Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Nadduchowni

Czy ostatnie skandale, ujawniające nadużycia władzy w Kościele, nie wskazują, że czas na reformę jego struktur?

Reklama

Nadduchowni

Nadduchowni

27.08.2018
Czyta się kilka minut
Czy ostatnie skandale, ujawniające nadużycia władzy w Kościele, nie wskazują, że czas na reformę jego struktur?
Kardynał Theodore McCarrick na spotkaniu w Watykanie, marzec 2013 r. MAX ROSSI / REUTERS / FORUM
P

Papież napisał list do wszystkich katolików, reagując na doniesienia o molestowaniu seksualnym w Kościele. Jest to reakcja na raport o skali nadużyć w sześciu diecezjach stanu Pensylwania i sprawę amerykańskiego kardynała Theodore’a McCarricka, oskarżonego o napastowanie zakonnic, seminarzystów i dorosłych świeckich (pisaliśmy o tym w ubiegłym numerze). Franciszek nie tylko prosi o modlitwę, post i solidarność z ofiarami: piętnuje klerykalizm w Kościele, żądzę władzy i posiadania.

Jednak na dalsze działania papieża na razie się nie zanosi. Powołując się na źródła w Stolicy Apostolskiej, portal Vatican Insider zdementował pogłoski, że Franciszek szykuje jakieś nowe wewnątrzkościelne przepisy. „Papież uważa list za wyczerpujący i wierzy, że Kościół posiada normatywne narzędzia i zasady...

16179

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Odnosząc się do artykułu red. Radzik, datowanego 27 sierpnia: dziwne, że ani razu nie pada w nim nazwisko Vigano, o którym głośno od paru dni. Przecież i tak widać niespodziewane u tej Autorki i na tych łamach rozczarowanie dobrym papieżem Franciszkiem.

Uwielbiam spiskowe teorie (zatem proszę o wybaczenie, jak czasem się zagalopuję), tak sobie myślę, że "ciemna strona mocy" uznała, że lepsza "dyskredytacja" niż mnożenie "męczenników" ponad niezbędną miarę, a kobiety to na ogół istoty emocjonalne, ale i ostrożne, i prawie nigdy nie mówią wprost o co im chodzi, to strasznie utrudnia zrozumienie o co im chodzi. Z tego powodu nieraz żałowałem, że nie jestem homoseksualistą, byłoby łatwiej ;p:)))

Abp. Vigano po ogłoszeniu oskarżycielskiego listu przepadł bez wieści. Serio! NYT pisze dzisiaj, że nie ma z nim żadnego kontaktu. Miejmy nadzieję, że się odnajdzie. A z czterech kardynałów, którzy w 2016 roku zgłosili wątpliwości (tzw. dubia) do encykliki Amoris Laetitia, dwóch zmarło w niecały rok później. Jedni mówią - wiek, inni - kara boska za bunt. Wielu powie, że pod względem prawdopodobieństwa spisek sytuuje się gdzieś pomiędzy dwiema pierwszymi możliwościami...

Ingerencji zewnętrznej, pozaludzkiej, bym nie wykluczał ;p

bo mnie przypadek naszego polskiego arcybiskupa-pedofila najbardziej interesuje - jak więc to było z Wesołowskim?... przy tamtych dwóch, co by nie było staruszkach, ten to młodzian, jakże jeszcze mu się chciało?!...

u nas na wsi podobnie, ławki do wyboru, no i w efekcie ksiądz na każdą rodzinę z ambony, oficjalnie, nakłada 500 zł podatku "bo hojni darczyńcy poumierali" [dojni głupcy, myślę sobie...]

a sami wprawdzie z obrzydzeniem ale przychodzimy? Też po towar? Co wy tam bierzecie, ludzie?

Od dziecka wszczepiane w poczuciu winy, za grzechy wydumane i rzeczywiste, mnożenie pojęcia grzechu ponad rozsądną miarę i zapewnienie, że tylko tam można jakoś to załagodzić. Tak ja to widzę.

jeśli do mnie kieruje swą ironiczną uwagę, to jest w błędzie - ja już ładnych parę lat nie chodzę, wskutek obrzydzenia właśnie [i proszę, przez szacunek dla własnej i czytelników inteligencji, nie pytać skąd w takim razie wiem..]

