Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gdzie ci mężczyźni

Gdzie ci mężczyźni

20.08.2018
Czyta się kilka minut
Czy rzeczywiście mężczyźni czują się mniej zdolni do przeżyć religijnych niż kobiety? Czy brak im w Kościele pola do działania i konkretnych celów?
K

Kościół współczesny nie magnetyzuje mężczyzn, lecz ich raczej odstrasza. (...) Co gorsze, niewielu duszpasterzy zdaje sobie z tego sprawę i niewielu wykazuje zaniepokojenie nieobecnością mężczyzn w Kościele” – powiedział (wtedy jeszcze) wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki podczas Archidiecezjalnej Pielgrzymki Mężczyzn i Młodzieży Męskiej w 2016 r. I stwierdził, że „winę za znikomą obecność mężczyzn w życiu kościelnym ponosi sam Kościół” (cytat za KAI).

Badania Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego pokazują, że kobiety niemal dwukrotnie częściej niż mężczyźni deklarują się jako osoby „głęboko wierzące” (26 proc.), częściej deklarują wiarę w Boga (90-93 proc.), rzadziej ateizm (1,1 proc. ­kobiet, 5 proc. mężczyzn). Zresztą widać to gołym okiem do tego stopnia, że ktoś (dowcipnie?) określił nasz Kościół jako „Kościół żeńsko-katolicki”....

4846

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo interesujący artykuł. Na pewno, nie zgodzę się z tezą cytowanego tu anonimowo "duszpasterza", jakoby mężczyznami kierował rozum, kobietami zaś emocje. (To właśnie takie stereotypowe stwierdzenia irytują sporą, jak sądzę, część pań. Mnie w każdym razie - owszem.). Może zatem odwrócić myślenie? Po co skupiać się na rzekomych różnicach w sposobie myślenia i percypowania świata. (Oczywiście, różnimy się! Ale podziały na linii: rozum/emocje, podobnie jak np. intro-/ekstrawesja, optymizm/pesymizm etc etc. to raczej kwestie stricte jednostkowe, osobnicze, nie przynależne płci). Może więc trzeba zrewidować sposób przeprowadzenie ANKIETY i analizy jej wyników. Moim zdaniem, kluczowym słowem jest tutaj: "deklarowanie". Cytuję: "kobiety niemal dwukrotnie częściej niż mężczyźni deklarują się jako osoby "„głęboko wierzące”" (26 proc.)...". Wartości "deklarowane" nie są koniecznie realizowanymi. Niewykluczone przecież, że sporą grupę mężczyzn nie deklarujących głębokiej religijności tak naprawdę stanowią mężczyźni ... głęboko religijni. Może to - idąc dalej - kwestia odmiennych, kulturowych definicji "religijności"? Kto wie, czy wysoki odsetek pań deklarujących głęboką religijność to nie wynik pewnych kulturowych wymogów? Inaczej mówiąc, społecznych oczekiwań, modeli i wzorców? Czy istnieje, na przykład, wzorzec Ojca Polaka, w który wpisana byłaby żarliwa wiara? A może czynnikiem budującym wyższy odsetek panów deklarujących ateizm jest inny kulturowy wzorzec - wzorzec buntownika? I dalej - czy to przypadkiem nie jest funkcją wieku? Czy ktoś sprawdził w jakim przedziale wiekowym mieszczą się ateiści? Idę o zakład, że większość stanowią ludzie młodzi. Deklarowany ateizm jest wszakże formą buntu. (Deklarowany - podkreślam). Chłopcy mają do wyboru cały, przepyszny szereg zbuntowanych bohaterów kultury masowej, kontestujących każde status quo, (wyrastających gdzieś jeszcze z tradycji romantyzmu). A dziewczynki? Bohaterki literackie, które wyłamują się ze społecznych oczekiwań, zwykle spotyka dotkliwa kara. Bohaterów - nimb chwały. Nie dziwmy się więc, że kobiety raczej nie deklarują buntu, którego wyrazem jest, między innymi, powierzchowny (na szczęście często nietrwały) ateizm.

