Reklama

Co widać, a czego nie?

Co widać, a czego nie?

15.06.2020
Czyta się kilka minut
Pojęcia pojawiające się w tegorocznym haśle festiwalowym są inspirujące dlatego, że mimo pozornej oczywistości, skłaniają do namysłu, który może nam pomóc w innym ujęciu własnego doświadczenia.
ELI REED / MAGNUM PHOTOS / FORUM
S

Swoją ostatnią, niedokończoną książkę Maurice Merleau-Ponty zatytułował „Widzialne i niewidzialne”. Percepcja, sposoby patrzenia, możliwość objęcia zmysłami otaczających nas rzeczy – wszystko to zajmowało go przez dziesięciolecia. Jednak właśnie ta praca, wydana pośmiertnie przez Claude’a Leforta, wydaje się najważniejszą jego refleksją na temat relacji łączącej człowieka z widzialnym światem.

Gdy tylko otwieramy oczy – pisze w pierwszych zdaniach filozof – rodzi się w nas przeświadczenie, że bez trudu zdołamy dotrzeć spojrzeniem do świata, że jest on tym, co widzimy. Uważamy to za oczywiste i niepodważalne. Wspomniane przekonanie wyrasta z głębokiego podłoża świadomości, na którym odkładają się opinie organizujące nasze życie. Wystarczy jednak, że zadamy kilka pytań – kim jest to „my”, co to jest „świat”, co to jest „rzecz”, a przede wszystkim, czym jest to „widzieć” – a wkroczymy w labirynt, w którego krętych korytarzach napotkamy jedynie sprzeczności. Jako pojęcia „widzialne” i „niewidzialne” są inspirujące właśnie dlatego, że mimo pozornej oczywistości, odsłaniają liczne trudności, skłaniają do namysłu, który może nam pomóc w zupełnie innym ujęciu własnego doświadczenia.

W innej części książki Merleau-Ponty przytacza anegdotę. Spacerując pewnego dnia po plaży, odniósł wrażenie, że w oddali widzi kawałek drewna wypolerowany przez morską wodę. Gdy jednak podszedł bliżej, zorientował się, że to ilasta skała. Co się wydarzyło? Pewnie większość z nas uznałaby, że filozof zweryfikował błędne wyobrażenie o pewnej rzeczy. Od wrażenia przeszedł do właściwego rozpoznania. Od widzialnego przeskoczył do niewidzialnego, które początkowo skrywało się przed jego wzrokiem za zasłoną pozoru.

Jednak Merleau-Ponty opisuje tę sytuację w inny sposób. Podobne zdarzenia – przekonuje – powinny nam uświadomić, jak krucha jest tkanka realności. Nie jest wcale tak, że w konfrontacji ze światem przechodzimy od złudzenia do prawdy. Nigdy nie udaje nam się do końca zedrzeć kotary, która przesłania świat. Od jednego złudzenia przeskakujemy do drugiego, co oznacza, że w każdej chwili coś widzimy i zarazem czegoś nie widzimy, że widzialne i niewidzialne są ze sobą splecione i to właśnie ów splot wyznacza granice naszej ­percepcji. ­Według francuskiego filozofa taka jest metafizyczna zasada naszego bycia w świecie.

Istnieje jeszcze zasada społeczna, która również determinuje nasz sposób postrzegania. W „Ramach wojny” Judith Butler pisze, że rzeczywistość zawsze umieszczamy w jakimś kadrze. Jego szerokość zależy nie tylko od naszych indywidualnych predyspozycji, ale także od warunków społecznych, w których funkcjonujemy. Jeśli codziennie słyszymy, że pewne obszary świata powinniśmy ignorować, jeśli zapuszczanie się w niektóre rejony jest zakazane, to nasza percepcja ulega zawężeniu. Dotyczy to nie tylko relacji z rzeczami, ale przede wszystkim z innymi ludźmi. Jednych widzimy, drugich nie, jedni są widzialni i słyszalni, drugich spycha się ze sceny i zagłusza, życie jednych uważamy za warte troski, los innych jest nam obojętny.

Znakomitą ilustrację tego mechanizmu znajdujemy w „Naszym wspólnym przyjacielu”, ostatniej dokończonej powieści Dickensa. Jeden z bohaterów, Rogal Riderhood, jest ignorowany przez lokalną społeczność. Pracuje jako wodniak (pływa czółnem po rzece i wyławia z niej trupy samobójców). Uchodzi za wyrzutka; wszyscy próbują się go pozbyć. Dopiero gdy ulega wypadkowi, gdy na chwilę staje się bezbronny, uznają jego życie za warte opieki. Ale kiedy ­Riderhood odzyskuje przytomność, znów się od niego odwracają, dosłownie zamykają oczy, by go nie widzieć, by nie zajmować się dłużej jego żywotem.