(i tak wcześniej niezbyt często włączanego), nie sprawdzam programu TV, nie wiem, co nowego u Mostowiaków i kto aktualnie tańczy z jaką gwiazdą, nie denerwuję się paskami w TVP ani w TVN, nie mam pojęcia, co sądzi Monika Olejnik o 500+, nie płacę abonamentu i nie obchodzi mnie, na co nie pójdą pieniądze, które płaciłbym jako posiadacz odbiornika. Last but not least, nie dyskutuję na forach poświęconych telewizji - o ile takie fora istnieją, bo nie sprawdzałem.

może by Pan zaczął, obchodziło go i dyskutował, gdyby TVP jednak na Pana podatek nałożyło, do tego narzuciło kilka swoich pomysłów na Pańskie życie - a to jest właśnie przypadek kościoła katolickiego w Polsce i problem tych, co by chcieli się od niego w końcu raz na zawsze uwolnić [pomijam resztę powszechnej argumentacji tych, którzy podobnie jak ja uważają instytucję kościoła i jej umundurowanych funkcjonariuszy za jedno wielkie nieszczęście dla Polski i Polaków - Pan biegły w google'u i klikaniu to z łatwością sobie znajdzie]

Aktualnie (?) Kościół przypomina nieuczciwego sprzedawcę z Allegro - handluje towarem, którego nie posiada. Oczywiście zapłaty nie oddaje, bo nie ma za bardzo komu się poskarżyć na wyłudzenie. A wynika to z faktu, że ten "towar" ma taką samą właściwość jak kot w worku.

To po co kupowac u nieuczciwego sprzedawcy ?

konkurencję wypalili setki lat temu.

Na co monopol? Co takiego niezbędnego wytwarza czy posiada kościół katolicki, czego nikt inny nie może zaoferować (a jeśli mógł, to od dawna nie żyje)? Czy ktoś w końcu powie bez czajenia się i owijania w bawełnę?

Ten towar to ubezpieczenie na "zaświaty" (czyli, że jeśli jednak jest coś po śmierci, to nie wylądujemy w kotle,ale będziemy się mieli dobrze, prościej wytłumaczyć się już nie da :P), dlaczego monopol? Mamy niby całkiem spory rynek takich "ubezpieczycieli", ale aby towar był skuteczny musi być zaszczepiony w podświadomość. To czyni się latami, od dziecka. Konkurencja by być skuteczna musi trwać w przestrzeni społecznej całe generacje, owszem jednostki czasem uda się pozyskać, ale jednostki tylko potwierdzają regułę. ps. judaizm się nie liczy, jest zbyt hermetyczny na konkurencję z prawdziwego zdarzenia, a islam jeszcze ciągle zbyt obcy.

ale widzę tu problem człowieka, który utracił wiarę w Boga lub w boży mandat kościoła, a jednocześnie boi się, że Pan Bóg go za to ukarze. Co więcej, jest przekonany, że nie ma innej możliwości przezwyciężenia tego lęku, jak przeżycie życia od nowa w innych okolicznościach. Czyli w praktyce nie ma możliwości. Są dwa rozwiązania: spróbować odzyskać wiarę (w Boga i/lub kościół) lub pozbyć się lęku poprzez "zrolowanie" życia z powrotem do dzieciństwa i "przepracowanie" jego traum i obciążeń, a potem można już zostać szczęśliwym ateistą, buddystą, muzułmaninem i kimkolwiek się zechce. Pierwsze wyjście oferują różne wspólnoty neokatechumenalne, charyzmatyczne itp. Po drugie idzie się na kozetkę do psychoterapeuty. Nic nie doradzam, ponieważ jak 95% ludzi nie przeżywam takich stanów i nawet nie bardzo umiem je sobie wyobrazić.

Żyje pan w dziwnym dla mnie środowisku. W moim otoczeniu większość ludzi ma jednocześnie nauczanie KK w głębokich dolomitach (nieraz bardzo głębokich), a jednocześnie uczęszczają wzorcowo co niedzielę na nabożeństwa. Nie pojmuję takiego podejścia, ale jest ono udziałem właśnie 95% populacji wokół mnie. Jednocześnie jak ognia unikają jakiejkolwiek dyskusji która mogłaby zaburzyć sensowność ich stylu życia, stąd takie wnioski jakie panu opisałem. Wnioski i sugestie które pan mi tu wyciągnął są dla mnie kompletnie nie na temat, jakby z innej planety, innego środowiska? (mnisi w klasztorze?), tak na dobrą sprawę w ogóle trudno wyczuć, czy są indywidualne? czy ogólne?

