Reklama

Amerykańskie opowieści

Amerykańskie opowieści

15.05.2016
Czyta się kilka minut
Pizzolatto w fascynujący sposób pokazuje, że amerykański mit nie stracił nic na swojej chłonności i produktywności – wciąż jest w stanie dostarczać nam nowych narzędzi dla opisywania, ale i formowania rzeczywistości.
K

Każdy, kto widział serial „Detektyw” [ang. „True Detective”], z pewnością kojarzy jego twórcę Nica Pizzolatto i domyśla się, co może znaleźć w jego prozie. Dwa lata temu polscy czytelnicy otrzymali do ręki jego debiutancką powieść „Galvestone”, będącą właściwie prostym przedłużeniem estetyki i atmosfery „brudnego” thrillera, tak charakterystycznej dla głośnego serialu. „W drodze nad Morze Żółte” to jednak zupełnie inna historia – a właściwie 11 różnych historii, z których każda rozgrywa się w osobnym fabularnym uniwersum. Autor przyzwyczaił nas do długich i rozbudowanych opowieści, które swobodnie rozwijają się na przestrzeni wielu stron czy odcinków. O ile wcześniej mieliśmy do czynienia z niezwykłym kunsztem, o tyle dopiero opowiadania zdradzają pełnię talentu i maestrii autora.

Pizzolatto w każdej swojej opowieści śmiało czerpie z olbrzymiego rezerwuaru amerykańskiej mitologii, która już dawno na trwałe zakorzeniła się w naszej świadomości. Nawet jeśli nie byliśmy nigdy w USA, to bezbłędnie odnajdujemy się w topografii przydrożnych moteli, stacji benzynowych czy podmiejskich osiedli. Tutaj jednak miejsca te nie są jedynie neutralnym krajobrazem naszej wyobraźni, gdyż Pizzolatto idzie dalej – z niemalże perwersyjną przyjemnością niszczy resztki amerykańskiego snu, pozostawiając rzeczywistość, przynajmniej pozornie, pustą i nagą. Obszarem jego nieustannych eksploracji jest oczywiście „brudne południe”, czyli pogranicze Teksasu i Luizjany, gdzie malaryczny krajobraz zbudowany jest niemalże wyłącznie z wilgoci, rdzy i zgnilizny. To właśnie tam krążą, trochę bezradnie i bez celu, jego bohaterowie.

Gdy za majstrowanie przy machinie amerykańskiej popkultury zabierze się ktoś o spłaszczonej wyobraźni (co się, niestety, coraz częściej zdarza), efekty są marne. Podnoszą się wtedy głosy o kryzysie czy wyczerpaniu pewnych narracji. Pizzolatto pokazuje, że nic bardziej mylnego, choć bez wątpienia jest to zdanie bardzo trudne. Mitologia amerykańskiej popkultury to niezwykle skomplikowana struktura znaczeń i sensów, a poruszanie się po niej wymaga olbrzymiego talentu i wdzięku. Na szczęście twórca serialu „Detektyw” dysponuje jednym i drugim, dlatego żetony zbiorowej wyobraźni nie obracają się w jego opowieściach jałowo, tylko są układane w niesamowite i oryginalne konstelacje. W fascynujący sposób pokazuje, że amerykański mit nie stracił nic na swojej chłonności i produktywności – wciąż jest w stanie dostarczać nam nowych narzędzi dla opisywania, ale i formowania rzeczywistości – także tej naszej, polskiej, jako że wszyscy jesteśmy kulturowymi obywatelami Ameryki (jak słusznie zauważył kiedyś Jacek Dukaj).

Każde z opowiadań w tomie „W drodze nad Morze Żółte” brutalnie wrzuca nas w sam środek pewnej historii, niemalże jakby autor spieszył się lub bał, że nie zdąży opowiedzieć nam czegoś do końca. Poznajemy wąski wycinek świata – fragment czyjejś opowieści, której całości możemy się jedynie domyślać. Nie ma tu miejsca na rozbudowane tło czy pogłębiony portret psychologiczny. Zresztą nie ma potrzeby – znamy tych bohaterów, wiemy, skąd są, rozumiemy ich motywacje. To historie ludzi, z którymi los nie obszedł się łagodnie, ale też nie znajdują się na dnie depresji. Są zwykli, szarzy, przeciętni, podobnie jak dramatyczne okoliczności, w które się wplątują. Każde z opowiadań jest inne – Pizzolatto ma nie tylko rzadki dar budowania fascynującej opowieści niemalże z niczego, ale potrafi też kilkoma ruchami nakreślić zupełnie nową, niepowtarzalną atmosferę – mikrowszechświat, który istnieje tylko przez chwilę, po czym rozmywa się bez śladu. Jego opowieści, podobnie jak nie mają początku, tak też pozbawione są pointy; urywają się nagle, zostawiając nas zdezorientowanymi. W zakończeniu tytułowego opowiadania narrator ostrzega: „Niech cię nie kusi wyjaśnianie historii, bo w końcu zrozumiesz, że odpowiedź nie oznacza rozwiązania”. Oczywiście nie wynika z tego, że opowieści są bezużyteczne. Wręcz przeciwnie, stawka jest tu bardzo wysoka – chodzi o ujawnienie ich fundamentalnego znaczenia dla kształtu naszego świata. Szukanie rozwiązań poza nimi nie ma sensu. ©

Nic Pizzolatto „W drodze nad Morze Żółte”, przeł. Marcin Wróbel, Marginesy, Warszawa 2016

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]