Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Katolicy kulturowi

Katolicy kulturowi

03.09.2018
Czyta się kilka minut
Nie odpychajmy od Kościoła „katolików kulturowych”. To zwykle są ludzie, którzy kiedyś, w rodzinnym domu otrzymali podstawy wiary. Jeśli od niej odeszli (ciekawe dlaczego, może w imię wewnętrznej uczciwości?), to i tak są w tej dobrej sytuacji, że zawsze mają gdzie wrócić.
C

Chciałbym zwrócić uwagę na artykuł księdza Andrzeja Draguły „Kościół różnych prędkości” i namówić do przeczytania go aż do ostatniej kropki.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ksiądz napisał go dla księży, a co gorsza, że źle usposabia księży do tej kategorii świeckich katolików, w której wielu może rozpoznać siebie, to jest do kategorii „katolików kulturowych”. Katolicy kulturowi – wyjaśnia – to tacy, którzy do praktyk religijnych (takich jak ślub kościelny, chrzest dziecka, religijny pogrzeb itd.) zbliżają się z motywów pozareligijnych: społecznych, kulturowych, a nawet politycznych; ludzie, u których istotne komponenty samookreślenia się jako katolicy to tradycja, rytualność, a nawet polskość; ludzie, dla których chęć zawarcia ślubu w kościele czy wybór kościelnego pogrzebu dla kogoś z bliskich wynika...

4254

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bardzo ładnie to ksiądz ujmuje - jasne, "pranie mózgu" czy "tresura" nie brzmią najlepiej kiedy w tle Jezus i Ewangelia - i dalej, "są w tej dobrej sytuacji, że zawsze mają gdzie wrócić" - tu już czysta, sekciarska pycha wyziera ze słów księdza, zresztą typowa dla polskich księży - do tego pycha ślepa zupełnie, bo z doświadczenia wiemy, że ci, co odeszli są akurat w TEJ dobrej sytuacji, że będą się starać swe dzieci przed kościołem uchronić

"Starsze pokolenie zna jeszcze jego [Starego Testamentu] niewielkie, wybrane fragmenty" - enigmatycznie pisał w 1963 roku Zenon Kosidowski - "młode pokolenie, wychowane w duchu laickim, nic już o Biblii nie wie". Szło tak pięknie, ale niestrudzony propagator ateizmu i wolnomyślicielstwa nie wytrzymał i streścił szczegółowo Pismo Święte, tłumacząc, dlaczego to wszystko należy uważać za baśnie z mchu i paproci. Dla mnie, ówczesnego bardzo młodego pokolenia, wychowanego w katolickim domu, gdzie Biblię istotnie znało się ze słuchu w niewielkich, niezbyt uważnie przyswajanych fragmentach, jego książka była pierwszym prawdziwym objawieniem (a może i Objawieniem) Słowa. Objaśnienia Kosidowskiego, oparte na XIX-wiecznej, w znacznej mierze zdezaktualizowanej krytyce tekstu biblijnego, brzmią dziś niezbyt przekonywająco, ale Słowo nie straciło nic ze swojej mocy. A śp. Zenon może zasłużył na zbawienie, bo z pewnością uratował niejedną duszę wystawioną na niewątpliwie silne pokusy "radykalnie świeckiego ducha naszych czasów" (Gilkey) ;)

to trywialne, co napisze, ale skoro Pan sobie życzy...: w tym kraju, gdzie kościół drzwiami i oknami, z butami włazi w nasze domy i w nasze życie nie wystarczy siedzieć cicho, by się przed nim uchronić - o wolność od kościoła niestety trzeba wciąż jeszcze w a l c z y ć, wolność w przedszkolu, w szkole, w aptekach, szpitalach, urzędach, w polityce, życiu publicznym, w Sejmie, ustawodawstwie, w naszych portfelach wreszcie od lat dojonych przez pazernych biskupów +++ [Kosidowskiemu cześć i chwała, jeszcze większa Lutrowi]

