Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pokusy Boga

Pokusy Boga

23.04.2018
Czyta się kilka minut
O. JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI OP: Wiara nie jest podpisaniem umowy, w której wszystkie warunki są określone. Czasami jest zgodą na dramat, który – jeśli go zaakceptujemy – może okazać się oczyszczający.
Caravaggio  „Ofiarowanie Izaaka” (1596),  kolekcja prywatna / DOMENA PUBLICZNA
Caravaggio „Ofiarowanie Izaaka” (1596), kolekcja prywatna / DOMENA PUBLICZNA
A

ARTUR SPORNIAK: Czy Bóg wodzi nas na pokuszenie?

O. JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI: Co to znaczy „pokuszenie”? Łacińskie tentatio jest odpowiednikiem greckiego peirasmon, które w dosłownym tłumaczeniu znaczy „doświadczenie”. Chodzi więc o sytuację próby, która oczywiście może też być pokusą. Jezus był kuszony przez szatana, który przedstawiał Mu pewne propozycje. Ale Biblia mówi także o tym, że lud wybrany kusił Boga na pustyni żądając jedzenia. „Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła” – woła Bóg słowami Psalmu 95.

Czy pokusa nie jest próbą polegającą na nakłanianiu do zła?

To jedno ze znaczeń. We wstępie do Księgi Hioba mamy obrazowo przedstawioną debatę teologiczną – oto do tronu Bożego podchodzi także szatan, który w...

15956

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tomáš Halík (być może pod wpływem Eckharta) pisze o traktowaniu przez nas Boga jako sprzętu AGD, który ma spełniać nasze potrzeby i który irytuje nas, kiedy nie działa tak, jakbyśmy chcieli (w myśl zasady "do ut des" - pomodliłem się/zrobiłem coś dobrego, oczekuję, że spełnisz moje życzenia).

mistyki św. Jana od Krzyża, który w formule "ciemna noc wiary", opisuje doświadczenie "całkowitego ogołocenia" i "duchowej pustki"-zanim dusza ludzka wejdzie w oczyszczoną relację z Bogiem. Bo bez tego doświadczenia, to można i przez całe życie religijnie praktykować i "chodzić do kościółka", tak jak się chodzi do obory-żeby nadoić sobie emocjonalnego mleka z wizerunkowej "bozi".

Po kilkunastu wiekach względnego spokoju kościół zdał sobie sprawę z absurdu fragmentu jego pierwszej modlitwy i jak zwykle w takich przypadkach drogą karkołomnych i naciąganych reinterpretacji udaje, że się nic nie stało. No nic się nie stało faktycznie, ciemny lud wszystko kupi. Rozmowa z o. JAK to dosyć typowy przykład udowadniania, że białe nie jest białe, pokusa to nie pokusa, a na religii od pokoleń nie uczyli tego, czego uczyli. W pewnym sensie rozważania o.JAK przypominają sytuację twórcy z gatunku fantasy, co też w sposób nieskrępowany może dawać upust swej wyobraźni.

Ale zarówno Schweinehund(konsumpcjonizm), jak i New Age(ezoteryka), wychodzą już z mody, a Chrystus (Super-Star) jest znowu na topie. Więc stary hit Modlitwy Pańskiej watro odświeżyć

pierwsze słyszę

a i tak głupim umrze(ale w zaświatach się douczy...)

Prawdę mówiąc, drażnią mnie podobne dywagacje. Nie jestem znawcą świętych pism, nie znaczy to, że nie próbowałem przebrnąć przez teksty, do których się w wywiadzie odwołujecie. Rozumiem nawet dlaczego jeszcze do niedawna zabraniano czytać laikom Pismo Święte. Jest ono pełne sprzeczności i ułomności, jeśli je dyktował prorokom Bóg, to ja bardzo przepraszam, ale za wiele mi tu nie gra. Pisma te powstawały ręką ludzką z całym bagażem ludzkiej ułomności. Dyskutowanie o ich treści w kontekście dowodowym, wyciągając w związku z nimi daleko idące wnioski jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Bo jak pogodzić katechizmowe określenie Boga jako istoty nieskończenie doskonałej i wszechmogącej w zestawieniu z przedstawianym w pismach bogiem zazdrosnym o innych bogów, robiącym ludziom przeróżne psikusy, choćby w postaci cudów. Może i dla teologów to się kupy trzyma, ale mnie to tylko burzy świat, który poukładali mi rodzice, doświadczenie życiowe i otaczająca rzeczywistości. Proście a będzie wam dane, a za chwilę - ojciec wie czego wam trzeba. To jak to jest w końcu, da się załatwić z Bogiem to i owo, czy i tak będzie co być musi. „Jednak wolę postrzegać tę opowieść w poetyce greckiej tragedii niż psychologicznych rozważań.” I tego się trzymajmy, bo pisma uduchowione są odzwierciedleniem stanu umysłu ich autorów. Bardzo bym chciał wiedzieć, albo nauczyć się, zdobyć taką umiejętność, odróżniania kiedy przemawia do mnie Bóg a kiedy robi to Szatan. Bardzo bym chciał wiedzieć kiedy ktoś mówi mi prawdę, a kiedy kłamie i oszukuje. Umiejętność dostrzeżenia manipulacji, zła, dobra. Nic nie jest ostatecznie oczywiste, ani teraz, ani nigdy przedtem. Bardzo cenię naszego Papieża, ale w kwestii zmiany w modlitwie „Ojcze Nasz” zupełnie się z nim nie zgadzam. Przyjęliśmy, że tej modlitwy nauczył nas sam Chrystus, być może została ona kiepsko przetłumaczona, ale tak kiepsko odczytywanych i tłumaczonych pism, przekazów mamy bez liku. Gdyby było inaczej teolodzy byliby do niczego niepotrzebni. Zmiana tej modlitwy nie uczyni nas lepszym, a dla bezmyślnie klepiących zdrowaśki, to tylko dodatkowy kłopot. Znając życie to tych klepiących bezmyślnie jest zdecydowana większość, im należy się wyrozumiałość.

