Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Anomalie politycznych klimatów

Anomalie politycznych klimatów

w cyklu STRONA ŚWIATA
04.12.2018
Czyta się kilka minut
Mieszkańcy królestwa Bahrajnu właśnie wybrali sobie nowy parlament. Elekcji nie uznano jednak za jutrzenkę postępowych zmian: wzięto ją raczej za dowód, że panująca od 250 lat dynastia znów przykręca poddanym śrubę.
Liczenie głosów w wyborach, Manama (Bahrajn), 1 grudnia 2018 r. / Fot. STR / AFP / East News
Liczenie głosów w wyborach, Manama (Bahrajn), 1 grudnia 2018 r. / Fot. STR / AFP / East News
G

Głosowanie, przeprowadzane w Bahrajnie regularnie co cztery lata, zaczęło się w ostatnim tygodniu listopada. Za pierwszym podejściem udało się jednak wybrać zaledwie dziewięciu z czterdziestu posłów i 1 grudnia trzeba było urządzić dogrywkę. Druga, wyższa izba parlamentu królestwa, również czterdziestoosobowa, nie jest wybierana, ale wyznaczana przez monarchę i ma prawo weta wobec decyzji wybieranej izby niższej. Po zakończeniu wyborów minister sprawiedliwości szejk Chalid ibn Ali al-Chalifa obwieścił, że zagłosowało aż dwie trzecie obywateli, znacznie więcej niż podczas ostatniej elekcji przed czterema laty. Według pochodzącego z rodziny panującej ministra (krewni monarchy zajmują połowę miejsc w rządzie) wysoka frekwencja dowodzi, że mieszkańcy królestwa nie posłuchali wichrzycieli, czyli przywódców opozycji i ich wezwań do bojkotu wyborów.

Opozycja, która zbojkotowała poprzednie wybory, do tegorocznych w ogóle nie została dopuszczona. Przekonywała więc mieszkańców Bahrajnu, by nie szli na głosowanie, które było według niej farsą, kpiną z demokracji. Działacze organizacji „Al-Wefak”, jednego z najsilniejszych ugrupowań opozycji, które w 2002 i 2006 r. zwyciężyło w wyborach, zaprzeczają ministrowi Chalifie i twierdzą, że w tegorocznych wyborach nie wzięło udziału znacznie więcej uprawnionych, a w sytuacji, gdy królewscy urzędnicy i dworzanie tłumią każdy głos sprzeciwu czy niezadowolenia, wynik elekcji i tak nie ma żadnego znaczenia.

Odwilż…

Następujące po sobie polityczne epoki lodowcowe i odwilże składają się na całą, niespełna półwieczną historię Bahrajnu, najmniejszego, zaledwie półtoramilionowego, z arabskich królestw znad Zatoki Perskiej. Ze wszystkich tutejszych państw i szejkanatów, Bahrajn najskromniej został też obdarowany przez naturę złożami ropy naftowej i gazu ziemnego, co zmusiło jego władców do szybszego niż sąsiedzi rozglądania się za innymi sposobami zarabiania pieniędzy i radzenia sobie w wielkim świecie.

Niepodległy od 1971 r. Bahrajn, dawna posiadłość Persji, a potem Wielkiej Brytanii, jako pierwszy na Półwyspie Arabskim – już w 1973 r. – przeprowadził wolne wybory do parlamentu. Dwa lata później, kiedy posłowie odrzucili w głosowaniu jedną z ustaw emira, rozzłoszczony monarcha rozpędził parlament i zawiesił konstytucję. Pod koniec lat 70. nastała jednak nowa odwilż. Emir kazał powypuszczać z więzień aresztowanych dysydentów, innym pozwolił wrócić z wygnania, zapowiedział postępowe reformy. Kres politycznemu ociepleniu położyła muzułmańska rewolucja z Iranu, która obaliła szacha i oddała władzę ajatollahom. Szyci z Bahrajnu, stanowiący większość ludności królestwa, zafascynowani dziejowymi burzami z Teheranu, spróbowali przeprowadzić rewolucję także u siebie, w Manamie. W 1981 r. doszło tam do próby przewrotu, który miał wynieść do władzy przebywającego na irańskim wygnaniu irackiego hodżatoleslama Hadiego al-Mudarrisiego, marzącego, by zostać w Bahrajnie miejscowym Chomejnim. Bunt się nie powiódł, a emir z Manamy odpowiedział nań nowymi prześladowaniami politycznej opozycji.