że ci ludzie otrzymali, jak pisze Autor, podstawy wiary w domu rodzinnym. A tam ojciec zazwyczaj "prał" nie mózg a siedzenie :) Zatem z socjotechniką kleru bym tego nie kojarzył. Natomiast pogląd, że są w dobrej sytuacji, bo zawsze mają gdzie wrócić, dotyczy, moim zdaniem, wartości a nie przynależości do grupy społecznej katolików. W każdym razie swoim dzieciom wartości te uświadomiłem. Wybiorą same. I w głowie mi nie postało, coby je przed nimi chronić :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

szanuję Pańskie przekonanie o prawidłowym przekazaniu swym dzieciom "podstaw wiary" oraz o ich mądrości i wolności wyboru - jednak nauka mówi coś innego, życie także - dziecko chłonie jak gąbka i automatycznie treści przekazywane przez rodziców i przez nich wskazanych nauczycieli, niezależnie od ich zawartości - i dlatego dzieci z rodzin muzułmańskich zostają muzułmanami, z ewangelickich - ewangelikami itede - i nie ma tu mowy o żadnej "wierze", jest to zwykłe programowanie, socjotechnika właśnie, uprawiana, a jakże, nie tylko przez kler, ale i przez wcześniej na takie właśnie działanie zaprogramowanych rodziców - i do znudzenia powtarzać będę, że fundamentem tej "wiary" jest strach, przed kotłem ze smołą i ogniem piekielnym, a nie ewangeliczne miłość bliźniego, pokora i ubóstwo, i znowu żadnej w tym cudownej ingerencji Ducha Świętego czy Anioła Stróża, tylko prosta psychologiczna sztuczka setki razy powtarzana i opisywana w fachowej literaturze... a na cieszyńskim Rynku jak zwykle o 17 skromna grupka 'steloków' zebrała się pod biało-czerwoną i europejską flagą w obronie demokracji i przeciwko łamaniu przez władze Konstytucji - bywa Pan?

ale raczej mentalnym :) Wychowałem się w Cieszynie. Potem losy zawiodły mnie na Dolny Śląsk. Jednak - racja - chłonąłem jak gąbka nasz cieszyński klimat, obecny i zaprzeszły. Przy okazji, dzisiaj wspominamy św. Melchiora Grodzieckiego, kapłana i męczennika. Urodził się w Cieszynie, w szlacheckiej rodzinie herbu Radwan. Poniósł męczeńską śmierć w Koszycach, we wrześniu 1619 podczas prześladowań katolików w Czechach. Wracając do tematu, to prawda, co Szanowny Pan napisał o przekazywaniu treści dzieciom przez rodziców. Jednak dalej uważam, że z tym programowaniem i socjotechniką to przesada. Przecież rodzicom treści przekazywali ich rodzice i tak dalej. Trudno mi przyjąć, że podczas tego pokoleniowego procesu wszyscy rodzice przekazywali te treści bezrefleksyjnie i automatycznie. Gdyby tak było, nie byłoby teraz naszej dyskusji :) W każdym razie proponuję zakończyć polemikę :) Protest w obronie demokracji i przeciwko łamaniu Konstytucji popieram w innym miejscu, ale serce rośnie, gdy Szanowny Pan pisze, że w moich rodzinnych stronach też tli się płomyk obywatelskiej postawy. Skądinąd nigdy w to nie wątpiłem :) Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

