Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Kościół różnych prędkości

Przychodzi katolik kulturowy do proboszcza i prosi o sakrament. Co proboszcz ma zrobić?

Reklama

Kościół różnych prędkości

Kościół różnych prędkości

03.09.2018
Czyta się kilka minut
Przychodzi katolik kulturowy do proboszcza i prosi o sakrament. Co proboszcz ma zrobić?
A&G / GETTY IMAGES
B

Bezpośrednim powodem do napisania tego tekstu była obserwacja. Uczestniczyłem we mszy świętej, podczas której kilkorgu dzieciom udzielono sakramentu chrztu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie zachowanie uczestników liturgii. Miałem wrażenie, że przynajmniej część z nich nie do końca wiedziała, w czym uczestniczy. Rozmawiali, przeglądali telefony, nie wykazywali szczególnego zainteresowania tym, co dzieje się dookoła nich. Także zachowanie podczas przyjmowania komunii przez tych, którzy mogli do niej przystąpić, wskazywało, że dla nich to raczej czynność niezwyczajna. Zostali nagle wyrwani ze świata i zanurzeni w misterium, które było im obce. Rozmowa z księdzem proboszczem potwierdziła moje przeczucia.

Oczywiście trudno jednoznacznie wyrokować o cudzej wierze na podstawie praktyk religijnych, ale przecież daje to jakiś obraz. To nie były rodziny czy osoby – jak to...

15235

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

uformowany w kulturze polskokatolickiej, gdzie w kościele jedynie z nabożną ciszą i bezwzględnym posłuchem wobec księdza można się pojawić - nie chce mi się innych specyficznych cech tego fenomenu wyklepywać - tymczasem nie trzeba być wielkim podróżnikiem ani antropologiem kościoła by choćby podczas wakacyjnych wojaży przekonać się, że w zasadzie to Polska ze swoim rygorystycznym modelem zachowań okołokościelnych jest ewenementem na skalę chyba nawet światową - i że swobodna atmosfera w kościołach jest możliwa i z całą pewnością w niczym nie urąga i nie szkodzi Ewangelii - a jeśli już, to co najwyżej napuszonym księżom

Nie daleki może jesteś od głębszej prawdy. Jak się jest kapłanem, a więc człowiekiem wykształconym biblijnie, teologicznie i duszpastersko, to łatwo zauważać ten tzw. katolicyzm kulturowy. Ale z kolei patrząc na duchownych od strony świeckiej można również zauważyć to, co można roboczo nazwać katolicyzmem seminaryjnym. I niewykluczone, ze że ks. Draguła prezentuje postawę katolika seminaryjnego, ale charakterystykę takiej postawy zostawię na inną okazję.

na pewno dotyczą kościołów katolickich? Bo z moich doświadczeń - może nie aż tak licznych, ale geograficznie rozległych - wynika, że jakichś uderzających różnic w zachowaniu wiernych nie ma. Raz tylko musiałem zdjąć buty przed wejściem do kaplicy, jakby to był meczet. Pytania "po co?" nie zadam, bo i tak pewnie nie zrozumiem ;)

[jeśli nie zapomnę pokażę kilka fotek na temat, np z miasteczka Trynidad na Kubie]

proponuję sobie przypomnieć, jeśli trzeba powtórzyć lekturę Ewangelii, co w takich sytuacjach robił niejaki Jezus, zwany Nazarejczykiem

Jezus z Nazaretu NIGDY nie był w sytuacji, o której pisze ksiądz Draguła. Nie masz zielonego pojęcia w jakich społeczeństwach żył i nauczał.

oczywiście, że B Y Ł - po wykład proszę zwrócić się do swego plebana albo przykościelnej katechetki - ja wskażę jedynie słowa Ewangelii o faryzeuszach , o potrzebujących lekarza, fragmenty świadczące stosunku JN do grzeszników, wypędzenie kupców ze świątyni itede - szczególnej uwadze Szanownego Pana polecam opis tzw. 'ostatniej wieczerzy' będącej wg doktryny katolickiej momentem ustanowienia sakramentu Eucharystii, i refleksję nad udziałem w niej Judasza +++ p.s. bardzo proszę uszanować inteligencję własną i czytelników TP, w rewanżu nie pisać, że dla przykładu Jezus nigdy nie był księdzem, w szczególności Dragułą albo temu podobnych dyrdymałów +++ [wiedzę o czasach Jezusa czerpałem m. in. z Gezy Vermesa dzieł 'Twarze Jezusa" i 'Autentyczna Ewangelia Jezusa' - prócz samych Ewangelii, rzecz jasna...]

proponuję ten krótki filmik: https://www.youtube.com/watch?v=dIeuBPDUzB0. Judasz też tam jest.

