Reklama

Bajki z piekła

Bajki z piekła

09.03.2010
Czyta się kilka minut
"Bajki z Auschwitz" - to brzmi jak tytuł postholokaustowej pracy obliczonej na skandal. Nie chodzi jednak o artystyczny projekt przywracający pamięć okupacji, ale o wiersze dla dzieci pisane przez więźniów w esesmańskim biurze. Więźniowie wykonywali niemieckie plany rozbudowy obozu, stąd mieli dostęp do farb, pędzli, kartek, kalek i kopiarek.
I

Impulsem było znalezienie dziecięcej kolorowanki w okolicy tzw. "Kanady", czyli magazynu, gdzie Niemcy przechowywali rzeczy zrabowane ludziom z transportu. Na przekór wszystkiemu więźniowie postanowili zrobić niespodziankę swoim pozostałym w domach dzieciom. Pracowali skrycie, groziła im przecież kara śmierci. Gotowe teksty potajemnie wynieśli z biura i przekazali je robotnikom, z którymi spotykali się podczas prac budowlanych poza terenem obozu, a ci dostarczyli przesyłkę pod wskazane adresy. W sumie udało się wykonać około 50 egzemplarzy, z których jeden na pewno trafił w ręce córki Artura Krzetuskiego, a drugi do syna Bernarda Świerczyny. Książeczki stały się też dziękczynnym prezentem dla kobiet dostarczających więźniom żywność i lekarstwa.

Przypowieści o przyrodzie, zwierzętach i postaciach fantastycznych: słońcu, trzmielu, puchaczu, kwoce i jej kurczątkach, zajączku i kogutku, uczonym kocie, samolubnym olbrzymie przechodzącym metamorfozę... Rytmiczna fraza, klarowny przekaz, obrazowe przedstawienie zdarzeń. Jest alegoria, morał, ostrzeżenie, zadziwienie i przestroga. Pierwsza lekcja poruszania się w skomplikowanym świecie uczuć i relacji społecznych. Przeciwności losu i szczęśliwy finał. Przywrócenie starego porządku po małej, choć odczuwalnej katastrofie.

Autorem większości tekstów był Stanisław Bęć, stroną edytorską zajmowali się m.in. Marian Moniczewski, Piotr Kopańczuk, Henryk Czulda, Alfred Przybylski, Jacek Kopczyński, Wacław Stępkowski i Jerzy Baran. Postawili na ujmującą prostotę: wiedzieli, jak trafić do maluchów, które nie umieją jeszcze samodzielnie czytać. Ilustracje są realistyczne, wykonane z dbałością widoczną w każdym ruchu cienkiego pędzla, utrzymane w sielankowym duchu. Istotną część obrazu stanowi kaligrafia - odchodząca w zapomnienie sztuka, którą opanowywał każdy uczeń przedwojennego gimnazjum.

W trakcie lektury łapię się na tropieniu aluzji do sytuacji, w której rodziły się te bajki. Nie pada jednak na ten temat ani jedno słowo - nawet w "Modlitwie", gdzie jak w Mickiewiczowskiej balladzie synek prosi o szczęśliwy powrót taty, "co tak już dawno w świat obcy poszedł". Przy "Śmierci komara" zaczynam się zastanawiać, czy niewinny wierszyk o pochówku dokuczliwego owada nie był pisany z nostalgią za odebraną więźniom szansą na godne umieranie, w otoczeniu najbliższych, z żałobną ceremonią, drewnianą trumną i grobem opatrzonym tabliczką z wygrawerowanym imieniem i nazwiskiem...

To jednak chyba nadinterpretacja prowokowana wiedzą na temat okoliczności powstania książki. Działający na zasadzie szoku tytuł, nadany dziś przez redaktora książki, kłóci się z ideą samych autorów, którzy, jestem przekonana, z pełną premedytacją dołożyli starań, by do żadnego wersu nie przeniknął swąd spalonego ludzkiego ciała i barwa apokaliptycznej szarości. Jak ojciec w filmie Roberta Benigniego "Życie jest piękne", usiłowali chronić dzieci przed konfrontacją z koszmarem.

Pojawił się pomysł czytania "Bajek z Auschwitz" uczniom szkół podstawowych. Rozumiem, że po lekturze sympatycznych bajek przyjdzie czas na fakty i cyfry. Wątpię jednak, aby ta forma edukacji dała oczekiwany efekt. Linearna narracja historyczna, piętrzące się stosy nazwisk i dat oddalają raczej, niż przybliżają przeszłość, zamykają zamiast otwierać. O wojnie, a tym bardziej o tragedii Zagłady, nie da się uczyć według zasad tradycyjnej pedagogiki, bo to przede wszystkim historia traumy, doświadczenia niedającego się objąć rozumem, wkraczającego w przestrzeń, gdzie przestają obowiązywać logiczne uzasadnienia. Ważniejsze jest wywołanie autentycznych emocji. Dlatego coraz częściej wykorzystuje się potencjał tkwiący nie w słowie, a w bogatym wachlarzu ikonosfery.

Np. mieszkający w Holandii izraelski artysta Ram Katzir, aby pobudzić wyobraźnię, jedyny pomost do empatii, zaproponował rodzaj kontrowersyjnej kolorowanki: gotowe do wypełnienia dowolną barwą kontury, oparte na zdjęciach z archiwów obozów koncentracyjnych.

Hitlerowcy starali się maksymalnie upodlić swe ofiary, odebrać im zdolność do normalnych reakcji, zniszczyć nawet więzi rodzinne. Syn bezsilnie obserwujący katowanie ojca przez oprawców albo wkładający jego ciało do krematoryjnego pieca, mordercza walka o kawałek chleba w wagonie bydlęcym jadącym do Buchenwaldu - takie obrazy powracają w relacjach z tamtych lat. "Bajki z Auschwitz" stanowią na tym tle jaśniejszy epizod. Oto więzień nękany depresją i poczuciem beznadziei wymyśla historie o łące, ptakach i rzece, by pokazać swemu maleńkiemu dziecku, jak bardzo je kocha i jak mocno wierzy w lepszy świat pozostawiony za kolczastymi drutami.

Bajki z Auschwitz Oświęcim 2009, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działów: kultura i reportaż.  Absolwentka filmoznawstwa UJ. Współautorka książek „Panorama kina najnowszego. 1980–1995. Leksykon” oraz „Lektury na ekranie, czyli mały leksykon...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]