Proszę Pana, żadna przesada - tak działa ta maszyneria nie tylko w obrębie kościoła katolickiego, ale niemal wszystkich wyznań i religii - dzieci od rodziców, ci od dziadków itede, ma Pan rację, a zaczęło się wszystko od tak zwanego "chrztu Polski" z górą tysiąc lat temu, czyli od siłowego, przymusowego z przyczyn politycznych rugowania wcześniejszych wierzeń na terenach pod panowaniem pewnego księcia. Żadnych objawień, olśnień, nic - czysta brutalna polityka, a potem już to się kręci samo. Kościoły dobrze o tym wiedza, stąd naciski na chrzty noworodków i straszenie piekłem tych, co nieochrzczeni umrą, stąd religia już w przedszkolach - na długo przed naukowcami i psychologami kler dobrze wiedział, że baranki za młodu tresowane chodzą jak w zegarku, z tymi, co się za nich za późno zabrać - same kłopoty. +++ Pan pisze o bezrefleksyjności, i że to chyba niemożliwe - a owszem, bardzo łatwe i możliwe, wspomniany Melchior dobrym punktem do obserwacji - otóż tu, na tych terenach burzliwe były losy kościołów i religii w pewnym okresie, właśnie za jego czy Sarkandra czasów ale i później - jaki panujący, takie kościoły - koniec, kropka, komu się nie podoba marnie z nim. I co ma robić miotany raz w lewo, raz w prawo kmieć z dziesięciorgiem gąb do wykarmienia? tuli uszy po sobie i modli się jak mu każą - tak tu było, jest i będzie, tu i wszędzie - mechanizm o którym piszę działa tak precyzyjnie, że niemal w stu procentach dzieci przynależą od wieków do kościołów, z których ich rodzice się wywodzili. Proste? +++ p.s. kropla drąży skałę, każdy system się z czasem starzeje i degeneruje - to się dzieje obecnie w przyśpieszonym tempie z kościołem katolickim w Polsce, i nie ma najmniejszego dla tego procesu znaczenia, co i jak konkretnie nam obu rodzice mówili,jak my to odebraliśmy i co z tym zrobili - skończyłem;)

że polega przede wszystkim na wbijaniu do głowy strachu przed nieposłuszeństwem wobec kleru i instytucji kościoła, grożeniu karami wiecznego potępienia za niesubordynację, a jednocześnie kuszeniu obietnicą załatwienia po znajomości z PB wejściówki do czyśćca - z tego wszyscy z IQ minimum 100 raczej sobie zdają sprawę - że ten od wieków praktykowany model wychowawczy oprócz [wymiernych także w srebrnikach i biskupim złocie] zysków dla kościoła kompletnie nic społeczeństwo nie przyniósł, żeśmy od tysiąca lat chrzczeni, po katolicku wychowywani i ukulturowiani [najdelikatniej jak można mówiąc] w niczym za grosz nie lepsi od społeczności ateistycznych czy innowierców, to też chyba oczywiste - i także dlatego wdzięczny jestem księdzu za szczere i bezceremonialne przyznanie, że niczego złego w tym procederze zawłaszczania pod pretekstem Ewangelii ludzkich dusz, łamaniu woli i charakterów ksiądz nie widzi, że ślepy jak inni na spustoszenie moralne, jakie dokonuje się wskutek oczywistej obłudy kościelnej indoktrynacji i nagminnych przykładów pychy, chciwości, fałszu, zakłamania, wreszcie zwyczajnego łajdactwa i bezeceństw ze strony kleru - daleka droga przed wami, mniej lub bardziej Szanowni Pasterze, długa i daleka, i chyba wielu będzie bolało - ba, tych co bardziej pazernych już pewnie boli

Nie raz na tym forum apelowałam do Pana o wstrzymane się z uogólnianiem zjawisk związanych z wiara i katolicyzmem. Z pewnoscią tak wygląda wychów młodych polskich katolików w rodzinach niezdolnych do jakiejkolwiek głębszej refleksji, co, niestety, owocuje egzystencją w społeczeństwie pokaźnych grup, które zwyczajowo zwę Ciemnym Ludem. Szczęśliwie nie wszystkie polskie rodziny takie były i sa. Wprawdzie to srodowisko zostało mocno przetrzebione w czasie wojny i zaraz po wojnie, niemniej znaleźli się ludzie, którzy gromadzili się (m. in. mój ojciec) wokół waszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, a ich stosunek do wychowania dzieci (m. in. mnie) był całkiem inny. Może właśnie takie wychowanie stawiające zarówno na Fides, jak i na Ratio, sprawilo, ze jako mloda dziewczyna odeszłam od Koscioła, aby po wielu, wielu latach do niego powrócić jako dojrzała kobieta. Śmiem więc twierdzic, ze moja wiara jest dziś głębsza i racjonalniejsza. I chyba o to chodziło Josephowi Ratzingerowi cytowanemu przez ks. Dragułę, a nie o czcze uczestnictwo we "wspólnocie", o którym mówił raport kanadyjski. Własnie to stadne uczestnictwo jest w moim najgłębszym przekonaniu źródłem spłycenia i alienacji wiary