A co ma zrobić wierny, który widzi na plebanii siedlisko zgorszenia, romans proboszcza z lokalną władzą (a ostatnio nawet i z centralną), pożądanie władzy i mamony, pedofilię. Widzimy księży, którzy za nic nie przepraszają, niczego z parafianami nie konsultują, traktują z góry i z pogardą, bo przecież laik to tylko owca i co on tam wie. Kościoły otoczone są wysokimi płotami i wierny ma do niego wchodzić pełen uległości, z głową schyloną nie przed majestatem ołtarza a ornatem. Sednem wiary są rytuały, paciorki, a brak jest ludzkiej wrażliwości i otwartości. Jeśli ksiądz Draguła nie dostrzeże świata po drugiej stronie kościelnego płotu, nie uderzy się w piersi w imieniu całej grupy proboszczów (szczególnie wiejskich), nie powie wprost, że to oni stworzyli tych "katolików kulturowych" z własnego lenistwa, bo łatwiej klepnąć mszę, niż wyjść do ludzi, to Kościół skończy jak Boże Narodzenie - na wystawach supermarketów.

1. Czy katolicy kulturowi są jedynie po stronie proszących o sakramenty? Świadomie nie piszę tu "wiernych", bo księża, chociaż często o tym zapominają, to jednak z punktu widzenia Najwyższego, to także zwykli "wierni". To że są "po innej stronie ołtarza" to w miare nowa zmiana (i chyba nieudana)od soboru watykańskiego II. Przedtem, przez wieki, byli "po tej samej" stronie ołtarza. Ilu z księży, to "katolicy kulturowi"? Z kochankami (tej czy innej płci), pogrążeni w pysze, chciwości, lenistwie, pijaństwie, i wszystkich innych grzechach głównych. A przede wszystkim, już bez wiary. Traktujący posługę jako w miarę wygodną posadę, za odprawianie nic już dla nich nie znaczących rytuałów. I czy sakramenty sprawowane przez "księdza kulturowego" mają moc sprawczą? Czy ich moc wynika z wiary księdza czy z "przeprowadzonego rytuału"? Co ma zrobić prawdziwy wierzący "skazany" na przydział "księdza kulturowego"? 2. Katolik kulturowy jest "przydatny". Jego zbawienie nie jest już proste, chociaż nie jest niemożliwe. Ale choć w nim światło wiary pali się słabo, może przenieść jej ogień na swoje dzieci (czy na wiernych kościoła w którym "pełni funkcje kulturowe"), które okażą się bardziej niż on podatne na łaskę wiary. Bo to Bóg obdarza łaską zbawienia. Lecz bez wiedzy o tej łasce, przeniesionej na dziecko przez "katolika kulturowego", wiara dziecka może nie "zapłonąć". Świętości się nie dziedziczy. Większość świętych to nie potomkowie innych świętych, lecz potomkowie "katolików kulturowych". 3. Lecz czy "sakrament" jest jeszcze sakramentem gdy dotyczy kogoś pozbawionego wiary? 4. Współczesnym problemem kościoła nie jest nadmiar "katolików kulturowych" w kościele. Są tu już w zaniku (może poza kościołem jako instytucją, tu jest ich sporo). Problemem jest niewiara w "sakramenty" przy konieczność podporządkowania się im. Coraz częstsza jest niewiara w "sakramenty" przy zachowanej wierze w Boga. Coraz częściej kościół (jako instytucja zarządzana przez księży) nie jest odbierany jako strażnik wiary, ale strażnik rytuału "katolika kulturowego". Unosi się nad nim coraz mocniej zapach kwasu faryzeuszy, dla których ludzkie przepisy ważniejsze są od wiary. Czy możliwe jest zbawienie bez sakramentu bierzmowania? Czy można być zbawionym nie uczestnicząc w nabożeństwie majowym? czy w sakramencie pokuty najważniejsze jest pytanie, kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi i ile razy zaniedbałem modlitwę poranną? Czy małżeństwo to jeszcze sakrament, czy raczej kula u nogi. Inaczej mówiąc, czy walka o utrzymanie tego sakramentu to kula u nogi która utopi Kościół (w myśl współczesnego dogmatu, rozgrzeszenie i zbawienie łatwiej uzyskać temu, kto zabił żonę/męża, a nie temu który za obopólną zgodą ją/jego porzucił). Jak uzyskać rozgrzeszenie za rozwód? czy jest to grzech "nie-rozgrzeszalny", skazujący na wieczne potępienie? Skoro małżeństwo może mnie zawieść do grzechu nie-rozgrzeszalnego nie wynikającego z mojej winy, to może lepiej jest je odrzucić? A ponieważ to się nie "mieści w głowie" współczesnych, coraz trudniej im uwierzyć w zbawienie przez sakramenty i znaleźć się w "wymaganiach" stawianych przez instytucje kościoła. Jak pogodzić "kulturowość" i prawdę, że "zbawienie z wiary wynika, a nie z uczynków ciała"