Jest taka scena w tym filmie, gdy jezuicki misjonarz o. Gabriel(Jeremy Irions), bedąc już na terytorium indian Guarani, zaczyna grać na oboju składną melodię, która zwabia grupę tubylców. Początkowo są zasłuchani, ale jeden z nich(wódz) wyrywa misjonarzowi instrument z ręki i go łamie. Inny zaś podnosi połamane części z ziemi i podaje go Gabrielowi z powrotem prosząc o kontynuację. A ten gra na "zmodernizowanym" instrumencie, a dzięki muzyce, misja u Guarani przynosi efekt wiary: "demony natury" ustępują miejsca łasce od Boga i w samym środku amazońskiej puszczy pojawia się krzyż... Depozyt wiary w tradycji pokoleń, jest jak instrument, z którego możemy zrobić różny użytek (lub nieużytek)

w sam raz na poranne roraty dla nieprzytomnych nieletnich

katechezą, że róbta co chceta, to raczej przytomnie odbiorą tą opowiastkę

już sama alergia na Owsiaka to paskudna przypadłość, łączenie go z alkoholem i narkotykami jest po prostu podłe - na porannych roratach dzieci z niedospania są najzwyczajniej w świecie nieprzytomne... na marginesie, za każdym razem, kiedy spotykam się z podobnymi jak przez Pana zaprezentowana postawami czuję rosnące obrzydzenie do polskiego kościoła katolickiego i efektów jego indoktrynacji ideologicznej

niefortunnymi wypowiedziami osoby publicznej, które podchwytywane jako bon mot przez media, stają się przedmiotem swoistej indoktrynacji-szczególnie młodych ludzi. I pewnie w tym więcej winy mediów, jak samego p. Owsiaka, który być może roztropnością nie grzeszy, ale dobrej woli mu nie odmawiam. A Szanownemu Panu doradzam swoistą szczepionkę na alergię wobec kościoła katolickiego(czy w ogóle chrześcijaństwa), bo stworzenie sterylnego środowiska Jedynie Słusznej Opcji(laickiej?), kosztowało już życie milionów ofiar ideologicznych czystek.

Niezwykle malownicza to ilustracja, obraz tego jak nieoczekiwane efekty może przynieść dokonanie pewnej zmiany w przełamaniu utrwalonych nawyków. Jak już jesteśmy przy uświęcaniu naszą religią prymitywnych ludów, i owoców jakie to przyniosło, to warto przyjrzeć się faktom, a nie skupiać się na artystycznym przekazie. Nie wątpię w szlachetność pobudek misjonarzy nawracających „ludy prymitywne” Niestety biały człowiek niczego nie robi bezinteresownie. Takie misje kosztują i zazwyczaj sponsorowane są przez korporacje. Misjonarze gdy dotrą do swych „ofiar” burzą ich tradycyjny system wartości, niszczą relacje i hierarchie w grupie. Stare wierzenia plemienia nie są w stanie konkurować ze zdobyczami naszej cywilizacji. Narzucenie naszego systemu wartości niszy w nich wiarę w samych siebie. Stają się powolnymi marionetkami, oddają to co mieli najcenniejszego, własną ziemie i wolność za garść ryżu, butelkę wódki…. Mam duże wątpliwości, czy ten postawiony w dżungli krzyż jest symbolem wiary czy ich porażki życiowej. Jest w internecie wiele vlogów ludzi samotnie wędrujących po świecie, pokazujących go nam takim jaki on jest w rzeczywistości, bez kolorowania i ściemniania. W jednym z nich, podróżnik odwiedzając wioskę w dżungli, napotyka na zamieszanie. Przyjechał pastor z workiem ryżu, dziś wszyscy są protestantami - powiada, Za tydzień może przyjedzie z workiem mąki misjonarz katolicki i też cała wioska będzie katolicka. Jakie znaczenie ma jeden wers w modlitwie, skoro całość niespecjalnie kupy się trzyma.