nie widzę ż a d n y c h powodów, by nie dzielić się z czytelnikami na łamach TP moimi osobistymi przemyśleniami i poglądami na wiarę, kościół, mechanizmy, które w obu przypadkach funkcjonują itepe - i tak, jak Pani ma prawo opisywać swoje osobiste peregrynacje duchowe, tak ja mam ochotę uogólniać swoje spostrzeżenia - metoda taka jest nb. jak najbardziej oczywista i powszechnie stosowana od nauki po publicystykę i kazania wiejskich plebanów - i sądzę, że w moim wieku i z moim życiowym doświadczeniem mam do tego pełne prawo i kompetencje - przykro mi, nic na to Pani nie poradzę, że się jej [jak mniemam] nie podobają moje poglądy - zbyt wielki wpływ kościół katolicki wywarł i wywiera na moje życie, na życie wszystkich Polaków, by tego nie zauważać i udawać, że to sprawy wyłącznie prywatne i tematy tabu - pozdrawiam i życzę błogosławieństwa Bożego na drodze realizacji ewangelicznego przesłania Jezusa z Nazaretu

Już już zacząłem podejrzewać, że ktoś (powiedzmy) zainspirował się którąś z moich wypowiedzi na temat "chrześcijaństwa kulturowego", ale zajrzałem i nie - chodzi w tekście zupełnie o coś innego. U mnie chodziło o to, że poniektóry kompletny ateista, a nawet niekrwawy antyklerykał może być "człowiekiem Księgi", bo ją czytał, starał się zrozumieć i również z niej uczył się języka i całego jej imaginarium, i jego rozumienie świata byłoby inne, może cokolwiek kulawe, a co najmniej uboższe, gdyby nie znał takich obrazów, jak na przykład potop i nie wiedział. kto to na przykład Noe. # Ale nie. Autorowi chodzi o zupełnie inne zjawisko. Nie o ludzi, którzy się czymś zainteresowali, by świadomie wybrać to czy tamto, lecz o ludzi, którzy z rozmaitych przyczyn poddają się codziennemu, cotygodniowemu czy corocznemu rytuałowi jak wielowiekowej tresurze i idą do kościoła, "bo wszyscy idą". W sumie tak samo jak ci, co rzeczywiście uważają się za wierzących, chociaż do Księgi nawet w życiu nie zajrzeli. A wierzą lub uważają, że wierzą w to, co im ksiądz zapoda, lepszy lub gorszy, mądrzejszy lub głupszy. Nie do końca wiem, jaka między tymi grupami faktyczna różnica - jeden deklaruje, że nie wierzy, chociaż nie wie w co i przykazań po kolei wymienić nie potrafi, drugi zaś deklaruje, że wierzy, choć też nie wie w co i tez przykazań nie wyliczy... # Nie, przepraszam, takim "chrześcijaninem kulturowym" to ja nie jestem i być nie chcę. Przepraszam, Autorowi szło o "katolika kulturowego" a to widać zupełnie co innego.

niewiele różni się od pewnego rodzaju pobożności uważanej za głęboką. W obu przypadkach chodzi o zaspokojenie osobistych "potrzeb wyższego rzędu" i poszukiwanie "smaków". Tam - estetycznych, tutaj - duchowych. Czasem łączy się to ze snobizmem, dodatkową przyjemnością czerpaną z przekonania, że jest się kimś niepospolitym. Ubocznym efektem jest poczucie wyższości w stosunku do tych mniej hojnie obdarzonych intelektualnie i duchowo. Jeśli autentyczne, to wyrażające się cichą pogardą lub protekcjonalizmem, jeśli podszyte zakompleksieniem, to - pretensjami do rzeczywistości. Odnosząc się do wątku pobocznego, powiem, że w moim przekonaniu ( także według katechizmu) chrześcijanin nie jest żadnym "człowiekiem Księgi", a chrześcijaństwo w ostatniej kolejności polega na znajomości werbalnej formy przykazań i zasad. Nie jest również nieustającą medytacją o Absolucie. Najczęściej jesteśmy jak uczniowie Jezusa na weselu w Kanie: obecni tam z jego powodu, ale jako goście wśród gości.

