Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowy model ojca

Nowy model ojca

03.09.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 35 / 2018
N

Niedawno byliśmy z kolegami i naszymi dziećmi na wspólnych wakacjach pod namiotami. Okazało się, że nasza dyskusja przy ognisku – o tym, jak być ojcem – została również podjęta przez „Tygodnik”. Dlatego chcieliśmy podzielić się następującymi refleksjami.

Po pierwsze zauważamy, że następuje zmiana w sposobie przeżywania ojcostwa, manifestująca się chociażby zwiększoną liczbą mężczyzn obsługujących wózki (jest to oczywiście uproszczenie i posłużyło nam jedynie jako symbol zmian, a nie ich istota). Dla wielu z nas same zmiany są ważnym i pożądanym doświadczeniem. Entuzjazm dla nich wiąże się z nie najlepszym (lub wręcz negatywnym) odbiorem modelu ojcostwa, jaki był naszym udziałem, gdy byliśmy dziećmi.

Po drugie, nie można nie zauważyć, że są osoby, których doświadczenie ojca jest inne niż „patriarchalnego potwora” czy „wyalienowanego karmiciela”, a jednocześnie nie przystaje do najnowszego trendu – „spacerowicza z wózkiem”. Takim wymykającym się wymienionym kategoriom tatą jest nasz ojciec i nasi dziadowie, czy – jeżeli dobrze odczytaliśmy wywiad z „TP” – ojciec profesora de Barbaro. Wydaje nam się, że rozumiemy potrzebę „wymuszenia” większego zaangażowania ojca w życie rodzinne, kontakt z dziećmi, partnerskie relacje z żoną.

Czy jednak każdy „spacerowicz z wózkiem” to jest dowód zmiany na lepsze? Osobiście bliski jest nam obraz ojca, który może nie angażuje się bardzo mocno w prowadzenie domu, ale rozmawia z dziećmi i podejmuje ważne tematy (np. wiary), a jednocześnie daje przykład jako zaangażowany zawodowo i podejmujący wyzwania człowiek.

Po trzecie, chcielibyśmy, by regulacje prawne pomagały ojcom podjąć decyzję o wzięciu urlopu rodzicielskiego i umożliwiały w ten sposób realizację ambicji zawodowych matkom. Widzimy jednak, że dla części rodzin równie istotne są takie regulacje, które ułatwią matkom (ale także i ojcom) uczestniczenie we wszystkich przejawach życia, nie rezygnując z wychowywania dzieci w taki sposób, jaki uważają za dobry. Jako przykład możemy podać takie „drobne” ułatwienia jak elastyczny czas pracy. Niektóre matki chciałyby karmić dzieci mimo tego, że pracują. Jest to przecież ważny proces, który niestety bywa podporządkowany potrzebom rynku, a nie najmłodszych obywateli.

Autorzy wydrukowanych na łamach „Tygodnika” listów otrzymają kubki z rysunkiem Macieja Sieńczyka.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Osobiście bliski jest nam obraz ojca, który może nie angażuje się bardzo mocno w prowadzenie domu, ale rozmawia z dziećmi i podejmuje ważne tematy (np. wiary), a jednocześnie daje przykład jako zaangażowany zawodowo i podejmujący wyzwania człowiek.” Nie byłoby źle, gdyby i taki obraz matki mógł być Panom bliższy. Taki obraz ojca często możliwy jest kosztem przeciążonej obowiązkami domowymi matki, która też wolałaby może nie angażować się bardzo mocno w prowadzenie domu, ale rozmawiać z dziećmi, podejmować ważne tematy, a jednocześnie dawać przykład jako zaangażowany zawodowo i podejmujący wyzwania człowiek. Dajmy równe możliwości i prawa obojgu rodzicom, nie jakieś tam ułatwienia dla kobiet, zniechęcające do ich zatrudniania.

Czy równość oznacza prawo i możliwość rodzenia przez mężczyznę? He, he. Niby żartuję, ale chcę jednocześnie zwrócić uwagę, że inny jest stopień zaangażowania w życie dziecka, które się nosiło w brzuchu i wypchnęło na świat, a inny jeśli takie dziecko poczuło się dopiero na rękach, po cudzym wielomiesięcznym noszeniu czy dźwiganiu , a w końcówce - bólach i krzykach. Osobiście czuję pogardę, gdy kobieta domagają się tego, co wydaje się być przywilejem dla mężczyzn. Te przywileje to zwykły ukrywany objaw słabości: tchórzostwa, lenistwa, nieczułości, braku wyobraźni itd. Nazywa się to ładnie zaangażowaniem w życie zawodowe czy społeczne. Większa część dzisiejszej feminizacji to nic innego jak degeneracja kobiecej natury coraz bardziej z desperacji i braków widoków upodabniającej się do zwichniętej natury mężczyzny. Smutnie mi się patrzy na kobiety, które nad bliski związek z dzieckiem, który jest tak niezbędny, tak dobry i godny w okresie przededukacyjnym, przedkładają karierę, pieniądze, lepszy standard życia itp. Moim postulatem jest, aby mamy były jak najwięcej z dziećmi, a mężczyzna dawał im jak najwięcej swego wolnego czasu (bo jeśli Siła Wyższa nie wymusza, to nie ma co wyszukiwać sobie dłuższej roboty, więcej pieniędzy itp.)

