Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kantor, którego nie znałem

Kantor, którego nie znałem

30.03.2015
Czyta się kilka minut
Zależy mi, by swój świat z eteryki sprowadzić do fizyki, ukazania w pełnym wymiarze nurtujących mnie tematów czy zagadnień.
Fot. Marcin Sudziński / dzięki uprzejmości artysty
P

PIOTR KOSIEWSKI: Kim dla Pana jest Kantor?
ROBERT KUŚMIROWSKI: Jednym z bardziej bezkompromisowych artystów, którego nie miałem możliwości poznać.
 

Czy można mówić o jego aktualności? Jeżeli tak, to co z jego twórczość dziś jest ważne?
Nie wiem, dlaczego mówimy o aktualności. Artystów przed samym Kantorem było niemało.
W czasie, kiedy Tadeuszowi przyszło kreować swoje „Zmarłe światy”, przemieszczały się już po globie takie indywidualności jak Arman, Christian Boltanski, Władysław Hasior, Józef Szajna, później pojawił się Mikołaj Smoczyński. Myśląc, że to schyłek estetyki Kantora, jesteśmy w dużym błędzie. Artystów współcześnie żyjących, podobnie jak Kantor reagujących na otaczającą rzeczywistość, organizujących i sprowadzających ją do indywidualnego kształtu, jest nie mniej niż przed jego debiutem. Wielu się wyprze „nalotu estetycznego”, bo co artysta, to odrębna doskonałość i przyczyna jego wypowiedzi artystycznej.
 

Kantor – chociażby w „Wystawie popularnej” w 1963 r., jednym z pierwszych w Polsce environnement – przełamuje tradycyjny model wystawy. Jakie znaczenie dziś ma ten właśnie gest?
Jest to gest dający pełną wolność estetyczno-artystyczną. Sposób dochodzenia i pracy nad wybranym tematem wielokrotnie jest dla mnie ciekawszy od wyniku końcowego, zebranego na wystawie, niezbędnej zresztą dla skonfrontowania swoich przemyśleń i wytworów z potencjalnym odbiorcą. Sam dla siebie nie miałbym potrzeby wykonania pracy do wymiaru wystawienniczego.

Przetrawiłbym to w swoich myślach i emocjach... Zależy mi, by swój świat z eteryki sprowadzić do fizyki, ukazania w pełnym wymiarze nurtujących mnie tematów czy zagadnień. Gest Kantora był wynikiem podobnych obserwacji i odwagi.

Nieraz zastanawiam się nad słusznością utrzymania czterech dużych magazynów z pracami i sama myśl o nich doprowadza mnie do lekkich wstrząsów. Jednak, gdy tylko je otworzę, te przedmioty zaczynają krzyczeć, ale po chwili pojawia się kojąca aura, wciągająca mnie w ten niepoukładany świat, nieobciążony słowem „sztuka”.

Przedmiot układany chaotycznie, bez zbędnej matematyki i natrętnej uwagi nad jego kondycją, pozwala nam na siebie popatrzeć inaczej, często w estetycznym związku z dość przypadkowym „sąsiadem”, potwierdzając tym samym słuszność ich przechowywania. Niedawna moja „Tężnia” powstała z tego nadmiaru przedmiotów, zbieranych nieprzerwalnie od dwunastu lat...
 

Dla Kantora istotny był element performatywny. A jakie ma on znaczenie dla Pana?
Element perfomatywny to częsty dodatek do moich większych działań i wystaw, jakie udało mi się do tej pory wykonać. Jeśli spędzałem nad jedną wystawą od dwóch do trzech miesięcy w miejscu, w którym miałem wykonać swój „zabieg nadsztukowania” przestrzeni, to nasiąkałem swą pracą i czułem, że bez obecności fizycznej i pewnego rodzaju podkreślenia osobowego odbiór pracy będzie pomniejszy. Jest to jednak wyjątek, a nie powód moich wystaw.
 

Kantor czerpał z rzeczywistości, a jednocześnie ją teatralizował, grał między realnością a fikcją. A jak jest w Pana przypadku? Jakie zagrożenia stwarza teatralizacja rzeczywistości?
Dla mnie teatralizacja rzeczywistości nie stwarza zagrożeń.

Każdy detal techniczny czy tematyczny może przysłużyć się do powstania większej, sprawczej wypowiedzi artystycznej. Dlaczego zatem nie sięgać po takie „instrumenty”?

Więcej, biada temu, kto waha się lub leci na pysk w obowiązujące mody, w posłuchu wykonując to, co nie skompromituje jego osoby. Odwaga w podejmowaniu decyzji i jej pospieszność jest dziś moim priorytetem. Natomiast przyklask i przymilanie się obowiązującym dziś normom na wstępie spalają potencjał artysty.

Pamiętajmy jednak, że teatralizowanie wynika ze znudzenia się rzeczywistością. W moim przypadku to nie o teatralizowanie rzeczywistości idzie, lecz o przywoływanie przeszłości i umiejscowienie jej w przyszłości. Dzięki takim zabawom jestem cierpliwym świadkiem ustanawiania historii.

Tak na przykład było w przypadku kilku fotografii, które wykonałem współcześnie żyjącym osobom, utrzymanym w duchu fotografii studyjnej z końca XIX w. Odpowiednio oprawione i spreparowane na stare, z potłuczonymi delikatnie szybkami, wpuściłem w obieg na targach staroci.

Minęło sześć lat, zanim sam nabyłem swoje fotografie na podobnym targu jako archiwalne i oryginalne prace z początku XX w. Podobnie dzieje się z wypuszczanymi bez daty powstania książkami, udającymi lekko podniszczone i pozbawione okładki. Zapisane w nich treści nie przystają do faktów historycznych. Być może w przyszłości będą one podstawą do kilku rozpraw, kto wie, czy nie doktorskich...

Fragmenty scenograficzne przedstawień Kantora – jak „Ławka” z „Wielopola, Wielopola” – funkcjonują jako oddzielne obiekty. A jak jest w Pana przypadku: czy poszczególne fragmenty prac – np. fragment instalacji w Barbicanie – mogły stać się autonomicznymi dziełami?
Tak postąpiłem z kilkoma pracami. Moduł łącznicy i stacja rozrządu z wystawy „Bunkier” pokazywanej w Barbican Art Center pojechały na wystawę „Star City” w Nottingham Contemporary. Kilkaset obiektów z kilkudziesięciu wystaw zasiliło „Tężnię”. Wiele jest takich przykładów.

Czasem obiekty odgrywające w pewnych wystawach rolę w dalekim tle stają się kluczowe i przechodzą na plan pierwszy w innych. To normalne, jeśli potrafimy żonglować tym wszystkim i na nowo układać porządek. To pewnego rodzaju radzenie sobie bez oczekiwania, aż ktoś wszystko nam sprzątnie i dostarczy nowych zabawek. ©

ROBERT KUŚMIROWSKI (ur. 1973) – autor instalacji, obiektów, fotografii, rysunków, performer. Autor m.in. „Double V” – rekonstrukcji pracowni artystycznej z okresu PRL-u (Zamek Ujazdowski, 2003), „Emitime” – polemicznie odtwarzającej przestrzeń „Umarłej klasy” Kantora (2005) czy „Bunkra” – imitacji schronu z czasów II wojny światowej (Barbican, 2009).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]