Pewnie. Czytanie to zajęcie snobistyczne i narcystyczne. Od takich rzeczy najlepiej z dala. Przeczyta taki jeden z drugim jakiś kawałek o miłosierdziu i będzie wielebnemu głupie pytania zadawał - o uchodźców, o narodowość Maryi i jej potomstwa albo inne takie. Porządny, zdrowy, krzepki na duchu Polak-katolik to taki, który - czy rozumie coś z tego, czy ni chu chu, i czy wierzy w cokolwiek, czy ni chu chu - idzie z koszyczkiem, żeby ksiądz pokropił i po kolędzie też kopertę daje. Bo Bóg Bogiem, może on jest, może go nie ma, ale księdzu plebanowi nie podskoczysz. Wiele szczęścia życzy kominiarz. P.S. Link do notki prof. M.Matczaka (wywiad o o antyintelektualizmie jako elemencie współczesnego faszyzmu): http://studioopinii.pl/archiwa/188203 .... Tu i tu, jak chyba mam rozumieć, nie chodzi o wiedzę, nie chodzi o rozumienie. Słusznie - w sumie mniejsza o to, czy to msza, wesele w Kanie czy parteitag z marszem na ustach, czy to przeżegnanie się po rzymsku czy salut (też rzymski), i czy to celebransowi się jest posłusznym, czy wodzowi - w końcu co za różnica, liczy się to wspólnotowe przeżycie zespolenia się z masą. Fajnie. Zaraz klocki zaczynają pasować do układanki.

daje komuś impuls do zadania proboszczowi głupiego (jak sam przyznaje) pytania o narodowość Maryi i jej potomstwa, to... właściwie nie wiadomo co. Każdemu wolno czytać albo nie czytać z dowolnych powodów: narcyzmu, snobizmu, głupoty, ciekawości, braku ciekawości. Dzięki za ostrzeżenie przed potencjalną stratą czasu na zapoznanie się z poglądami prof. (WTF?) Matczaka.

katolików kulturowych. Pismo powiada, dobry pasterz zna owce swoje i one go znają. Katolicy kulturowi, prawdopodobnie nie za wiele znają swoich pasterzy, ale kiedyś tam w rodzinnym domu, matka prowadziła na religię a oni sami na przykład w wieku dorosłym zobaczyli Bazylikę w Mediolanie i......... wspomnienia wróciły. Bóg jest cierpliwy, nieraz nie dwa, całe życie czeka na człowieka. Kiedyś pewien człowiek, żarliwej wiary, wymyślił myśl, motto, które moim zdaniem jest genialne w swojej prostocie. Jeżeli Boga nie ma, to wiara w niego w niczym zaszkodzić nam nie może, jeżeli natomiast Bóg jest, to zdaniem Pascala, warto zaryzykować. Jako katolik niekulturowy, zgadzam się z moim wybitnym, starszym bratem w wierze.

Dziękuję. Po prostu dzięki za mądre słowa. i tyle.

W ogrodzie naszego Sz Ks Adama. "KATOLICY KULTUROWI". To wlasnie oni sa tym pieknym kwiatem polskiego kosciola dla ktorego potrzeba tylko cierpliwego ogrodnika aby w pelni rozkwitly i wydaly dobry owoc,pociagajac za soba czesc watpiacych. Kwiaty WIP-ow uwazam za sztuczne a wiec nie nalezy ich podlewac /"olewac"TAK/. Szkoda mi tylko tych ksiezy ktorzy obstawiaja sie dookola tymi WIP-ami, bo nastanie taki dzien kiedy modlac sie kosciele do samych siebie nagle spostrzega ze sa totalnie w nim SAMI.