Rozumiem, że chodzi o obawy osoby szczerze religijnej, czy w wymiarze metafizycznym nie zaszkodzi jej praktykowanie wiary w kościele dotkniętym religijnością płytką (formalną, nieszczerą itp., niepotrzebne skreślić). Zgodnie z doktryną katolicką, o ile dobrze ją rozumiem, sakramenty są obiektywnie ważne i skuteczne na mocy dokonanej czynności - ex opere operato - niezależnie od świętości szafarza i przyjmującego. Troska o stan moralny i duchowy kościoła jest oczywiście prawem i obowiązkiem wiernych, ale nie należy z tego powodu popadać w tego rodzaju lęki. Od pytania 4. niestety już nic nie rozumiem. "Problemem jest niewiara w 'sakramenty' przy konieczność podporządkowania się im". Dlaczego "sakramenty" w cudzysłowie? Dlaczego ktoś, kto w nie nie wierzy, musi się im podporządkować? Nikt nic nie musi, naprawdę.

i "bądź zimny albo gorący". Kościół przez wieki pracował na to, żeby perły trafiały przed wieprze i żeby większość mieniących się katolikami byli letni. Drobne przykłady: stygmatyzowanie dzieci nie uczestniczących w lekcjach religii czy nie przystępujących do I komunii, uczynienie z I komunii pogańskiego show, potępianie ludzi żyjących w związkach bez ślubu kościelnego, mariaże ołtarzu z władzą itd. A i jeszcze: pogrzeb to nie sakrament

że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik...", czy ci letni "chrześcijanie", a naprawdę poganie, wieprze niegodne pereł Twej nauki, wśród których przyszło mi żyć.

nie o tym napisałem. Powiedziałbym, że całkiem coś przeciwnego

Proszę doprecyzować co jest tą perłą? a kto jest wieprzem? bo się pogubiłem. No i katolicy w Polsce nie są letni. Oni po prostu są tacy jak ich KK ukształtowało. Czyli rzucają na tacę, słuchają lokalnego przedstawiciela (czasem tylko udają), totalnie nic z zakresu religii nie czytają (jak już to sensacyjne artykuliki o cudach, lub zalecane "horrory" co słynniejszych egzorcystów), teologia ich kompletnie nie interesuje, do kościoła chodzą, ale co mówił ksiądz nie pamiętają, słuchają go na mszy jak "żaba grzmotu", tak bezpieczniej, bo jakby do nich dotarło jakie bzdury nieraz wygaduje, to więcej by tam nie poszli, słuchają tylko jak mówi, że jakiś "gender" jest zły, potem skopią na mieście jakiegoś delikatnego koleżkę w różowych gaciach i są z siebie wielce zadowoleni, na dobrą sprawę kompletnie nie wiedzą w co wierzą i dobrze im z tym, byle na "Sądzie Ostatecznym" trafić do czyśćca (bo w bezpośredni Raj to chyba nikt nie wierzy) i jakoś to będzie, tak ich nauczono. To nie letność, są w tym co ich wyuczono bardzo ortodoksyjni, wręcz fanatyczni :)))

Pana typ katolika to margines (chyba chciałbym wierzyć). Myślę, że Pana pytania są prowokacyjne i doskonale Pan rozumie. To co chciałem powiedzieć w swoim poście to, to, że jakby KK tak nie pchał się do chlewa to mniej miałby w swoich szeregach wieprzy i jakby nie wymuszał pewnych zachowań to byłoby mniej "letnich", których tu nazywa się "kulturowymi".

ale gdzieś tam jest napisane:"lekarza potrzebują chorzy, a nie zdrowi", ale fakt w "chlewie" szarlatanów nie potrzebujemy, więc wolałbym jakby trzymali się z daleka :)))