Nie dziwię się irytacji z powodu takich mądrostek. Dziwne, że pochodzą z ust księdza, który powinien pokusić się o lepsze wnioski z Księgi Rodzaju. A wniosek może być taki: skoro Adam nie poszedł za głosem rozumu, gdy Ewa kusiła go owocem zakazanym, to jak miał za nim pójść po zjedzeniu owocu - po prostu zwiał w krzaki wstydząc się nagości przed Panem Bogiem, swoim stwórcą! To był dopiero zamach na rozum. I tak po dziś dzień facet zwiewa w "krzaki" bo wstydzi się swojej "nagości" - to właśnie typowy mężczyzna kieruje się podstawową emocją - strachem. Ale czasem Duch Święty już czeka w tych krzakach i facio przechodzi pozytywną przemianę duchową:)

Nie rozumiem........... "Bo w końcu są w Kościele mężczyźni głęboko religijni, są – i to zupełnie normalni – którzy poważnie się angażują w jego życie, i są kobiety, które – jak wyznają – w „tym” czy „takim jak nasz” Kościele nie mogą wytrzymać z powodów, które rzekomo zniechęcają mężczyzn, nie kobiety".

każdy jest inny i każdy żyje po coś i dla kogoś. I nasze życie ma cel (ten główny i kilka innych po drodze) i żyjemy "z kimś / dla kogoś" bo Kościół jest wspólnotą. Ktoś może być bardziej emocjonalny i nastawiony na cel i inaczej. To są wymiary a wartość "zero" oznaczałaby chorobę .

tyle ze za plecami swoich zon. To one zawsze jako pierwsze musza biec za Mistrzem ze slowami na ustach " byle bym ,sie tylko Jego plaszcza mogla dotknac,pozalic ze mialam juz siedmiu a ten obecny to tak na probe itd . One wszystkie zawsze jako pierwsze beda biec do Mistrza. Bo On taki ladniuski brzydkich slow nie mowi -jak moj stary, On czasem nawet przytuli i potem powie wracaj do niego bos slubowala. No i wraca pelna energii i nadziei na lepsze jutro . On widzac ja tak rozanielona po mszy od razu zazdrosnie patrzy myslac juz ze kocha nie tylko jego lecz takze nowego wikarego wiec po co MA ISC do tego kosciola gdzie ksieza rozkochuja nasze kobiety w sobie?

Dziwne to: każdy tu czyta co mu odpowiada.

