Reklama

Bez sądu

Bez sądu

18.07.2017
Czyta się kilka minut
Trójpodział władzy wygląda dziś tak: władzę ustawodawczą sprawuje PiS, władzę wykonawczą PiS, a władzę sądowniczą PiS.
Łańcuch światła przed Sądem Najwyższym, Warszawa, 16 lipca 2017 r. / fot. REPORTER
Łańcuch światła przed Sądem Najwyższym, Warszawa, 16 lipca 2017 r. / fot. REPORTER
W

W marszu po niczym nieograniczoną władzę partia Jarosława Kaczyńskiego przekroczyła kolejną granicę. W zeszłym tygodniu parlament uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, dającą politykom pełną kontrolę nad powoływaniem i awansowaniem sędziów. Jednocześnie uchwalono nowelizację ustawy o ustroju sądów, dzięki której minister sprawiedliwości uzyskał olbrzymi wpływ na prezesów kierujących ich pracami.

Jakby tego było mało, do Sejmu wpłynął projekt ustawy z dnia na dzień przenoszącej na emeryturę wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, oprócz tych, którym pozwoli nadal pracować Zbigniew Ziobro. Ustawa ta doskonale uzupełnia plan PiS. Przejęcie kontroli nad KRS, która jest swoistą komisją konkursową decydującą o obsadzeniu stanowisk sędziowskich, byłoby mało przydatne, gdyby nie było wakatów, które ta komisja mogłaby obsadzić. Projekt ustawy o SN ma wykreować te wakaty, i to na szczycie hierarchii sędziowskiej.


Zamach na sądy – czytaj i udostępniaj specjalny, bezpłatny serwis „Tygodnika Powszechnego” >>>


Po turecku

Zamach na niezależność sądownictwa pokazuje, że wieloetapowy proces łamania Konstytucji RP, który rozpoczął się od ataku na Trybunał Konstytucyjny i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, trwa w najlepsze. Łamanie ustawy zasadniczej stało się swoistym programem politycznym PiS, które dąży do całościowej zmiany ustroju państwa bez oficjalnej zmiany konstytucji, do czego nie ma wystarczającej większości w parlamencie. Efektem tego programu będzie uregulowanie najważniejszych dla Polski spraw na poziomie ustaw zwykłych, których niekonstytucyjności nikt nie stwierdzi. Trybunał Konstytucyjny jest wszak w pełni kontrolowany przez PiS, do czego doprowadzono równie nielegalnymi środkami. Konstytucja stanie się w takiej sytuacji całkowicie martwa, ponieważ władza będzie mogła zrobić absolutnie wszystko.

Przeciwko zamachowi na trójpodział władzy zaprotestowały niemal wszystkie środowiska prawnicze: samorząd adwokacki i radcowski, a nawet stowarzyszenie prokuratorów. Zmiany potępiła opozycja. Bezwzględna krytyka płynie z zagranicy. Pośrednią odpowiedzią na te głosy była deklaracja przyjaźni, wystosowana przez polskie MSZ wobec Turcji i prezydenta Erdoğana, w rocznicę nieudanego zeszłorocznego puczu. Miejmy nadzieję, że turecki prezydent, bez wahania wtrącający setki sędziów do więzienia, nie będzie stanowił dla rządu PiS wzorca do naśladowania w dalszych działaniach wobec sądownictwa.

Niewinni złodzieje

Doświadczenie z przejmowaniem Trybunału Konstytucyjnego uczy, że likwidacja niezależnych sądów nie jest dla rządu jedynie usunięciem ewentualnej przeszkody na drodze do niekontrolowanej władzy. Przejęty Trybunał stał się natychmiast narzędziem uzasadniania dalszych działań. Polski sąd konstytucyjny jest obecnie ewenementem na skalę światową: najczęściej skarżą się do niego nie obywatele czy opozycja, zarzucający władzy przestępstwo konstytucyjne, ale sama władza. To trochę tak, jakby złodziej ciągle żądał od sądu potwierdzenia, że nie ukradł.

Wnioski, które zostały złożone w ostatnim półroczu do TK przez ministra sprawiedliwości i posłów PiS, są narzędziami walki politycznej. Część z nich szuka w Trybunale legitymacji dla działań wątpliwych konstytucyjnie, część wprost atakuje przeciwników władzy. Ostatnie podważają wybór niepokornych sędziów TK, kwestionują legalność wyboru krytycznej wobec rządu prezes SN i prawo Sądu Najwyższego do wydawania uchwał. Wniosek w tej sprawie wpłynął do TK po słynnej uchwale SN wskazującej, że prezydent nie miał prawa ułaskawić ministra Mariusza Kamińskiego przed zakończeniem procesu sądowego.

Już nikt przez ten sąd ułaskawiony nie będzie

Jeśli mechanizm wykorzystywania Trybunału jako narzędzia walki politycznej powtórzy się w przypadku Sądu Najwyższego i sądów powszechnych, sytuacja stanie się naprawdę niewesoła. Prawo może być niezwykle groźnym narzędziem w rękach władzy, która nie ma skrupułów. Dzięki narzędziom prawa karnego można wyeliminować z życia publicznego polityka opozycji: wystarczy go skazać za odpowiednie przestępstwo, ażeby uniemożliwić mu kandydowanie do parlamentu czy na urząd prezydencki. Nie jest to trudne, jeśli kontroluje się nie tylko prokuraturę, ale i sądy, z Najwyższym włącznie.

