Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Obrona demokracji przed obywatelami

Obrona demokracji przed obywatelami

– politolog
11.08.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 28 / 2018
T

Tekst Klausa Bachmanna pt. „Plebiscyt dla samobójców” potwierdza, że wielu zwolenników liberalnej demokracji, mimo ich deklaratywnej sympatii dla społeczeństwa obywatelskiego, nie wierzy lub nie chce przyznać, że obywatele są zdolni do świadomego głosu w referendum („Propagując demokrację bezpośrednią, demokraci zakładają na siebie pułapkę”). Ten pesymizm co do ludzkiej natury, połączony z czymś, co nazwałabym „antypartycypacyjną prześmiewczością”, nie pozwala na rozważenie demokracji bezpośredniej jako sposobu zamanifestowania przez obywateli ich wolności politycznej, np. sprzeciwu wobec pomysłów rządu.

Zamiast tego jest „nie” dla referendów, uzasadniane nie tylko ryzykiem manipulowania obywatelami przez polityków, lecz przede wszystkim zarzutami ze strony przeciwnej: z subiektywizmu i indywidualizmu obywatela, czyli z tego, co liberalizm dowartościowuje. W tej antyreferendalnej krytyce subiektywizmu znamienne są zwłaszcza te zdania: „Połączenie »demokracji dramatu« z demokracją bezpośrednią pozwala na likwidację demokracji demokratycznymi metodami. (...) Dedykuję to prezydentowi RP i wszystkim tym, którzy uważają, że skomplikowane, wymagające kompromisów problemy polityczne, od aborcji przez in vitro aż do uchwalenia nowej konstytucji, można łatwo rozwiązać za pomocą referendów”.

Sądzę, że referendum o konkretach (co względnie planował prezydent Duda) antagonizuje mniej niż poddanie pod głosowanie całej konstytucji, pisanej bez udziału obywateli. Buduje poczucie realnej wspólnoty jednostek. W Szwajcarii rzadkie są antagonizujące narracje (lud vs. elity, patrioci vs. zdrajcy), bo referenda odbywają się tam w dziesięciu sprawach rocznie (jak np. ulgi podatkowe), a nie raz na 15 lat w sprawie tak ogólnikowej jak wejście do UE.

Narracja Bachmanna przypomina tekst ks. Józefa Tischnera z 1991 r. pt. „Ludzie z mrokiem w sercu”: „Czy zastrzeżenia [do referendum ws. aborcji] nie są jakimś podważeniem zasad demokracji? (...) [Jednak] w parlamentach zasiadają ludzie, którym dobro wspólne narodu jest bliższe, którzy widzą całość problemu, nie są związani zbyt mocno ciasnym, osobistym interesem, którzy mają obowiązek przez prawa wychowywać naród”. Widać, że obaj autorzy są przeciwni referendom w konkretnych kwestiach dlatego, że rzekomo złe jest patrzenie przez obywateli i z perspektywy własnych doświadczeń i wyobrażeń („ciasny, osobisty interes”).

U obu autorów prawdziwą „demokracją” nie jest sprawczość obywateli, lecz jakiś komponent „wychowawczy”. U Tischnera Sejm, a u Bachmanna zbitka: „Unia Europejska, przestrzeganie zasad praworządności, praw człowieka i demokracji”. Tylko czym one są, skoro zasadą ich ochrony ma być strzeżenie ich przed wolnością polityczną obywateli? Niestety dzisiejsza „obrona demokracji” często bywa obroną przed obywatelami.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

powtórzyłby dzisiaj swoje wyznanie wiary w demokrację przedstawicielską ;) Obecny pesymizm co do natury ludzkiej żywiony przez tych, których lud uwolnił od ciężaru wychowywania go poprzez prawa, jest tym większy, im większy uprzednio był ich optymizm. Niech mi będzie wybaczone odwołanie się do własnego, dawniejszego komentarza na forum TP: https://bit.ly/2ODOh7W. A i z „antypartycypacyjną prześmiewczością” też już nie całkiem tak, odkąd śmiech i irrewerencja przestały być domeną "oświeconych". Dzisiaj nawet jakby się dawne role odwróciły. Poza tym pełna zgoda z Autorką. Pozdrawiam.

Liberalna demokracja nie jest ideologią wymyśloną przez teoretyków. Powstała z doświadczeń "oddania władzy w ręce mas". Jej konstytucyjny charakter z różnymi ogranicznikami "woli ludu" jest odpowiedzą na szaleństwa 20wieku. Nikt tego nigdy nie ukrywał. Obecne próby "oddania władzy w ręce ludu" to nic innego jak rozmontowanie zabezpieczeń przed uzurpacją władzy, czyli to przed czym od wieków przestrzegają ludzie przytomni, czego pragną tyrani i co raz na pokolenie musimy przeżyć, aby zrozumieć że nikomu nadmiernej władzy powierzac nie wolno, polityków trzeba cząsto zmieniać, prawo ma za zadanie ograniczać wolę polityczną itd. Przykład Szwajcarii jest nieadekwatny, bowiem ten mały kraj to związek wielu kantonów z osobnymi prawami, które wszystkie na raz trudno pogwałcić a system polityczny wymusza współpracę partii, bowiem zagwarantowane prawo do współwładzy mają również przegrani w wyborach.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]