Rozumiem, że większość czytelników TP ukończyła fakultety z teologii, lub podobnych dziedzin, dlatego artykuł naszpikowany jest sformułowaniami, których znaczenia, bez posiłkowania się wujkiem Google, dla zwykłego szaraka, jest nieodgadnione. Rozumiem też, że młodzieńcze przemyślenia Papieża na emeryturze dużo nam wyjaśniają. Nie wszystkim jednak, bo mnie zupełnie nie przekonują. Podoba mi się fragment, w którym mowa o Francuzach kiepsko przygotowanych do przyjęcia sakramentów, którzy ślubu nie przypieczętowują przystąpieniem do Komunii. U nas to by nie przeszło. Trzy miesiące szkoleń przedmałżeńskich, sporo kasy ulokowanej w przedsięwzięcie, a tu ślub bez mszy, albo nie daj Boże msza i ceremonia, bez przystąpienia młodych i świadków do Komunii. Tak, nasza młodzież jest zajebista i świadoma, zrobi wszystko by ksiądz i rodzice się nie czepiali, wypełni wszystkie ankiety, zbierze podpisy na kartkach do spowiedzi … Ślub musi być doskonały w każdym calu, to widać i czuć. Byłoby super, gdyby kapłani hołdowali osobiście morałom i wartościom, które głoszą. Zupełnie nie wymagam od nich poświęcenia wzorem świętych katolickich. Ot starczyło by nie robić bliźniemu tego czego sobie samemu nie życzą, nie być zanadto chciwym, swe chucie realizować u profesjonalistów. Niechby i dach plebani przeciekał. Wiem, takie rzeczy nie mieszczą się w kanonie wartości chrześcijańskich, ale gdyby je jakoś tam zaanektować, oswoić, okiełznać, może tych kulturowych katolików zaczęło by ubywać na rzecz tych, którzy wchodzą do świątyni z ciekawością, nadzieją na przeżycie czegoś wzniosłego, na odnalezienie wspólnoty. Ja ostatnio jakby coraz mniej przyglądam się innym ludziom w kościele. Tyle tam pięknych marmurów, obrazów, przepięknie wystrojonych celebrantów. Ten przepych mnie zajmuje bardziej niż to co dzieję się na głównej scenie i co jest sensem naszej wiary. Staje się niespokojny gdy ceremonia zanadto się przeciąga, gdy podczas kazania, po raz kolejny wysłuchuje ściągniętych z internetu gotowca, którego sensu i głębszej treści odnaleźć nie potrafię. Już dość dawno dostrzegłem, że coś jest ze mną nie tak, określiłem się nawet jako kiepski katolik, ale sformułowanie katolik kulturowy bardziej mi się podoba.

nie wiem, czy choćby jeden na tysiąc z polskich kapłanów zechciałby się wyrzec pompy, przepychu i pozłotek, które go otaczają - miłość i uwielbienie dla tych widomych symboli zaparcia się Jezusa są realnym fundamentem ich formacji

Podzielam opinię szanownego pana. Z pewną jednak różnicą. Znudziło mi się oglądać celebrytów, a kościoły z chęcią dalej zwiedzam, ale poza nabożeństwami, choć w ramach "nocy w muzeach" trafiłem na kościół protestancki, pastor udostępniając obiekt wykorzystał okazję i urządzał "pogadankę" byłem tak "pod wrażeniem", że nie jestem w stanie niczego się "czepić", że zacząłem go uważnie słuchać, nie chodzi tu o treści z swej natury teologiczne, te koncepcje raczej są mi znane, chodzi o akcenty, a przede wszystkim pokorę tego człowieka, pokorę wobec transcendentu, wobec bliźnich. Nie zachowywał się jak mocarz za którym stoi sam Bóg (Klasyczna postawa z którą człowiek miał do czynienia, i w KK jak i poza nim. To z czasów gdy człowiek czegoś tam szukał i pętał się po różnych formacjach religijnych, wszyscy niby wyjątkowi, ale w sumie jedna banda bufonów), był jak świadek który zobaczył coś niezwykłego, wspaniałego, i chce to samo pokazać innym, na szczęście nie byłem sam, zostałem niemal siłą wyciągnięty, ufff moja "mroczna" dusza ocalała ;p

to ten z nas w ktorym odwrocone sa wszelkie normalne proporcje pomiedzy Stworca i jego dzielami. Jestem w kosciele statystycznie 2 razy do roku ze wzgledu na mojego proboszcza /bo moze zgoddzi sie na moj 2-gi slub.../; na moich rodzicow / bo moze kiedys mi wlasnie odpisza swoje hektary/; burmistrza niosacego stale baldachim,bo moze podpisze mi wreszcie dofinansowanie ..,a gdzie jest w tym wszystkim Bog? W Tuliglowach w dniu dzisiejszym poswiecono 25m krzyz i 32m maszt z okazji odzyskania niepodleglosci.Odtad w Tuliglowach mieszkancy chyba troche tula swe glowy ze wstydu bowiem proporcje obu obiektow wzgledem siebie sa nieodpowiednimi do tego KTO wiecej wkladu ma w odzyskanie niepodleglosci.Rzad pokazal wiec swoim pomnikiem wielkosc swoich zaslug podlizujac sie miejscowemu proboszczowi/pomyslodawcy/;calemu oczywiscie spoleczenstwu a na samym koncu dopiero oczywiscie samemu Bogu.

ale inicjatorzy i sponsorzy tego cudu Podkarpacia podlizali się przede wszystkim Belzebubowi, siewcy Pychy i Głupoty

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]