Może i mamy „Mulieris dignitatem”, ale powiedzmy sobie szczerze, nic z niego nie wynika. Inaczej, raczej nie przekłada się w praktyce na pozycję kobiety w kościele. Problem braku zaangażowania mężczyzn i w ogóle ich coraz mniejszej reprezentacji w kościele, wcale nie ma podłoża ideologicznego ani teologicznego. Jest efektem myślenia pragmatycznego. Skoro kościół nie jest dla mnie wsparciem, nie tylko moralnym, ale i instytucjonalnym, to po kiego licha mam się angażować. Bo i zupełnie gdzieś się zagubiło w jego nauczaniu, a szczególnie w praktycznym promowaniu mężczyzny jako niepodważalnego autorytetu głowy rodziny. Dziś kobiety otwarcie egzekwują prawa do pełnienia roli przywódcy rodziny, a faceta sprowadza się do poziomu maszynki zarabiającej pieniądze. Kobiety się wyemancypowały, usamodzielniły i nie potrzebują nas jako mężów czy ojców. Biorą sprawy we własne ręce, wychowują same dzieci i nie są za to piętnowane. Dziś, facet by się tylko ośmieszył, gdyby poszedł do plebana poskarżyć się na niesforną małżonkę. Nawet w procesie przygotowań do uroczystości, takich jak I Komunia i podobnych, matki dominują i wykluczają wręcz ojców z zaangażowania, nawet gdy jakiś rodzynek się trafi, to traktują go z przymrożeniem oka. To jedna strona medalu. Mnie zadziwia sposób celebracji uroczystości kościelnych, odprawiania mszy. Rozumiem podniosły ton, ale w większości kapłani prowadzą celebrę jakby im ktoś w imadle kleszczył męskie precjoza, słuchać się tego nie da, czyżby im zupełnie odechciało się zwracać do wiernych głosem stanowczym, męskim, pewnym, nie znoszącym sprzeciwu, tylko tak w koło lelum polelum. No i chyba też należy wspomnieć o Zboczeńcach, dzień w dzień doniesienia, a to księżach, zakonnikach, zakonnicach. No do jasnej ciasnej, ja rozumiem, antyklerykalizm, nagonka medialna. Nawet gdyby 10% tych doniesień była prawdziwa, to i tak jest to katastrofa. I co, nie ma takiej siły, która by zrobiła z tym porządek. Może czas najwyższy wsadzać do więzienia biskupów za współudział, którzy ukrywają przed organami ścigania ten zboczony proceder. Może czas wydać jakiś okólnik dla duchownych, aby zaczęli korzystać z usług profesjonalistek, zamiast krzywdzić maluczkich. Jest jeszcze kilka prozaicznych przyczyn odsuwania się mężczyzn od kościoła, kolejną z nich jest zbytnia komitywa kapłanów z korytem, tym szeroko rozumianym, arogancja i wywyższanie się. Przykładowo w miejscowości gdzie mieszka syn, w kościele co 15 ninut z kiepskiej jakości skrzeczących głośników płyną głośne kuranty, wygrywające pieśni maryjne. Ludzie nie mają odwagi się buntować, przyzwyczaili się. W kościele pustki, a na tacy grosz marny, proboszcz nigdy by nie wpadł na to, że sam jest wszystkiemu winien. Bez pardonu wyznacza po nazwiskach do sprzątania itp, jedzie po wiernych jak po łysej kobyle, nawet na pogrzebie człowiek nie czyje się bezpieczny. Może kobiety, a w szczególności stare baby to rajcuje, facetów jakby trochę mniej - tak sądzę.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/po-tym-zabojstwie-przestalem-wierzyc-w-boga-czy-to-ksieza-zabili-roberta-wojtowicza/z882hme

To nie jest kwestia chodzenia czy niechodzenia do Kościoła. W tej sprawie Kościół ma jasne stanowisko, jest też przykazanie kościelne, którego naruszenie jest grzechem ( "w niedzielę i święta we mszy św. nabożnie uczestniczyć"). Natomiast pytanie: co oznacza angażowanie się... czy zawsze musi to być chodzenie do różnych grup i wspólnot (nie mam nic przeciwko nim, ale jakoś większe zaufanie mam do mężczyzn, którzy jakoś nie są nadgorliwi. I nie jestem zwolenniczką, żeby było głośno, żeby krzyczeć z ambony - w ogóle nie lubię krzyku. Przykazania są dość klarowne: tak, albo tak. Mnie niepokoi coś innego: wydaje mi się, że niektórzy duchowni są dość daleko od realiów codzienności,

Podziwiam tych tych duchownych, którym przykazania są niepotrzebne, bo - jak mówią - mają jedno przykazanie. I mówią, że tylko ono im wystarczy. Ja potrzebuję wszystkich.

nie podziwiał

A jednak, podstawowym przykazaniem, na które wskazał sam Zbawiciel jest przykazanie miłości wobec Boga i bliźniego ("... będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego"). A jaka jest prawdziwa miłość, to z kolei mówi św. Paweł. Przestrzeganie tych zasad w zasadzie wystarcza żeby być uczciwym, dobrym człowiekiem. I dobrym katolikiem także. :)

W głowę zachodzę, co trzeba myśleć, aby przy refleksji na temat mężczyzn w kościele, nie przywołać kopernikańskiej zmiany, jakiej KK dokonał w konstrukcji małżeństwa katolickiego, a w ślad za tym w regulacji ról kobiety i mężczyzny oraz w konstrukcji relacji zachądzącej między kobietą i mężczyzną. Słoń stoi na środku składu porcelany. Wokół gimnastykują się różni duchowni, "w poszukiwaniu przyczyn zbitej zastawy". Może to temperatura? A może wiatr? Rozważaniom i ubolewaniom nie ma końca. Absurd i szaleństwo czyli myślenie feministyczne.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]