W ogrodzie naszego Sz Ks Adama. "KATOLICY KULTUROWI". To wlasnie oni sa tym pieknym kwiatem polskiego kosciola dla ktorego potrzeba tylko cierpliwego ogrodnika aby w pelni rozkwitly i wydaly dobry owoc,pociagajac za soba czesc watpiacych. Kwiaty WIP-ow uwazam za sztuczne a wiec nie nalezy ich podlewac /"olewac"TAK/. Szkoda mi tylko tych ksiezy ktorzy obstawiaja sie dookola tymi WIP-ami, bo nastanie taki dzien kiedy modlac sie kosciele do samych siebie nagle spostrzega ze sa totalnie w nim SAMI.

W ogrodzie naszego Sz Ks Adama. "KATOLICY KULTUROWI". To wlasnie oni sa tym pieknym kwiatem polskiego kosciola dla ktorego potrzeba tylko cierpliwego ogrodnika aby w pelni rozkwitly i wydaly dobry owoc,pociagajac za soba czesc watpiacych. Kwiaty WIP-ow uwazam za sztuczne a wiec nie nalezy ich podlewac /"olewac"TAK/. Szkoda mi tylko tych ksiezy ktorzy obstawiaja sie dookola tymi WIP-ami, bo nastanie taki dzien kiedy modlac sie kosciele do samych siebie nagle spostrzega ze sa totalnie w nim SAMI.

Już jakiś czas temu uznałem swój stosunek do instytucjonalnego kościoła katolickiego, mianem „marnego katolika” Niewątpliwie katolik kulturowy brzmi lepiej, jest to określenie bardziej wysublimowane, mniejsza o jego ścisłą definicję. Może i wcielam w życie katolicki model „człowieka przyzwoitego” mam tylko problem ostatnio, czym tel model jest. Nie ma dnia bez doniesień o nadużyciach księży. Na łożu śmierci rusza sumienie jednego z nich i wyznaje, że z kolegami gwałcili głuchonieme dzieci w sierocińcu. Tak jest dzień w dzień, a to zakonnice znęcały się nad podopiecznymi, a to to, i owo. Nie widać końca promowania modelu człowieka przyzwoitego. Poważne mam już wątpliwości, czy stanie w tej mętnej wodzie mi odpowiada. Gdybym w moim życiu codziennym miał chociaż dobre przykłady, świadectwa jak to się pięknie określa. Jednak nie ma uroczystości rodzinnej, spotkania towarzyskiego, gdzie temat wybryków naszych pasterzy i to tych z najbliższej okolicy, się nie pojawiał. W zasadzie czemu nie pozbyć się takich kulturowych katolików, baba z wozu koniom lżej. Oni przecież nie chrzczą swych dzieci na wzgląd tradycji i jakiś wpojonych im kiedyś wartości. Oni to robią ze strachu. Tak, strachu przed ostracyzmem ze strony rodziców, rodziny sąsiadów. Nie chcą aby ich potomstwo piętnowane było przez katechetów, księży już od przedszkolna. Żyjemy w dziwnym kraju, a moje pokolenie jest zdaje się ostatnim, noszącym w sercu strach przed księdzem. „Zresztą Kościół-instytucja, walcząc (słusznie) o „wartości chrześcijańskie”. Te słuszne wartości jak życie pokazuje, są zarezerwowane dla maluczkich i głupiutkich jak wieść gminna niesie. Katolicy kulturowi są solą tej instytucji, na pytanie ile się należy za posługę, co łaska, dają po Pięćset. Wyciąga gościu kasę i bez szemrania kładzie na stół, po co mu wysłuchiwać slogany dętych morałów.