a nawet jest pewna forma współpracy, bowiem ta praca rzuca rzeczywiście ewangeliczne wyzwania-zorganizowanie podstawowej opieki lekarskiej, wprowadzanie cywilizacyjnych ułatwień życia, elementarna edukacja dla dzieci-tu misjonarze różnych konfesji z reguły współpracują ze sobą, dążąc do jednego celu. Ale także na gruncie teologicznej "teorii"-propozycja ujednolicenia ewangelicznego nauczania, która ponad 100 lat temu padła za strony protestanckiej(luterańskiej), dała podstawę ruchowi ekumenicznemu, który w kościele rzymskokatolickim znalazł akceptację po II Soborze Watykańskim. Czy chrześcijaństwo niszczy "identyfikację" tubylców? Być może, ale raczej więcej daje, niż zabiera. Daje postęp technologiczny i nową moralność opartą na łasce Boga objawionego. W filmie "Misja" indianie Guarani na wieść o likwidacji ich "redukcji", odpowiadają, że nie chcą wracać do starego(przedchrześcijańskiego) "świata demonów"-misjonarze przynieśli nie tylko materialny dobrobyt cywilizacji, ale poczucie głębszego sensu ich życia, pokazując objawioną relację człowieka z Bogiem. Zaś problem niewolnictwa kolonizowanych ludów, jest bardzo złożony: było to(jest) zjawisko wbrew istocie chrześcijaństwa i wbrew stanowisku Kościoła-przede wszystkim rzymskokatolickiego, który najwcześniej wystąpił w obronie praw tubylców. To m.in. pokazane w filmie "Misja" redukcje (tu jezuickie), były formą przeciwstawienia się niewolnictwu, na jakie byli narażeni miejscowi. I to właśnie w imię "oświeconego postępu" w duchu laickim, likwidowano te redukcje, a tubylcy pozbawieni kościelnej opieki, padali łupem "cywilizacyjnej" ekspansji. Ale i tak ta ochrona przyniosła widoczny efekt, skoro dziś "katolicka" Ameryka Łac. jest także Ameryką ludności tubylczej (przemieszanej z przybyszami). Tymczasem "protestancka" Ameryka Płn., to dziś przeważnie europejscy przybysze w pozycji "właścicieli" i sprowadzeni z Afryki niewolnicy, którzy nawet po 150 latach od abolicji, nie uzyskali realnie pełnych praw społecznych; zaś miejscowi indianie zostali prawie doszczętnie wytępieni-i imię "postępu" rozumianego w sposób laicki. Choć ostatnio wyrównuje to masowa emigracja latynosów do USA...Ponad 1000 lat temu Słowianie między Odrą a Bugiem, też utracili "tożsamość" na skutek chrystianizacji. Ale zyskali stałe siedliska, bowiem z pół-koczowniczego rolnictwa wypaleniskowego, przeszli na stałe osadnictwo dzięki benedyktynom, którzy ich nauczyli płodozmianu, orki odkładnicowej i merkantylnego rolnictwa. Także pojawił się kościół we wsi i powstała wioskowa kapela wyposażona w bogatsze instrumentarium-co dało podstawę do intensywniejszego życia wspólnotowego na wsi, która z czasem dała początek miastu...

ale na początek prosze spróbować eksperymet myślowy przeprowadzić - wyobrazić sobie siebie samego w roli chrześcijańskiego tubylca poddanego intensywnej misji nawracania na wiarę dajmy na to Majów, przymusowo, do tego na wstępie etykieta leniwego głupka wytatuowana na czole, eksmisja z własnego domu i zakwaterowanie w namiocie w obozie dla leniwych chrześcijańskich głupków; jeśli nie zemrze w pół roku z głodu albo na cholerę i nie zostanie sprzedany do pracy na plantacji koki, jako bonus zalicza Pan kurs uprawy kukurydzy, oprawiania węży i obietnicę Majowego nieba - i co, lepiej widać z tej perspektywy? ✚✚✚ z daleka obłudą i hipokryzją cuchną te wszystkie mętne tłumaczenia o niebywałych korzyściach, jakie chrześcijanscy zbrodniarze i grabieżcy przynieśli tubylczym ludom na całym świecie - i to nie tylko w historycznym kiedyś, chrześcijańskie placówki jeszcze w XX wieku, czy to w Kanadzie czy w Australii okrutnie traktowały tubylcza ludność - misjonarze zabierali wolność, wiarę, tradycję, kulturę - zostawiali podatki, wódkę, choroby, no i płodozmian, jasne, by wydajniej mogli ryć na klasztornych polach - bez niego w ogóle aż dziw, że jakoś udawało się wcześniej tym pogańskim durniom przeżyć

"...caly sens wezwania z Modlitwy Panskiej: Panie,prosze,nie wystawiaj mnie na probe..." wyjasniony po serii artykulow dot. interpretacji Pater Noster w znanym wierszu na 2 rozne sposoby w Ewangelii zapisanym. Mam w takim razie pytanie do Sz.Ojca Czy moglbym modlic sie do Boga Ojca bez tego "NIE" ? ; a wiec wprost ...wodz mnie na pokuszenie a ja i tak Ci udowodnie ze dobiegne do mety, oczywiscie za Twoim blogoslawienstwem ,czyli bez mego nieustannego EGO.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]