Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rusza bitwa o Idlib

Rusza bitwa o Idlib

ze Stambułu
10.09.2018
Czyta się kilka minut
Asad i Rosjanie atakują ostatnią prowincję Syrii będącą w rękach rebeliantów. Zapowiada się nowy dramat i nowy uchodźczy exodus.
W obawie przed nalotami Syryjczycy chronią się także w jaskiniach. Prowincja Idlib, 3 września 2018 r. KHALIL ASHAWI / REUTERS / FORUM
P

Po trwającej kilka tygodni przerwie, w minionym tygodniu rosyjskie lotnictwo i syryjskie samoloty rządowe wznowiły intensywne naloty. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka – ma ono siedzibę w Londynie, ale informacje czerpie od współpracowników w Syrii – w sobotę i niedzielę, 8-9 września, miało miejsce 150 nalotów na miasteczka i wioski. Do akcji włączyła się też artyleria. Bombardowania i ostrzał wymierzone były w niemal całą południową część prowincji Idlib – położonej w północno-zachodniej części kraju, nad granicą z Turcją – oraz sąsiadujące z nią tereny w prowincji Hama.

Po siedmiu latach wojny to ostatni zwarty obszar pozostający pod kontrolą antyasadowskich rebeliantów (nie licząc terenów kurdyjskich). ONZ szacuje, że przebywa tam 3 mln ludzi, w tym setki tysięcy cywilów, którzy zostali tu deportowani z innych regionów (na mocy lokalnych układów, kapitulujący rebelianci i cywile z takich regionów jak np. Wschodnia Ghuta mogli udać się na północ do Idlib).

W nalotach użyto bomb beczkowych: budzących grozę pojemników wypełnionych materiałem wybuchowym i częściami metalowymi, mającymi razić po eksplozji. Zrzucane są z helikopterów i służą zwłaszcza do tego, aby budzić przerażenie i panikę wśród ludności. Według informacji lokalnych aktywistów, co najmniej 60 takich bomb spadło na szereg miejscowości; były ofiary wśród cywilów. Jednym z zaatakowanych w ten sposób miejsc było Khan Sheikhun, które w kwietniu 2017 r. stało się celem ataku z użyciem gazu bojowego.

Równocześnie rząd Asada przerzuca na północ kolejne siły lądowe. Asad od tygodni grozi, że wkrótce zacznie wielką ofensywę na ten ostatni bastion rebeliantów; w niedzielę potwierdził po raz kolejny, że ma zamiar odzyskać całą Syrię. Media zbliżone do rządu podały, że ataki w Idlib i Hama to początek zapowiadanej ofensywy. Natomiast rebelianci mówili o wojnie psychologicznej: w ich opinii rosyjskie naloty mają zwiększać na nich presję.

W istocie, choć rząd skoncentrował tam duże siły, ofensywa lądowa na razie nie ruszyła. Może to świadczyć, że naloty służą głównie do zwiększania nacisku oraz wzmocnienia pozycji Asada i jego sojuszników. Ale nawet doświadczeni obserwatorzy mieli w tych dniach kłopot z oceną sytuacji.


Czytaj także: Marcin Żyła: Syria, Pax russica


W każdym razie nie ma wątpliwości, że naloty zwiększają presję na Turcję, by skłoniła do ustępstw rebeliantów z Idlib (część z nich jest wspierana przez Ankarę), w tym rebelianckie grupy ekstremistyczne. W miniony piątek podczas spotkania w Teheranie prezydent Turcji Erdoğan usiłował przekonać prezydentów Rosji i Iranu, Putina i Rohaniego, do zawieszenia broni w Idlib, które obejmowałoby też dżihadystów – takich jak ugrupowanie Hayat Tahrir al-Sham (HTS). Powstałe na bazie syryjskiej odnogi Al-Kaidy, kontroluje ono znaczną część prowincji i przejścia graniczne z Turcją. Putin i Rohani odrzucili tę propozycję, poparli natomiast apel Erdoğana do grup ekstremistycznych, by złożyły broń. „Kwestia Idlib musi zostać rozwiązania politycznie” – oświadczył Erdoğan na Twitterze w nocy z piątku na sobotę, dodając, że Turcja nie zaakceptuje zabicia dziesiątków tysięcy cywilów. Jego rzecznik nazwał Idlib „tykającą bombą zegarową”. Turcja przyjęła 3,5 mln Syryjczyków i chce zapobiec nowej fali uchodźców. W niedzielę odnotowano, że na skutek nalotów nowi uchodźcy ruszyli ku granicy tureckiej; miało to być kilkaset rodzin.

Także ONZ, organizacje humanitarne i zachodni przywódcy ostrzegali w minionych dniach, że jeśli Asad i jego sojusznicy zaczną ofensywę na Idlib, może dojść do wielkiej katastrofy humanitarnej. Dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi mogą zostać zmuszone do ucieczki z terenów ogarniętych walkami – mówił Fabrizio Carboni, regionalny dyrektor Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Jego organizacja obawia się, że nowy dramat może przyćmić to, co działo się wcześniej w Aleppo, Wschodniej Ghucie czy Rakce. ©

Autorka jest reporterką szwajcarskiego dziennika „NZZ”, specjalizuje się w tematyce Bliskiego Wschodu.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zazwyczaj maja klopoty, tym bardziej jesli ich tam nie ma. Natomiast byl ostatnio Robert Fisk i cos nie cos napisal na ten temat. Ten sam Robert Fisk uzywa bardziej dosadnego okreslenia, gdy pisze o "rebeliantach" ( tak bardzo lubianych w mediach zachodnich)i nazywa ich "head choppers", co zdaje sie byc bardziej wlasciwym okresleniem. O ile ofensywa dopiero sie zbliza o tyle wojna w Jemenie trwa. Tutaj Autorka odwoluje sie do Aleppo( jakby inaczej?) natomiast coraz czesciej mowi sie, ze to wlasnie w Jemenie ma miejsce dramat przycmiewajcy to, co ma miejsce w Syrii. O tym jednak pisza niechetnie zarowno zachodni publicysci, specjalisci od Bliskiego Wschodu jak i ci, ktorym los syryjskich uchodzcow spedza sen z powiek. Najogolniej mozna odniesc wrazenie, ze poza Syria wlasciwie nic sie nie dzieje, nie ma wojen, nie ma ofiar w ludziach. Oczywiscie w Libii, Iraku czy Afganistanie nic sie nie dzieje, gdyz o tym sie nie pisze. Poza tym, co zlego moze sie dziac w krajach, w ktorych udalo sie "zasadzic" demokracje.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]