Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Babcia boska

Babcia boska

11.01.2019
Czyta się kilka minut
W wieku 95 lat zmarła Wincentyna Niedziela. W życiu wnuka, ks. Jana Kaczkowskiego, nie tylko jedna z ważniejszych postaci, ale i duchowy punkt odniesienia.
Wincentyna Niedziela / Fot. ARCHIWUM PRYWATNE RODZINY KACZKOWSKICH
Wincentyna Niedziela / Fot. ARCHIWUM PRYWATNE RODZINY KACZKOWSKICH
Z

Z jej wspomnień najlepiej zapamiętałem to tyczące się rzeczy najbardziej prozaicznej: ich wspólnych poranków spędzanych w Krakowie: „Pociąg przyjeżdżał o szóstej, Jan był u mnie o szóstej trzydzieści. Potem brał prysznic i o siódmej siadaliśmy do śniadania. Rozmawialiśmy dokładnie do ósmej pięćdziesiąt pięć, bo na dziewiątą Jan szedł na Franciszkańską, gdzie studiował. Mógł mi powiedzieć wszystko, czego nie chciał albo nie miał czasu przekazać rodzicom. O hospicjum, o chorych, personelu, hierarchii kościelnej. Ale rozmów o samej religijności sobie nie przypominam. Być może dlatego, że była dla nas czymś naturalnym”.

Ks. Jan Kaczkowski – zmarły w 2016 r. duchowny, szef hospicjum, bioetyk, laureat Medalu Świętego Jerzego – w wywiadach uczynił z niej postać rozpoznawalną właśnie ze względu na jej („jedynej w rodzinie katoliczki z prawdziwego zdarzenia” – jak mawiał z niewątpliwą przesadą) religijność. Niespełna cztery dekady temu właśnie Wincentyna Niedziela, czyli mama Heleny Kaczkowskiej, matki księdza, pokazała mu nieznany świat. Przyjeżdżał jako dziecko do Krakowa, gdzie przechodził leczenie okulistyczne. Wiele lat później opowiadał o wspólnych z babcią pochodach przez łąki do kościółka w Przesławicach, „mszach”, jakie odprawiał jako kilkulatek przed jej domem w podkrakowskich Jaksicach (tu spędzali lato), przytaczał zapamiętane z Krakowa obrazy: „Na przykład jak na wielkich ołtarzach wystawiano Najświętszy Sakrament. Albo jak siostry zakrystianki długim kijem gasiły świece (...), widok księdza z welonem na ramionach, dźwięczenie dzwonków, zapach i dym kadzidła roznoszący się po kościele, dłonie kapłana chwytającego monstrancję, a do tego śpiew »Tantum ergo Sacramentum«. Chłonąłem to zmysłami, przeżywałem jako coś ponadnaturalnego – prawdziwe misterium. Dopiero odkrywałem rzeczywistość liturgii. Babcia cierpliwie tłumaczyła mi kolejne jej elementy”.

Ci, którzy mieli okazję poznać Wincentynę Niedzielę, zapamiętają ją po prostu jako ciepłą, serdeczną osobę. Uważną na rozmówcę, otwartą, unikającą mówienia o kimkolwiek źle. Gdyby istniał jakiś wzorzec babci z naszego kręgu kulturowego, mogłaby spełniać taką rolę. Babci słuchającej, rozumiejącej, ale nie dręczącej pytaniami, a już broń Boże nie pouczającej. Nawet wtedy, gdy jej wnuk, cierpiący od jakiegoś czasu na nowotwór mózgu, wracał pod jej dach o drugiej w nocy po imprezie w Krakowie.