Czy nie przypomina to naszego stosunku do uchodźców lub mniejszości? Możemy ich widzieć z naszego okna, możemy obok nich przechodzić każdego dnia, co wcale nie oznacza, że pojawiają się w granicach naszej zawężonej percepcji. Z łatwością, niemal odruchowo eliminujemy z pola widzenia to, co z różnych powodów wydaje nam się niewygodne, co wywołuje w nas uczucie dyskomfortu (bo jest inne, nowe, niejasne...). Nasze ramy poznawcze, determinowane przez politykę i determinujące etykę, obejmują tylko niektóre strefy rzeczywistości i tylko nieliczne rodzaje życia.

Literatura ma w tym swój udział. Może te ramy czynić jeszcze węższymi lub – to jedna z jej największych wartości – sukcesywnie je poszerzać, uwrażliwiając nas na los innych ludzi, innych istnień i świata jako takiego. Najlepsze teksty literackie ujawniają obecność ignorowanych obszarów rzeczywistości i pomijanych rodzajów życia. Pozwalają zająć widoczne miejsce, w którym i z którego można mówić, będąc słyszanym.

Wokół powyższych zagadnień będziemy krążyć podczas tegorocznej edycji Festiwalu Conrada. O tak rozumianą widzialność i niewidzialność zamierzamy pytać zaproszonych gości. Oczywiście, nie będzie to jedyny temat zaprojektowanych przez nas dyskusji – raczej stały punkt odniesienia, zestaw pojęć za każdym razem na nowo aktualizowanych.

Oto kilka tegorocznych spotkań festiwalowych.

▪ Jak wynika z badań socjologicznych, na szczycie wartości, które cenimy najbardziej, znajduje się wolność. Szczególnie teraz, gdy musimy mierzyć się z obostrzeniami wprowadzonymi po to, by przeciwdziałać pandemii. MATEI VIŞNIEC przedstawia nam historię człowieka, który po wielu latach wychodzi z więzienia i próbuje wrócić do normalnego życia. Okazuje się jednak, że odzyskana swoboda jest dla niego ciężarem, co nie znaczy, że nie jest pożądana. Po prostu nie każdy potrafi być wolny.

▪ To oczywiste, że zamieszkiwane przez nas światy podlegają nieustannym przemianom. Jedną z jej form – być może najczęstszą – jest zanikanie. To, co wydawało się wiecznotrwałe, obumiera na naszych oczach. Odchodzą ludzie, kruszeją mury domów, gubią się rzeczy. Dla BIANKI BELLOVEJ zanikanie świata jest kluczową częścią procesu dorastania i dojrzewania. Więcej: bez doświadczenia straty nasz emocjonalny i egzystencjalny rozwój byłby niemożliwy. Trzeba coś stracić, trzeba się z zanikiem pogodzić, by dotrzeć do samego siebie.

▪ Z ADELINE DIEUDONNÉ będziemy rozmawiać o toksycznych relacjach rodzinnych. W domu jej bohaterki panuje atmosfera strachu, którą bardzo trudno rozproszyć. Źródłem zagrożenia jest ojciec, którego dominująca pozycja wydaje się niepodważalna. W jaki sposób uwolnić się od takiej opresji? Dieudonné zwraca uwagę na niezwykle istotny aspekt doświadczenia przemocy: jeśli nie uda nam się go w porę przepracować, jeśli nie rozerwiemy łańcucha, który zarzucił nam na szyję agresor, wejdziemy w rolę ofiary na stałe i ku swej zgubie w kolejnych relacjach będziemy reprodukować ten sam – nierówny, niesprawiedliwy – układ sił.

▪ Gdy pochodzisz z jednego kraju, ale mieszkasz w drugim, gdy na co dzień posługujesz się dwoma językami, myśląc w nich, mówiąc nimi i pisząc za ich pomocą książki, gdy równie bliska jest ci kultura wschodnia, co zachodnia, to świat i otaczający cię ludzie zdają się posiadać dwoistą naturę. Ale stan ten nie musi wywoływać niepokoju. Przeciwnie. Można dzięki temu więcej zobaczyć. Bohaterki i bohaterowie powieści ELIF ŞAFAK bardzo często poruszają się między różnymi kulturami. Przewożą opowieści z jednej do drugiej, rozwijając je i przekazując kolejnym pokoleniom.

▪ Ciągle słyszymy jakieś zakazy: o pewnych problemach nie wypada mówić, pewnych tematów lepiej nie poruszać, nie wolno głośno wyrażać swoich poglądów. EMILIE PINE konsekwentnie łamie te obostrzenia, zrywa społeczne pieczęcie i otwarcie, a przy tym niezwykle subtelnie omawia zagadnienia, które są dla niej szczególnie ważne: bolesne relacje z ojcem, trudne dzieciństwo, przemoc wobec kobiet, bezpłodność. Opowiada historie osobiste, ale czyni to tak, że wiele osób z pewnością rozpozna w nich kształt swojego losu.

Jak zawsze, literatura będzie dla nas punktem wyjścia do refleksji o najważniejszych zjawiskach i problemach współczesnego świata. Jesteśmy przekonani – dziś bardziej niż kiedykolwiek – że spoglądając na rzeczywistość przez pryzmat powieści czy opowiadań, możemy lepiej współdziałać z innymi. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]