Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Brexit na ostatniej prostej

Brexit na ostatniej prostej

19.11.2018
Czyta się kilka minut
Na cztery i pół miesiąca przed terminem opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię ważą się losy rządu Theresy May.
Dominic Raab, brytyjski minister ds. brexitu, opuszcza siedzibę premier May na Downing Street, Londyn, 12 listopada 2018 r. / SIMON DAWSON / REUTERS / FORUM
Dominic Raab, brytyjski minister ds. brexitu, opuszcza siedzibę premier May na Downing Street, Londyn, 12 listopada 2018 r. / SIMON DAWSON / REUTERS / FORUM
O

Ostatni sezon serialu „Brexit” rozpoczął się od ucieczki jednego z głównych bohaterów. Dominic Raab, brytyjski minister odpowiedzialny za rozmowy z Brukselą, uznał, że nie może się podpisać pod ogłoszonym w minionym tygodniu porozumieniem, które sam negocjował – i podał się do dymisji. W tarapatach znalazła się premier Theresa May: zdobyła wprawdzie w tej sprawie poparcie swojego rządu, ale dopiero najbliższe dni pokażą, czy wygra też w parlamencie, a wręcz – czy sama pozostanie na stanowisku. W chwili zamykania tego numeru „Tygodnika” grupa przeciwnych porozumieniu członków jej własnej Partii Konserwatywnej wciąż szukała posłów, którzy byliby skłonni poprzeć ewentualny wniosek o wotum nieufności wobec May.

Biorąc pod uwagę takie okoliczności nie powinno dziwić, że choć w 585-stronicowym dokumencie – efekcie kilkunastu miesięcy brytyjsko-unijnych negocjacji, mającym uregulować procedurę brexitu – nie znalazło się nic zaskakującego, to w ostatnich dniach wykres wartości funta znów przypominał chwilami opadające przepaścią ku morzu białe klify Dover. Unia wygrała bowiem starcie z Wielką Brytanią: stanęła do negocjacji wyjątkowo zjednoczona, broniąc zasady, że uczestnictwo we wspólnym rynku musi oznaczać akceptację dla m.in. wolności przekraczania granic, i zmuszając Londyn do ustępstw.

Efekt? W unijnym referendum dwa i pół roku temu 52 proc. Brytyjczyków zagłosowało za „odzyskaniem kontroli” nad swoim państwem. Tymczasem w minionym tygodniu znacznie więcej zdało sobie sprawę z tego, że opuszczając Wspólnotę, częściowo tę kontrolę straci. Zjednoczone Królestwo przestanie być członkiem Unii w piątek 29 marca 2019 r. o godzinie 23 czasu londyńskiego. Rozpocznie się wtedy 22-miesięczny okres przejściowy (z możliwością przedłużenia, jak zapowiada Unia, do końca 2022 r.), podczas którego Brytyjczycy wciąż będą wpłacać do budżetu Unii ok. 9 mld funtów rocznie, sądy na Wyspach będą wciąż podlegać orzecznictwu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, zostanie utrzymana swoboda przemieszczania się obywateli Unii przez brytyjską granicę, a Londyn wciąż będzie musiał stosować się do unijnych zasad handlu z krajami trzecimi. To wszystko kosztem braku politycznej reprezentacji w Unii i jakiegokolwiek wpływu na decyzje, także te, które mogą szkodzić Wielkiej Brytanii.

W niedzielę 25 listopada, na specjalnie zwołanym szczycie, wynik negocjacji mają zaakceptować przywódcy Unii. Prawdopodobnie na początku grudnia będzie głosować nad nim brytyjski parlament. Jeśli opowie się przeciw – a jest to bardzo prawdopodobne – wtedy rząd w Londynie będzie miał trzy tygodnie na przedstawienie nowego planu: opuszczenia Unii bez żadnego porozumienia, próby renegocjacji obecnego (ale Bruksela twardo zapowiada, że nie ma o tym mowy) lub ogłoszenia w Wielkiej Brytanii nowych wyborów. Do tych samych efektów może doprowadzić odrzucenie przez parlament (na początku 2019 r.) przygotowanej na podstawie porozumienia ustawy w sprawie wyjścia z Unii.

Czy do brexitu może jeszcze w ogóle nie dojść? To mało prawdopodobne, lecz ciągle możliwe. Premier May sprzeciwia się pomysłowi powtórnego referendum, ale nieco śmielej mówią już o nim nawet niektórzy członkowie jej partii. W sytuacji politycznego chaosu na Wyspach zakończenie trwającego trzy lata serialu „Brexit” decyzją o pozostaniu w Unii byłoby przecież bardzo brytyjskie: trochę absurdalne, trochę surrealistyczne, ale wciąż – najbardziej pragmatyczne. ©℗

Tekst ukończono w poniedziałek 19 listopada.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

...a Polexit w dołkach startowych - i gra muzyka, Janusze piją piwo, Grażyny szykują grilla, episkopat się przygląda i zaciera ręce z radości
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]