństwa, a w kościelnych ławkach większość stanowią jego i upolitycznionych biskupów przeciwnicy - i niech tak będzie, skoro Bóg tak chce, skoro widać tę polską partyjniacko-klerykalną Sodomę postanowił skazać na zatracenie

I co dalej ojcowie biskupi? nadal będziemy udawać, że nic się nie stało? Poprzednia fala sobie przepłynęła, odczekaliśmy, przeczekaliśmy, upłynął czas, głowy do góry. nawet nie usiłowali spotkać się z ofiarami. Pochylali się. I znowu pouczenia, groźby, nawoływania do nawrócenia się, buzi z partią, kościół z partią, partia z kościołem. Rękę uniesioną odetniemy. Niezadowolonych do partyjnej prokuratury podamy, o 6.00 - 7.00 zapukamy do drzwi. Dawno już postulowałem na tym forum - brać proszę przykład z episkopatu z Chile. Ustąpić w końcu, wysiąść z karety Kopciuszka. No ale jakże można synekur się wyrzec?

posłuchać ostatnich wypowiedzi bpa Głódzia i mamy obraz stanu episkopatu /może jednak w części tylko /

W żadnym wypadku w części. Chłopcy, kiedy chcą, mówią jednym głosem, bez podziału na role. A Głódź, faktycznie dał popis, ale niczego innego po tym bufonie się nie spodziewałem.

Myślę, że jest to największy kryzys w historii Kościoła, ujawniający najbardziej odrażającą zgniliznę moralną, jaką można sobie wyobrazić, zarówno wśród sprawców, jak i ich przełożonych. Podbój i splądrowanie Rzymu przez Wizygotów to przy tym pikuś. Rewolucja Lutra to przy tym pikuś. Nawet kryminaliści w więzieniach nie zatracają wrażliwości na ten rodzaj zbrodni, szczególnie dyskryminując pedofilów. A biskupi zatracili. Oni ich bronią i ukrywają. To dno człowieczeństwa. Oni są martwi. Ich Kościół jest martwy.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]