Polecamy:

"Sklepany przez Kościół, kocham Kościół" - rozmowa Przemysława Wilczyńskiego z ks. Janem Kaczkowskim

Żeby być zbawionym, najpierw trzeba żyć - ostatnia rozmowa Błażeja Strzelczyka z ks. Janem Kaczkowskim

Dobry ksiądz Jan - ks. Adam Boniecki o ks. Janie Kaczkowskim

Siła bezsilnego - Przemysław Wilczyński o ks. Janie Kaczkowskim


Podczas spotkań z nią na potrzeby biografii ks. Kaczkowskiego powracał do mnie wyrzut sumienia: że mija pierwsza, druga godzina rozmowy, i że wkrótce ją – będącą przecież w żałobie – najzwyczajniej zadręczę pytaniami. Spoglądała wtedy ze zdziwieniem znad filiżanki herbaty, mówiąc: „Przecież mówienie o Janie mi pomaga”. Była dumna: że jej wnuk poszedł do seminarium, że został księdzem, że – wbrew obawom przyjaciół, a także kościelnych przełożonych – poradził sobie z trudną młodzieżą w szkole, a potem z prowadzeniem hospicjum. Później przeżywała jego chorobę i to, jak łączył leczenie z tytaniczną aktywnością. „Raz Jan zadzwonił z hospicjum – wspominała. – Poprosił, bym porozmawiała z pacjentką, panią Krystyną, która okazała się być wykształconą, pięknie mówiącą po polsku kobietą. Miałam się jeszcze z nią połączyć po dwóch dniach. Dzwonię raz, drugi, nie odbiera. Zadzwoniłam do Jana, który powiedział, że ona umiera. Ale uderzyło mnie jeszcze coś innego: jego zmęczony, znękany głos w słuchawce. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, ile go ta praca kosztuje”.

Ks. Kaczkowski mówił o niej: katoliczka spod znaku „Tygodnika Powszechnego”. Rzeczywiście: od lektury „TP” była – jak sama mówiła – uzależniona. Kiedy przeczytała na jesieni 2012 r. wywiad z wnukiem, znowu była dumna. Choć i lekko skonsternowana. Nie tym, że opowiedział o swojej chorobie, że obsobaczył jednego czy drugiego biskupa (sama bywała bezlitośnie krytyczna), ale że zna „słowo na k”.

„Babciu, żebyśmy tak razem do wiosny...” – powiedział, wychodząc z jej mieszkania już w końcowej fazie choroby. Na jej pytanie, skąd ta uwaga, powiedział: „Przecież każdy musi umrzeć”. Wincentyna Niedziela przeżyła swojego wnuka o niemal trzy lata. W ostatniej fazie życia zdążyła zrobić coś niewiarygodnego, zważywszy jej wiek (95 lat) oraz stan zdrowia. Przy pomocy laptopa spisała – z datami dziennymi, obrazami – życie wnuka-księdza na tle losów rodziny. Niedługo przed śmiercią poprosiła, by jeden z egzemplarzy tych wspomnień przekazać ks. Adamowi Bonieckiemu, na którego msze po drugiej stronie ulicy (w kościele św. Floriana) chodziła przez dekady.

Zmarła 5 stycznia w Krakowie, tu też została pochowana.

Cytowana wypowiedź ks. Kaczkowskiego pochodzi z książki „Życie na pełnej petardzie”, rozmowy, jaką z duchownym przeprowadził Piotr Żyłka; wspomnienia Wincentyny Niedzieli – z biografii mojego autorstwa pt. „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd” (obie książki wydał WAM).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

babci i wnuka, rozpromienione blaskiem Bożej Miłości, widzą Boga, takim Jakim Jest. I są, tak sobie myślę szczęśliwe,w tym wymiarze indywidualnym i tym zbiorowym o którym powiada nam obcowanie świętych. Bo cóż to byłoby za Niebo, gdyby święci się w Niebie nie spotykali, jeżeli tu na ziemi, możemy to czynić. Babcia Wincentyna, powodowana mądrością, uczyniła ważną rzecz.Spisała dzieje wnuka, na tle dziejów ich rodziny. Przyjdzie czas, tak myślę, że będzie ona potrzebna w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym księdza Kaczkowskiego. Należy o nią zadbać,szanowny księże Boniecki.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]