nie sądzę, to dziś już raczej konformizm i machnięcie ręką - a co mi zależy, ochrzczę i będę miał/a spokój - ale gdyby nawet lęk przed teściową, to jest proszę Państwa duży postęp, i myślę, że co bardziej kumaci biskupi wiedzą już, co on zwiastuje - otóż jeszcze poprzednie pokolenie chrzciło ze strachu przed wiecznym potępieniem - ich dzieci z obawy o gderanie teściowej - wnuki nie ochrzczą już w c a l e, a ich teściowa jedynie wzruszy ramionami

Napiszę cos pozornie nie na temat:))) Każdy (lub nie każdy) zna triadę "cnót teologalnych" bodaj po raz pierwszy wyszczególnionych w Listach św. Pawła, a następnie pogłębionych przez Tomasza z Akwinu w jego "Summa theologica": wiara - nadzieja - miłość. W latach 60. XIX wieku w zaborze rosyjskim po krwawo stłumionych przez zandarmerię manifestacjach w Warszawie i śmierci "Pieciu Poległych" wykształcił się zwyczaj umieszczania na przedmiotach z gatunku galanterii patriotycznej, zwłaszcza biżuterii, symboli owej triady. Krzyż oznaczał wiarę, kotwica - nadzieję, serce - miłość. Tyle tylko, ze znacznie częściej pojawiały się te ideogramy zredukowane do krzyża i kotwicy. Serce, czyli miłość Boga i bliźniego często pomijano. Ot, taki wybiórczy katolicyzm naszych dziadków:)))

w komplecie też pojawiały się wcale często i w różnych formach: sygnetów, bransoletek, zawieszek. Sam widziałem ;) Krzyż bywał też łączony z koroną cierniową, męczeńską palmą lub orłem. Sądzę, że większą rolę odgrywał tu przypadek czy spontaniczna decyzja artysty-rzemieślnika niż jakiś perwersyjny teologiczny program, pomniejszający nie wiedzieć czemu jedną z cnót boskich. Tym bardziej, że miłość, podobnie jak wiarę i nadzieję, odnoszono w tym kontekście przede wszystkim do Ojczyzny.

Ponieważ przykładów pomijania Serca symbolizującego najważniejszą wg sw. Pawła cnotę, czyli miłość jest zbyt dużo, aby można było przejść nad tym faktem do porządku dziennego (polecam wybór tego typu obiektów w Gabinecie Galanterii Patriotycznej w Muzeum Warszawy), wniosek jest jeden: dla tamtego pokolenia doświadczonego przez ucisk zaborcy wazna była przede wszystkim Wiara symbolizowana przez Krzyż oraz Nadzieja (inne znaczenia przewidziane w Listach sw. Pawła - stałość, wierność, jedność) symbolizowana przez Kotwice. Stad ideogramy przedstawiające Orła Białego i Pogoń złączone Kotwicą, jako ze nie wyobrażano sobie przyszłej odrodzonej Polski jak w kształcie sprzed I rozbioru. Kotwica w wielu przypadkach była zakonczona Krzyzem, co symbolizowało wierność w wierze, zawierzenie Bogu polskiego losu uosabianego przez tarczę herbową dwudzielną (Orzeł + Pogoń) lub trójdzielną (z Michałem Archaniolem, herbem Rusi). Serca oczywiście zdarzają się również, co nie osłabia wniosku, ze ta miłość bliźniego chyba nie była powszechna, a wybaczenie tym, co strzelali i wieszali, jakby mało intensywne:)))

jeśli sobie przypomnę będąc akurat na Starym Mieście (czyli Starówce, jak mówią najnowsi warszawiacy ;) Co do wybaczania... raczej trudno wymagać wybaczenia od prowadzonego na szubienicę, kiedy nawet się nie zanosi na jakiś akt przeprosin z drugiej strony. Powstanie bywało postrzegane jako tragiczny błąd, ale i jako wydarzenie, które paradoksalnie ocaliło naród przed wchłonięciem przez rosyjski żywioł poprzez postawienie pomiędzy nami a nimi "przegrody krwi" (to chyba słowa Witkiewicza - nie mam jak sprawdzić teraz). W Polskim Słowniku Biograficznym wiele haseł na samym początku podaje: syn/wnuk powstańca styczniowego, jakby tch parę miesięcy w życiu poprzedniego pokolenia było ważniejsze od własnych dokonań naukowych, politycznych, wojskowych czy literackich, dzięki którym dana osoba w PSB się znalazła. Mój pradziadek też się bił, a jego szwagier (brat mojej prababki) został powieszony przez Rosjan. Wybaczać w jego imieniu nie mam prawa, a winni i tak od dawna nie żyją. Antyrosyjskich uprzedzeń jednak we mnie nie ma. Rosja to nie tylko sołdaci i Murawjowowie, ale Potiebnia, Hercen, Leontiew i inni.