I słuszna uwaga. Nowa rola ojca to także nowa rola matki. Czy byłoby źle, gdyby to czasem kobieta stanęła do boju na pięści w obronie zaczepianego małżonka i zaofiarowała się, że poniesie obie walizki? Anna L. na pewno dałaby radę ;) Rodzi się pytanie, czy chodzi o zachowanie tradycyjnych ról Kapłanki Domowego Ogniska i Obrońcy i Żywiciela Rodziny pełnionych naprzemiennie, czy o zupełnie nowy model stosunków rodzinnych? Większość postępowych rozwiązań (jak przymusowe urlopy ojcowskie) jawnie lub skrycie preferuje model tradycyjny, ale może on sam jest archaiczny?

Tym, którzy nie rozumieją, chętnie objaśnię: nie, równość nie oznacza możliwości rodzenia przez mężczyznę ani zapładniania przez kobietę. Nie ma też biologicznego związku między powyższymi działaniami a predestynacją do takich czynności jak gotowanie, sprzątanie, pranie, zajmowanie się pracą zawodową. Czynności, których sprawiedliwy podział pozwala bojgu rodzicom spędzać więcej czasu z dzieckiem. Czy to pogardę wywołuje obraz matki poruszającej z dzieckiem ważne tematy i podejmującej wyzwania? Skąd przekonanie, że od partnera, mężczyzny, kobieta oczekuje wdawania się w bójki?

I nie gardzę kobietami toczącymi poważne rozmowy z dziećmi czy dorosłymi. Sam chyba więcej rozmawiałem o takich rzeczach jak religia czy literatura z matką niż z ojcem. Natomiast naprawdę od mężczyzn oczekuje się, że w razie fizycznego zagrożenia (nie chodzi o wdawanie się bójki) to oni, a nie obecne na miejscu kobiety ochronią innych. I to jest oczywiście uwarunkowane kulturowo, ale po części zdeterminowane biologicznie. Statystycznie jesteśmy więksi, ciężsi, silniejsi i odporniejsi na ciosy. To fakt, a nie seksizm.

opinię Szanownej Pani. Od siebie dodam, że warto przywołać w tej dyskusji naturalny argument a mianowicie proces ewolucji naszego gatunku. Myślę, że to jest główna przyczyna zacierania się rożnic pomiędzy rolami społecznymi obu płci. Po prostu ludzie przystosowują się do nowych warunków w jakiś optymalny sposób, któremu na dłużej nie można się oprzeć, zachowując anachroniczne wzorce zachowań. Mamy tutaj podobną sytuację jak ta, o której pisze pan Hołownia, rozważając nasz stosunek do kary śmierci. Oczywiście można mieć obawy, skądinąd uzasadnione, o ocenę etyczną nowych zachowań. Jednak wydaje się, że prędzej czy później na tyle je dopracujemy, że sumienie nie będzie musiało ewoluować :) Pozdrawiam serdecznie Szanowną Panią

Dziękuję za życzliwe komentarze, myślę, że temat wart jest spokojnej rozmowy i przyjrzenia się bez uprzedzeń zarówno roli ojca jak i matki, godzeniu życia rodzinnego z zawodowym w zmieniającym się społeczeństwie.Zgadzam się, że nie trzeba mylić równego traktowania z byciem jednakowym pod względem fizycznym. Nie lubię tylko sięgania po argumenty typu "kobiety zachodzą w ciążę, a mężczyźni z reguły lepiej się biją", które zastępuje czasem bliższe przyjrzenie się przyczynom nierówności w wielu różnych sytuacjach. Według mnie lepiej zastanowić się, co można zmienić na lepsze, niż zadowalać się gotowym wytłumaczeniem wielorazowego użytku. Z drugiej strony wszelkie istniejące i potencjalne rozwiązania, zmierzające na przykład do wyrównywania szans na rynku pracy, warto krytycznie przeanalizować. Z jednej strony wydłużanie tylko urlopów macierzyńskich utrudnia powrót do pracy kobietom, z drugiej - stawianie tylko na system instytucji (żłobki, przedszkola) w praktyce przenosi opiekę nad dziećmi z jednych kobiet na inne, zajmujące sie tym zawodowo, ograniczając przy tym dodatkowo cenny czas spędzany przez rodziców z dzieckiem w pierwszych latach jego życia. Nie wiem, czy istnieje jakieś cudowne rozwiązanie, ale myślę, że bardziej równomierny podział obowiązków w domu, w tym stawianie na dłuższe urlopy ojcowskie,a nie tylko macierzyńskie, to dobra droga.

.

.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]