Po ostatecznym przejęciu takiej kontroli Zbigniew Ziobro nie popełni już więcej błędu, który, w swoim mniemaniu, popełnił w 2006 r. wobec dr. Mirosława Garlickiego. Wtedy, po sławnym publicznym oskarżeniu urągającym zasadzie domniemania niewinności („już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”) Ziobro nieopatrznie oddał kardiochirurga w ręce niezależnego sądu, a ten go uniewinnił. Obecnie minister będzie miał pełną kontrolę nad całym ciągiem technologicznym wymiaru sprawiedliwości i jeśli kogoś zdecyduje się oskarżyć, do podobnych niedopatrzeń zapewne nie dopuści.

Bicz na przedsiębiorców...

Polityczna kontrola nad sądami jest groźna także dla przedsiębiorców. Tak jak minister sprawiedliwości zakwestionował wybór trzech sędziów TK dokonany siedem lat temu, tak minister finansów może zakwestionować każde rozliczenie podatkowe, dokonane w ciągu ostatnich sześciu lat. W normalnym kraju, kiedy administracja skarbowa kwestionuje takie rozliczenie, można decyzję podatkową zaskarżyć do niezależnego od tej administracji sądu, który może ochronić przedsiębiorcę. W kraju, w którym i administracja, i sąd są kontrolowane przez ten sam ośrodek władzy, takie zaskarżanie nie ma sensu. Zwłaszcza, jeśli z góry popłynie dyrektywa, że państwu potrzebne są pieniądze na kontynuację kosztownych programów socjalnych.

Co więcej: administracja państwowa, która zrozumie, że nie wisi nad nią widmo uchylania jej decyzji przez sądy, stanie się bardziej zuchwała. Wzrośnie ryzyko stawiania przedsiębiorcom zarzutów bezpodstawnych, skoro nie będzie niezależnej kontroli sądowej ich podstaw.

...i na obywateli

Sąd zależny od władzy politycznej jest także groźny dla zwykłego obywatela. Całe nasze życie jest kontrolowane przez prawo – nie da się nawet w pełnym sensie tego słowa urodzić ani umrzeć bez odpowiedniego aktu potwierdzającego te zdarzenia. Kolejne stopnie naszego wykształcenia, nasze prawo jazdy, mieszkanie, renta czy emerytura – to wszystko zależy od odpowiednich rozstrzygnięć prawnych, które zawsze można wstecznie zakwestionować. W prawie istnieje bowiem niezwykle groźne narzędzie wznowienia postępowania, które można wykorzystać np., aby odebrać pyskatemu akademikowi habilitację.

Istnieje też narzędzie wywłaszczenia, które można wykorzystać, aby pozbawić kogoś domu. Wprawdzie zgodnie z konstytucją wywłaszczenie musi się odbyć za słusznym odszkodowaniem, ale jego słuszność będzie oceniał sąd zależny od tego, kto wywłaszcza. W sprawie, w której wznowiono postępowanie, teoretycznie również można się bronić przed sądem. Ale czy sędzia, którego los zależy od polityka, przeciwstawi się temu politykowi, gdy ten zechce kogoś za pomocą prawa zaatakować?

Andrzej Rzepliński, Borys Budka i Adam Strzembosz podczas protestu przed siedzibą SN, Warszawa, 16 lipca 2017 r. / fot. Jacek Turczyk / PAP
Andrzej Rzepliński, Borys Budka i Adam Strzembosz podczas protestu przed siedzibą SN, Warszawa, 16 lipca 2017 r. / fot. Jacek Turczyk / PAP

Kto tu rządzi

Najlepszym podsumowaniem tych smutnych rozważań jest parafraza przepisów konstytucji, którą otrzymałem ostatnio w prywatnej korespondencji. Jak wskazuje jej autor, po przejęciu kontroli nad Krajową Radą Sądownictwa i Sądem Najwyższym, art. 10 ust. 2 Konstytucji RP, dotyczący trójpodziału władzy, będzie miał w rzeczywistości następującą treść: „Władzę ustawodawczą sprawuje Prawo i Sprawiedliwość, władzę wykonawczą Prawo i Sprawiedliwość, a władzę sądowniczą Prawo i Sprawiedliwość”.

Jednolitość władzy państwowej, wcześniej występująca w komunistycznej konstytucji z 1952 r., może w Polsce zagościć na dobre. Ostatecznie, po wejściu w życie planowanych zmian, ważność wyborów do Sejmu i Senatu stwierdzać będzie, zgodnie z art. 101 ust. 1 Konstytucji, Prawo i Sprawiedliwość (wcześniej Sąd Najwyższy). Tyle tylko, że z prawdziwym prawem i prawdziwą sprawiedliwością nie będzie to miało nic wspólnego.

Post scriptum

W czasie debaty nad projektem ustawy o SN Ministerstwo Sprawiedliwości oświadczyło o gotowości do kompromisu w sprawie niektórych proponowanych rozwiązań. Jedną z rzekomo kompromisowych propozycji jest odebranie Ministrowi Sprawiedliwości prawa do wygaszania kadencji sędziów SN i przekazanie go Krajowej Radzie Sądownictwa. Tej samej, która 12 lipca przeszła całkowicie pod kontrolę większości parlamentarnej, dzięki uchwaleniu innej niekonstytucyjnej ustawy. Propozycje takich nibykompromisów obrażają inteligencję Polaków i lepiej, żeby w ogóle się nie pojawiały

Marcin Marczak jest prawnikiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.


Czytaj także:

Autor artykułu

Prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i praktykujący radca prawny. Zajmuje się filozofią prawa i teorią interpretacji, a także prawem administracyjnym i konstytucyjnym. Prowadzi blog...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]