ale ja dla przykładu nie mam z tym najmniejszych problemów - tak bywa, proszę się nie sromać i nie popadać w kompleksy - dla ułatwienia pojmowania podpowiem, że nie ma problemu z "utratą wiary" nikt, kto odwraca się od kościoła w sposób świadomy na podstawie swych przemyśleń i doświadczeń - z reguły dostrzega się wówczas, że mowy o żadnej "wierze" w przypadku wszystkich od niemowlęctwa indoktrynowanych owieczek być nie może, że to pojęcie puste, bez adekwatnego desygnatu - co najwyżej wypełniane przez kler i kościelnych ideologów opisami wytresowanych odruchów i powtarzaniem wyklepanych na pamięć formułek, ba, nawet przeżywane przez niektórych stany emocjonalnych uniesień sa niczym innym jak odruchem nabytym - Pańskie rady są w tym kontekście jałowe

Byłem przekonany, że dzieli się Pan opisem własnego stanu ducha, a to była próba opisania i racjonalizacji niezrozumiałego dla Pana stanu psychicznego innych ludzi. Zmylił mnie niewzruszenie asertywny tryb wypowiedzi, jakby czytał Pan w cudzych umysłach jak z otwartej księgi, bo ja w takiej sytuacji mówię ostrożnie, że "nie przeżywam takich stanów i nawet nie bardzo umiem je sobie wyobrazić" ;) Ale to nawet lepiej, bo mogę odwołać się do literatury, czyli wspólnej przestrzeni duchowych doświadczeń. Konkretnie do "Wiary oświeconych" Władysława Witwickiego, wybitnego psychologa i filozofa, pisarza, zasłużonego tłumacza Platona i w ogóle człowieka o nieprzecenionych zasługach. "Wiara", upraszczając nieco, jest napisana przez zdeklarowanego ateistę starającego się zrozumieć, dlaczego równie inteligentni jak on ludzie wydają się szczerze żywić przekonania jawnie sprzeczne z sądami, które KAŻDY inteligentny człowiek musi (jego zdaniem) uznać za oczywiste. Do jakich wniosków doszedł, to już streszczać nie będę, ale autor niejako upoważnia, żeby jego własne przekonania poddać podobnie psychologizującej interpretacji. Otóż Witwicki był wychowywany przez swoją zdewociałą ciotkę w atmosferze intensywnej, podszytej egzaltacją i strachem religijności. Jako dziecko wyjątkowo wrażliwe nie mógł się nadziwić, jakim cudem rodzina, przyjaciele i inni dorośli, z którymi się stykał, mogą być wierzącymi i praktykującymi katolikami, a jednocześnie żyć, jakby Sąd Ostateczny był jakąś abstrakcyjną perspektywą. Przerażało go, że stojąc (jak cała ludzkość) na wprost rozwartej paszczy piekła śmieją się, robią interesy i spokojnie jedzą po mszy niedzielny obiad, zamiast bezustannie modlić się i pokutować. No i ukuł później eleganckie i rzekomo wyjaśniające ten fenomen pojęcie supozycji. Kiedyś byłem skłonny uważać esej Witwickiego za wyjątkowo mocną i zjadliwą krytykę religii, którą w pojęciu autora może i był, ale z czasem zacząłem dostrzegać w nim niewyraźne przeczucie ogólniejszej prawdy. Tak jest - wszyscy żyjemy supozycjami! Jacques Monod, ateista absolutnie integralny, wprost twierdził, że życie ludzkie w wymiarze indywidualnym, społecznym i historycznym, z całym jego bólem i uciążliwościami, jest tak samo pozbawione sensu i kierunku, jak cokolwiek innego. Nic, tylko pójść na strych ze sznurkiem, a najlepiej w ogóle się nie rodzić. Ale on przeżył swoje życie twórczo, pięknie i momentami bohatersko (był ważną postacią w Ruchu Oporu). Za wkład w genetykę otrzymał Nagrodę Nobla, był nieprzeciętnym muzykiem i sygnatariuszem Manifestu Humanistycznego. Innymi słowy, żył tak, jakby kompletnie nie docierały do niego intelektualne prawdy, które sam przenikliwie formułował, i z tą oczywistą sprzecznością nigdy nie miał problemu. Może nie miał zdewociałej ciotki. Powtarzam i będę powtarzać: gdyby umysł był wystarczająco prosty, by go zrozumieć, bylibyśmy za głupi, żeby to zrobić. Z czego dla mnie wynika postulat pokory, szacunku i nie zakładania z góry, że myślący inaczej niż my muszą być głupi albo niemoralni. Pozdrawiam.

