Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pożegnanie Tytana

Pożegnanie Tytana

04.04.2018
Czyta się kilka minut
2 kwietnia w nocy, we śnie, odszedł od nas Zbigniew Łapiński. Zbyszek. Łapa. Akompaniator, muzyk, kompozytor. Postać i autorytet.
Zbigniew Łapiński, 2015 r. / GRAŻYNA MYŚLIŃSKA / FORUM
Zbigniew Łapiński, 2015 r. / GRAŻYNA MYŚLIŃSKA / FORUM
L

Los sprawił, że w oczach świata zastygł niczym na okładce płyty „Mury w Muzeum Raju” tria Gintrowski – Kaczmarski – Łapiński, jednak dla środowiska zajmującego się piosenką autorską, poetycką, „nieobojętną”, był jednym z Tytanów, na których barki musisz się wspiąć, zanim stworzysz coś własnego.

Był Zbyszek akompaniatorem i muzykiem niezwykłym, to dzięki niemu trio w składzie trzy głosy, dwie gitary klasyczne i fortepian nie brzmiało jak podrzędny kabarecik, tylko jak bez mała Iron Maiden czy Metallica – furia głosów, cwałująca gitara Kaczmarskiego, szeroko grane „łopaty” Gintrowskiego dyscyplinowane były fortepianem Łapińskiego, który z jednej strony kładąc potężne akordy, z drugiej dogrywając inkrustacje, sprawił, że gnali niczym pociąg pancerny „rozpieprzający komunę w drebiezgi”. Był kompozytorem niezwykłym, ponieważ stojąc u boku dwójki wybitnych melodyków potrafił usunąć się w cień i stworzyć dla ich kompozycji odpowiednie środowiska muzyczne. Jednocześnie odciskając tam, gdzie trzeba, własny ślad kompozytorski: piekącym sarkazmem „Czerwonego autobusu”, galopadą „Samosierry”, tanecznym pląsem „Roku 1905” czy tkliwą słodyczą „Wigilii na Syberii”.

Bardzij żywy niż legenda

Trudno docenić, jak wiele dawały nam spotkania z Nim na scenie czy – a zwłaszcza – poza nią, gdzie jawił się jako szorstko ciepły, sarkastycznie czuły, piekielnie złośliwy komentator, który właściwie nie musiał nic mówić, kosym spojrzeniem czy pobłażliwym grymasem potrafiąc wyrazić, co sądzi o danym wykonawcy czy zjawisku. Był prawdziwie niedzisiejszą Postacią – odważną, bezkompromisową, zdolną do wygłaszania sądów niepopularnych i niewygodnych. Choć szybko skracał dystans, nie stawał się bynajmniej żadnym bratem-Łapą, nie miał w sobie nic z franciszkańskiego spokoju, w jego egzotycznej urodzie Greko-Ormianino-Żyda, w wyrazistej gestykulacji, w głosie pełnym pasji, była ciągła gotowość do sporu o kwestie istotne, o każdą linijkę, każdą nutę. Z jego losu przebijała nauka, nadzieja, że można przekuć własne demony w dobro, w energię, w pracę – czego dowodem płyty nagrywane nie tylko ze wspomnianym triem, ale także współpraca z Czerwonym Tulipanem, Mirosławem Czyżykiewiczem, Grzegorzem Tomczakiem czy Kubą Sienkiewiczem. Co ważne – każde z Nim zetknięcie dawało możliwość obcowania nie tylko z żywą Legendą (co zdaje się trochę Zbyszka bawiło, bo jeśli już, to bardziej czuł się żywą niż legendą), ale także z Żywym Człowiekiem, z Zawodowcem, dla którego koncert był nie tyle wykwitem artystycznej wrażliwości, co robotą, którą należało wykonać rzetelnie i uczciwie. Przebijała w tym jakaś inżynierska etyka profesjonalisty – był w końcu absolwentem Politechniki Warszawskiej – i piekielna pracowitość, gdyż skoro już widz chce poświęcić swój czas, daj mu 500 procent mocy.

Dla tych, którzy byli jego „kolegami z pracy”, nie była zatem zaskoczeniem wieść o wylewie, który przeżył w 2005 r. Po wylewie zniknął, zaszył się, zbierał siły, wreszcie znów zaczął grać, pracować, nawet po operacji serca walcząc o własną twórczość, otwarcie wyrażając niezgodę na to, że piosenki zaproponowane w przemyślanej przez niego formie pojawiają się jako wydumane eksperymenty, mające przynosić korzyść domniemanym rewelatorom. Jak to ujął w oficjalnym komentarzu, zamieszczonym na stronie internetowej: „Moja wieloletnia przyjaciółka powiedziała, że jeśli będę zabraniał wykonywać swoje utwory w cudzych aranżacjach, moja muzyka zginie. Nie zgadzam się z takim podejściem. Uważam, że mam prawo jako twórca walczyć o to, aby moja muzyka była przekazywana ludziom w takiej formie, w jakiej ja chcę, ponieważ bardzo często dzieje się tak, że cudze pomysły moją muzykę okaleczają. Wolę, aby moja muzyka była wykonywana w odpowiedniej formie w mniejszym gronie odbiorców, niż była upubliczniana masowo w formie, która tę muzykę okalecza. Nie zależy mi na tak pojętej popularności. Jeśli moja muzyka ma przetrwać, to na pewno nie dlatego, że ktoś pozmienia moją twórczość, lecz dlatego, że pewien rodzaj wrażliwości, który w niej jest, trafi do ludzi, którzy w podobny sposób odczuwają rzeczywistość”.

Bardzo nam Ciebie będzie brak, Zbyszku.

Galeria zdjęć
  • Zbigniew Łapiński, Jacek Kaczmarski i Przemysław Gintrowski pozują do plakatu i okładki płyty „Mury w Muzeum Raju” / FOT. PIOTR KLOSEK/FOTONOVA / EASTNEWS

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Poeta, muzyk, kompozytor, śpiewający autor, recenzent muzyczny, felietonista i krytyk literacki, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Zadebiutował w 1992 roku na 28. Studenckim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

do głowy by nie przyszło im ani żadnemu z nas, że po niemal 40 latach poprawiać po nich będa Kryże, Piotrowicz, Jach... chociaż zaraz, zaraz, Jacek coś na ten temat chyba napisał? razem wyśpiewali?

Kary nie będzie dla przeciętnych drani, I lud ofiary złoży nadaremnie. Morderców będą grzebać z honorami Na bruku ulic nędza się wylęgnie. Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal - W słońce i kłamstwo wierzą ludzie prości. Niedostrzegalna szerzy się zagłada, A wszystkie ręce aż lśnią od czystości. Handel, jakich nie było, z chciwością się zmaga, Na gorycz popytu, na zdradę cen nie ma. Uczynków złych i dobrych kołysze się waga Z pełnymi krwi szalami obiema. Nieistniejące w milczeniu narasta, Aż prezydenci i gwiazd korce bledną, Coś się na pewno wydarzy - to jasne, Ale nam wtedy będzie wszystko jedno…
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]