Czytaj także: "Nieporządek bliskowschodni" - Wojciech Jagielski rozmawia z Krzysztofem Strachotą


Represje nowej epoki lodowcowej doprowadziły do tego, że w połowie lat 90. w Bahrajnie wybuchło zbrojne powstanie, do którego przyłączyli się zarówno zwolennicy muzułmańskiej rewolucji, jak zafascynowani Zachodem demokraci, a nawet wyznawcy lewicy. Rebelia wygasła w 1999 r., gdy na tronie w Manamie zasiadł obecny władca, dobiegający już siedemdziesiątki Hamad ibn Isa al-Chalifa.

Emir zarządził pojednanie i nowe reformy. Na początku XXI stulecia rozpisał nawet wśród poddanych plebiscyt, w którym większość opowiedziała się za tym, by Bahrajn stał się monarchią konstytucyjną z parlamentem i niezależnymi od władzy sędziami. Emir posłuchał poddanych, kazał napisać nową konstytucję, a w 2002 r. oficjalnie zmienił tytuł emira i króla. W 2002 r. odbyły się nowe, zbojkotowane jeszcze przez nieufną opozycję, wybory. W 2006 r. ugrupowanie al-Wefak, reprezentujące szyitów nie tylko stanęło do wyborów, ale w nich zwyciężyło. Powtórzyło ten sukces cztery lata później, zdobywając prawie połowę miejsc w 40-osobowym parlamencie.

…i zlodowacenie

Odwilż skończyła się wraz z Arabską Wiosną na początku 2011 r. Wzorując się na rewolucjach z Tunezji, Egiptu i Libii, także mieszkańcy Bahrajnu wyszli na ulicę, domagając się szybszych i odważniejszych reform, a niektórzy nawet obalenia monarchii. Początkowo król znosił buntowników cierpliwie. Po miesiącu jednak, przekonany przez sąsiadów z Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, posłał przeciwko demonstrantom policję i wojsko. Saudowie, a także emirowie z Dubaju, Abu Zabi i Szardży przysłali mu na pomoc żołnierzy, by zdławić w zarodku rewolucję, zanim rozleje się ona na cały Półwysep Arabski. W rozruchach i walkach zginęło prawie sto osób, a władze z Manamy znów przykręciły poddanym śrubę.

Wszystkie opozycyjne ugrupowania polityczne zostały zakazane, a ich przywódcy, a także działacze praw człowieka i nazbyt krytyczni dziennikarze trafili za kratki lub uciekli z kraju. Podporządkowani władzom sędziowie, w tragikomicznych, pokazowych procesach, wydawali wyroki dożywocia, a minister policji otrzymał prawo pozbawiania obywatelstwa za „nielojalność wobec państwa lub szkodzenie jego interesom”.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Jak pokonać Katar?


Kiedy w czerwcu sąd w Manamie uniewinnił od zarzutu o szpiegostwo dysydenta szejka Alego Salmana, odsiadującego już czteroletni wyrok więzienia za działalność wywrotową, w Bahrajnie uznano to za sygnał, że po epoce lodowcowej znów nadciąga odwilż. Nadzieje okazały się płonne, bo prokuratura zaskarżyła unieważniający wyrok i w listopadzie inny sąd skazał szejka Alego Salmana na dożywocie.

Przebywający na wygnaniu dysydenci z Bahrajnu skarżą się, że cykl politycznych pór roku w ich królestwie zakłóciło wyniesienie w zeszłym roku 33-letniego księcia Mohammeda ibn Salmana na następcę tronu w Arabii Saudyjskiej. Saudyjczyk, cieszący się nad Zatoką opinią raptusa i okrutnika, narzucił mniejszym i biedniejszym sąsiadom swoje metody uprawiania polityki, a także zmusił ich do udziału w jego „wielkiej grze” o pierwszeństwo na Bliskim Wschodzie z Iranem.