proszę też kota ogonem nie odwracać. Jeśli pan chodzisz do kościoła absolutnie pana za głupca nie mam, ale fakt, że podstawowym powodem przynależności do instytucji kościelnej jest właśnie "ubezpieczenie na zaświaty" jest absolutnie oczywisty. To widać, słychać i czuć. Dziesiątki razy zanim rodzina i znajomi przyzwyczaili się do mojej decyzji słyszałem dziwaczny argument "na wszelki wypadek, chodź do kościoła", z ukochanej dla pana literatury ten mega dziwny tzw. "Zakład Pascala" no i nawet tu na forum nieraz czytałem w sporach ateiści vs teiści argument o "godzinie śmierci" itp, itd. To jest tak oczywiste jak istnienie Słońca. Przywykłem, że seks i religia wymykają się logice i na ich podstawie nie mam zwyczaju oceniać ludzkiej ani inteligencji, ani wartości. Oczywistości mają jednak to do siebie, że jeśli są dla kogoś niewygodne, to udaje się, że one nieistnieją (ot takie wyparcie), lub po prostu z biegiem czasu człowiek tak do nich przywyknie, że ich nie dostrzega. ps1. pomiędzy ateizmem i religijnością w ujęciu tzw. "wielkich religii tego świata" jest jeszcze całkiem spory obszar, mało uczęszczany, ziejący pustką na skutek mordów dokonywanym na przestrzeni dziejów w "imię Boga", ale jest. Proszę mnie nie pytać o ten obszar, ale jeśli pan zechce, sam pan go znajdziesz. ps2. niejako z innej beczki, w odległej Japonii spory odsetek "nawróconych" na katolicyzm to ciężcy przestępcy, tradycyjne religie Japonii operują pojęciem karmy, zatem gdy uczyni się coś strasznego to konsekwencje tego tak czy siak jakoś w nas uderzą, katolicyzm oferuje spowiedź i pozbycie się odpowiedzialności, w ramach zadośćuczynienia za np. zamordowanego wystarczy się pomodlić i sprawa załatwiona.

czy to w drodze formalnej apostazji, czy przez oznajmienie krewnym decyzji, której skutki ich dotyczą (nie widzę innego sensu informowania bliźnich o swoich postanowieniach). Moim zdaniem rodzina przejęła się nie tyle Pańską utraconą pobożnością, co społecznymi skutkami duchowej przemiany. Może np. zrozumieli, że nie przyjmie Pan odtąd zaproszenia na żadną rodzinną uroczystość z oprawą religijną (chrzest, pogrzeb, pierwsza komunia itp.)? Świadczy o tym argumentacja, iż bez względu na wiarę - której przecież nie można wybrać lub odrzucić aktem woli, tak jak wybiera się pomiędzy swetrem a marynarką - związek z kościołem "przyda się" na coś. Proszę nie mieć im za złe kiepskiego doboru argumentów, ale też nie sądzić, że oni sami brali je śmiertelnie poważnie. To tak, jak straszy się niejadka Cyganami lub zapewnia, że z opróżnionej miseczki ucieszy się babunia w niebie. Z "zakładem Pascala" to też nie tak. Z punktu widzenia głęboko religijnego człowieka, jakim był Pascal, takie rozumowanie byłoby nie tylko absurdalne, ale oburzające. To raczej ćwiczenie logiczno-erystyczne i nic więcej. Znaleźć wierzącego na serio biorącego zakład Pascala jest równie trudno, jak trafić na szczerego wyznawcę pastafarianizmu. I oczywiście się nie obruszam ani nie dbam o to, czy ktoś mnie za głupca uzna, czy nie. Moja pokora wynika z postawy wobec rzeczywistości, a nie z braku asertywności ;)

Po prostu nie chodzę do kościoła sam z siebie, towarzysko się zdarza. Baaaa nawet apostazji nie złożyłem, się nie wpisywałem, to z czego mam się wypisywać? Jak przynależności do KK towarzyszyć będzie jakiś imienny podatek, wtedy się wypiszę ;p Z tą religijnością to pan idealizuje, większość populacji katolików prawie w ogóle nie zna Biblii, a o istnieniu Katechizmu Kościoła Katolickiego chyba nawet nie słyszeli. Moja mama ma poglądy typowe dla protestantów, ale uporczywie wpiera, że jest katoliczką, nie mam zamiaru wyprowadzać jej z błędu skoro jest w tym szczęśliwa. Niemniej nie ukrywam swoich poglądów, jak pytają odpowiadam, jak coś dziwnego wmawiają protestuję, powoli wszyscy przywyknęli. Teraz coś odnośnie pana, z tą pokorą sam się pan oszukujesz, pokora jest panu kompletnie obca, gdyby był pan pokorny, to by pan taki był, a nie wmawiał że jest, ot taki głos z zewnątrz dla otrzeźwienia (bez urazy), oczywiście proszę się moją opinią nie przejmować, noooo chyba, że jeszcze dziewięciu innych panu to samo powtórzy :)))

