Reklama

Butelka zimnej wody

Butelka zimnej wody

31.07.2017
Czyta się kilka minut
To nie tak, że bezdomni lubią śmierdzieć. Miejskie łaźnie byłyby dla nich nie tylko ulgą w upały, ale też początkiem wychodzenia z bezdomności. W którym chodzi też o godność.
Plac Dąbrowskiego, Łódź, maj 2017 r. TOMASZ STAŃCZAK / AGENCJA GAZETA
B

Bezdomny w miejskiej łaźni, rozbierając się do kąpieli, pozbywa się zazwyczaj wszystkiego, co ma. Własność bezdomnego często zaczyna się i kończy na ubraniach, które ma na sobie, oraz rzeczach, które ma w kieszeniach. To dlatego często możemy spotkać bezdomnych, którzy latem chodzą ubrani, jakby była zima. Społecznicy pracujący w miejskich łaźniach ubrania bezdomnych muszą zazwyczaj spalić, bo nie nadają się do ponownego użycia za sprawą zagnieżdżonych w nich wszy i innych insektów. Przymus pozbycia się ubrań – czyli wszystkiego – jest jednym z powodów, dla których bezdomni niechętnie korzystają z łaźni.

Higiena obok medycyny jest najpoważniejszym problemem osób, które żyją na ulicy. I jeśli zimą bezdomni mogą liczyć na zainteresowanie mediów i przechodniów m.in. przez smutną statystykę śmierci z wychłodzenia organizmu, to latem zwracamy na nich uwagę dopiero, gdy drażnią nasze wyczulone nosy.

Ale koniec zimy nie kończy problemów bezdomnych. Latem bywa równie trudno.

To wcale nie jest tak, że bezdomny lubi śmierdzieć. Na początku wiosny zabraliśmy razem z wolontariuszami „Zupy na Plantach” pana Krzysztofa do szpitala. Krzysztof mieszkał w wagonach kolejowych na bocznicy w północnej części Krakowa. Wracając do „swojego domu” poślizgnął się i złamał nogę. Koledzy wciągnęli go do przedziału, w którym spędził dwa dni. Na wagonach nie tylko nie ma łazienki, bieżącej wody i toalety. Nie ma też telefonu komórkowego, którym można wezwać pomoc. Kiedy wieźliśmy pana Krzysztofa na Szpitalny Oddział Ratunkowy, powtarzał tylko, że jest nieogolony i trochę mu wstyd, że nie ma świeżych ubrań. Uspokajaliśmy, przekonując, że to wypadek losowy, a jedyna działająca w mieście łaźnia jest już zamknięta. Pielęgniarka mierząca Krzysztofowi ciśnienie takiego zrozumienia nie miała. „Czy pan jest poważny? Do szpitala pan przyjeżdża w śmierdzących skarpetach?!” – skwitowała. Na uwagi, że Krzysztof jest bezdomny i ma utrudniony dostęp do higieny, pielęgniarka wzruszyła tylko ramionami, dodając, że „to nic nie tłumaczy”.

Adriana Porowska, szefowa Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, od lat zastanawia się, dlaczego na SOR-ach nie ma łaźni. Bezdomni są przecież stałymi pacjentami ostrych dyżurów. Toaleta przed udzieleniem pomocy medycznej rozwiązałaby problem.

Brak łaźni (w Krakowie jest tylko jedna, na którą trzeba się zapisać i czekać czasem dwa dni; w Warszawie Caritas otworzył właśnie łaźnię mobilną, która obsługuje kilkunastu bezdomnych dziennie) to problem nie tylko braku komfortu życia. Bezdomnemu, który nie ma dostępu do higieny, znacznie trudniej dostać pracę. Niezdejmowanie ubrań i brak kąpieli to także powód większej zachorowalności wśród nich.

Systemowe rozwiązanie wydaje się proste. Jeśliby nawet uwierzyć w wątpliwe statystyki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, według których bezdomnych w Krakowie jest około 3 tys., to łaźnia jest tylko jedna z pięcioma prysznicami. Już samo to zestawienie dowodzi skali problemu. Zamiast więc przeganiać bezdomnych z tramwajów albo – jak kilka miesięcy temu sugerował krakowski radny Łukasz Wantuch – zrobić wszystko, żeby zniknęli z centrum miasta, wystarczy zainwestować w jeszcze kilka łaźni i dostęp do pralek, dzięki czemu bezdomni mogliby się kąpać częściej. To może być pierwszy krok w trudnym procesie wychodzenia z bezdomności. W którym chodzi przecież także o godność.

Brak możliwości wykąpania się doskwiera bezdomnym zwłaszcza latem. Ale gdy temperatura w mieście przekracza czasem 30 stopni, bezdomni potrzebują także schłodzenia i wody do picia. Zimą strażnicy miejscy odwiedzają „miejsca niemieszkalne”, sprawdzając, czy bezdomni nie zamarzają. Latem z kolei budzą śpiących na ławkach i sugerują przejście w cień.

Skutkami upałów mogą być przegrzanie organizmu albo odwodnienie. Zwłaszcza dla ludzi, którzy cały dzień spędzają na słońcu. Społecznicy zimą apelowali o większą uważność na bezdomnych i oferowanie im ciepłej herbaty. Latem podarowana bezdomnemu butelka zimnej wody może uratować życie. ©℗

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]