We wszystkich zbrojnych i politycznych konfliktach na Bliskim Wschodzie saudyjski książę dopatruje się intryg irańskich ajatollahów. Irak, Syria, Jemen, Liban, Palestyna, Katar – wszędzie tam Saudyjczycy rywalizują z Irańczykami.

Prognoza pogody

Wszystkie burzliwe wydarzenia w krótkiej historii Bahrajnu wiążą się z tamtejszym sporem między miejscowymi szyitami i sunnitami. Szyici, stanowiący większość ludności, od lat narzekają, że rządzący w Manamie sunnici traktują ich jak obywateli drugiej kategorii. Ilekroć w królestwie dochodziło do buntów, panująca od 250 lat dynastia Chalifów podejrzewała Irańczyków, że wspierają rebelię, by ustanowić w Bahrajnie rząd miły i posłuszny Teheranowi. Podejrzliwość i wrogość Chalifów wobec Irańczyków wzrosła, odkąd dyktatorem politycznych mód na Półwyspie Arabskim został saudyjski książę Mohammed.

Pojawienie się Saudyjczyka zakłóciło polityczny cykl pogodowy w Bahrajnie i rywalizację o wpływy między królem Hamadem, uchodzącym za władcę umiarkowanego oraz jego stryjem Chalifą ibn Salmanem al-Chalifą. Kiedy rządzony przez dynastię (najpierw panowali jako hakimowie-wojewodowie, potem emirowie, a dziś królowie) Bahrajn ogłaszał niepodległość, Chalifa ustąpił bratu Isie tron emira, a sam zadowolił się posadą premiera. Z bratem o władzę nie rywalizował, ale kiedy po jego śmierci emirem został bratanek, Chalifa ani myślał ustępować. Ilekroć zapatrzony w nowoczesność bratanek ograniczał wszechwładzę stryja-premiera, w Bahrajnie następowała odwilż. Kiedy stryj władzę odzyskiwał, nad królestwo nadciągało ochłodzenie.

W przyszłym roku Chalifa będzie obchodził czterdziestolecie na stanowisku szefa rządu. Żaden inny premier na świecie nie dorównuje mu stażem. Chalifa liczy jednak już 83 lata, a namaszczony przez króla na następcę tronu książę Salman cieszy się w Bahrajnie opinią jeszcze większego reformatora niż jego ojciec. Sztuki rządzenia uczył się u starego mistrza, premiera Chalify, u którego od pięciu lat jest zastępcą.

Reformatorski zapał, a także doświadczenie, zdobyte podczas terminowania u starego premiera przyda się dobiegającemu pięćdziesiątki księciu Salmanowi, kiedy zostanie już królem Bahajnu. Będzie musiał wykazać się zręcznością w dyplomatycznych rozgrywkach między Saudami, ajatollahami z Teheranu i Zachodem (w Bahrajnie znajdują się bazy wojenne marynarki USA i Wielkiej Brytanii), ale przede wszystkim zająć się gospodarką. Bahrajn, pozbawiony tak bogatych petrodolarowych dochodów jak Arabia Saudyjska, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty, żył ostatnio na kredyt, ma długi. Udzielili ich, co prawda, przyjaciele z Rijadu i Dubaju, ale każą je spłacać udziałem w zbrojnych i politycznych awanturach. Pieniądze przyjdzie tak czy siak oddać i nowy rząd Bahrajnu będzie musiał szukać oszczędności, przyciąć dotacje i wydatki z budżetu, podnieść podatki, ceny. Polityka zaciskania pasa, jak zwykle i wszędzie, dotknie głównie najuboższych, czyli szyitów, którzy znów mogą zechcieć wyjść na ulicę, by dochodzić tam sprawiedliwości, domagać reform i zmiany władz. Wszystkim tym zajmie się już nowy rząd, którego premiera, a także ministrów wyznaczy król.

W takich chwilach w Bahrajnie zwykle zaczynała się odwilż. Zmiany w politycznym klimacie sprawiły jednak, że mało kto w Manamie odważyłby się dziś stawiać choćby prognozę pogody choćby na najbliższe tygodnie i miesiące.

POLECAMY: "Strona świata" - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]