Wiara czy religijność w najmniejszym stopniu polega na akceptacji jakiegoś zbioru poglądów albo znajomości Biblii i katechizmu. Co zresztą wynika z tego ostatniego (polecam lekturę niedługiego, pierwszego rozdziału). Tak naprawdę, trudno Panu ocenić katolicką ortodoksję mamy, jeśli przypisuje jej Pan poglądy "protestanckie". Naprawdę nie wierzy w transsubstancjację, tylko konsubstancjację, jak ewangelicy augsburscy? Jeśli nawet, to i tak dużo bliżej jej do katolików niż do ewangelików reformowanych, których z luteranami różni teologicznie głównie ta kwestia ;) Chyba się i tak nie zrozumiemy, co na szczęście nie jest nikomu do szczęścia potrzebne. Za to wygenerowaliśmy ruch na forum i red. Radzik powinna być zadowolona ;) Pozdrawiam.

Różnica pomiędzy protestantyzmem a katolicyzmem jest jednak innego rodzaju, niż różnica pomiędzy dwoma "cudacznymi" wyrazami przez pana przytoczonymi, no i przeszedł pan sam siebie przypisując mojej mamie jakąkolwiek ortodoksję jednocześnie jej nie znając (ROTFL). Kolejną iluzją jest przekonanie, że te nasze wypociny kogokolwiek wprawiają w zadowolenie (poza nami samymi oczywiście), a już myśl, że wprawiają w zadowolenie panią red. Radzik to już zakrawa na megalomanię :) ale co mi tam, kim jestem by zabraniać panu tych iluzji z którymi najwyraźniej jest pan szczęśliwszy? Z jednym jednak z panem się zgodzę, KK jest totalnie obojętne w co wierni wierzą, co wiedzą(im mniej tym lepiej), czy cokolwiek czytają (najlepiej jakby w ogóle nie czytali), byle byli posłuszni lokalnemu przedstawicielowi, i rzucali na tacę, reszta jest im totalnie obojętna.

oczywiście, że gros baranków nawet nie słyszało o takim dziwactwie - co nie znaczy, że się do tej reguły nie stosują - a jakże, te same baranki chodzą do kościoła i płacą nań składki właśnie tylko dlatego - co mi zależy, dużo nie kosztuje a może na coś się przyda

Mialo byc Sacrum, autorytet moralny a okazalo sie, ze to monopol na Profanum – hipokryzje . Zeby jeszcze gratis a kupujemy za duze pieniadze. Czy dla wspolczesnego katolika ksiadz jest jeszcze takim autorytetem jak kiedys, watpliwe. Jak rowniez zapotrzebowanie na zinstytucjonalizowana religie jest juz coraz mniejsze, a skandale w KK na calym swiecie tylko umacniaja ten trend.

ba, żeby tylko - nie dość, że od wieków monopol, to jeszcze finansowe przywileje i państwowe dotacje - na ideiologiczną indoktrynację, od przedszkoli począwszy - na robienie ludziom wody z mózgu, mówiąc językiem potocznym

Sprawi, że będzie o tym się mówić, sprawi że duchowny przestanie być kimś komu się ufa wbrew wszystkiemu, bezwarunkowo. Sprawi, że nawet dziecko zacznie być czujne, owca czujna, gotowa do ucieczki, jest dużo trudniejszą ofiarą dla wilka, niż owca potulna i bezwolna.

w USA musialo co dzienj zbierac tace aby w koncu odda miliony za swoje naduzycia i znowu USA ucza nas demokracji. Podac konkretna liczbe, potem KTO i CO a potem juz w drodze laski tylko na kolanach do Amerykanskiej Czestochowy. U nas w Polsce jest to P Zuzanno niiiie mozliwe bowiem tu jest kraj szczycacy sie Prawem i Sprawiedliwoscia.I dlatego jako jedyny taki kraj na calym swiecie , gdy wszyscy sie juz ujawnia powie nam a teraz to sie juz przedawnilo ,zreszta ewentualnych winnych juz tak rozeslalismy po swiecie jak po 2 giej wojnie rozeszli sie nazisci i do dnia dzisiejszego smieja sie z nas.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]