Tak jest i zawsze trzeba brac pod uwagę ten szczególny polski los, który kształtował też szczególne postrzeganie religii. Co wraz z nikłą znajomoscią Pisma Świetego i nawet katechizmu zawsze owocowało dość karykaturalna formą polskiej religijności, w której nie było miejsca na widzenie "człowieka", ale Żyda, Niemca, Moskala, ciapatego etc. Pan Jezus urodził się w Polsce, Matka Boska nie była Żydówka, Polacy to naród wybrany... Nie dziwie się wiec, ze polskiemu Kosciolowi wypada dziś po prostu uznać stan faktyczny i przygarnąć te rzesze "neopogan", bo katolików o głębokiej duchowości i świadomości religijnej już się z nich raczej nie zrobi.:))) A co do Starówki...Nie wiem, czy ten termin funkcjonował przed wojną, z pewnoscią tak się mówiło w czasach mojego dzieciństwa, czyli w latach 50. Marta Mirska spiewała: "Ach, zamieszkać, zamieszkać wysoko I zapraszać gołębie z obłoków, Z ukochanym wychylić się z okien Na Starówkę, gdzie radość i spokój. A jeżeli nie mieszkać, to iść I zobaczyć, jak pięknie tu dziś."

ludową pobożność, romantyczny mesjanizm kwitnący przecież pod dachami Paryża, a nie pod strzechami, etnocentryzm i kulturalne stereotypy dawnych epok (niby w europejskim malarstwie Madonny wyglądają jak orientalne Żydówki i przyjmują archanioła w typowych palestyńskich domostwach?) oraz prymitywny rasizm. Duże uproszczenie. Niech będzie, że na miejscu na forum, ale jednak uproszczenie. I znów się zrobiło off-topic, więc kończę i pozdrawiam.

Interesuje mnie wyłącznie polski "worek", gdzie jest przede wszystkim polska, specyficzna interpretacja i Pisma Świetego, i nauczania Kosciola, i stosunek do drugiego człowieka, i generalnie do wartości. Zaś wizję Zwiastowania Quatrocenta chyba jest latwiej wytłumaczyć niż całkiem współczesne wyniki badań w Polsce świadczących o przekonaniu dużej części respondentów, ze Jezus był Polakiem:))) Tez pozdrawiam:)))

.

@

Niestety jednak katolicyzm kulturowy przykrywa poglądy, przekonania i zachowania zgoła niechrześcijańskie. Umacnia pozorną wspólnotę ludzi samolubnych, dla których nie ma bliźnich, są tylko swoi i obcy. Jest mi obojętne czy ten drugi (ta druga) chodzi do kościoła, liczy się przyzwoitość wobec każdego (każdej).

że jeśli do kościoła nie chodzi i ma w nosie sakramenta, to samolubny, nie dostrzega bliźnich?... bzdura kompletna, ale dobrze, że wprost wyartykułowana - bo to jest, proszę Państwa, wciąż dosyć powszechne wśród katolików dewocyjnych pyszne przekonanie o ich wyższości nad resztą świata +++ [jak to poskładać z "jest mi obojętne itede..." nie mam pojęcia - ale z całą pewnością pierwsza opinia był prosto z serca]

Do Kościoła pan nie chodzisz i masz w nosie sakramenty a większego samoluba nie ma na tym forum. Więcej, odkąd pamiętam nie było. To jest tylko stwierdzenie faktu.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]